Diariusze, Kroniki, Opowieści z terenu gminy

Rozmowa z Bronisławem Zastawnym.

 Opracowanie Janusz Marcinkowski. Płużnica 2004 r.

————————————

Zapis rozmowy powstał podczas odwiedzin Bronisława Zastawnego z Wąbrzeźna (Mickiewicza 12) w moim wójtowskim gabinecie w 2004 roku. Mieliśmy się jeszcze spotkać, niestety pan Bronisław zmarł w 2008 roku i do kolejnej rozmowy nie doszło, a szkoda bowiem niektóre sprawy wymagałyby uściślenia. Myślę jednak, iż sporządzony opis przyczyni się przybliżenia naszych wyobrażeń o tamtych dramatycznych, wojennych czasach w Płużnicy, której okupacyjny adres wsi brzmiał; Płużnica-Pfeilsdorf, kreis (powiat) Briesen, prowinz Danzing-Wetpreusen. W gminie używano okrągłej pieczęci urzędowej z napisem; Der Amtskommissar des Amts Gemeinde Pfeilsdorf.

Zastawni w Płużnicy

W Płużnicy mieszkaliśmy z rodzicami w czasie okupacji hitlerowskiej w latach 1940-1945. Moi rodzice Feliks i Małgorzata Zastawni prowadzili tu piekarnię. Przed wojną posiadali własną w Wąbrzeźnie na ul. 1 maja, która to została im odebrana przez władze okupacyjne. W miejsce tego zostali przeniesieni do Płużnicy w miejsce wyrzuconych Moniki i Tadeusza Kalinowskich. Nawiasem mówiąc Zastawni byli krewnymi Kalinowskich.

O sytuacji Zastawnych pisał w swoich wspomnieniach Włodzimierz Piotrowski „Miasto mojej młodości”: „Zastawni utracili swoją piekarnię w Wąbrzeźnie na rzecz powiernika Willego Schulza w 1942/43 r, który został tam osadzony przez niemieckie władze. Schulz zachował się porządnie zatrudniając swych dawnych polskich znajomych”.

Okupacyjna szkoła; W czasie okupacji p. Bronisław tak jak wszystkie dzieci był uczniem szkoły niemieckiej szkoły powszechnej-Volkschule. Mieściła się on w budynku dzisiejszej podstawówki. Wtedy były dwie klasy, nauczane przez niemieckiego nauczyciela i jego żonę. Nauczyciel Eberhard Hirsch dyscyplinę i uczenie się wymuszał kijem, który dość często był w użyciu. Dzieci w szkoły były podzielone, w klasie odrębnie siedziały dzieci polskie i niemieckie. Pan Bronisław zapamiętał, iż tymi „szczególnymi” względami niemieckiego nauczyciela cieszył się jego kolega Wesołowski, syn zawiadowcy stacji PKP.

Gmina; W ówczesnej Płużnicy funkcjonował wspomniany urząd gminny w którym trzeba było rozliczać kartki żywnościowe. Był też posterunek policji niemieckiej mieszczący się w dzisiejszym domu pp. Leszczyńskich. Urzędowało tam dwóch niemieckich policjantów. W budynku powojennej milicji i policji na krzyżówkach mieścił się wojenny urząd wojskowy. Kierował nim niemiecki major, który miał służbowy samochód, pięknego konia pod wierzch i ordynansa.

Angielscy Niemcy; W dzisiejszej salce katechetycznej, umieszczono ok. 30 jeńców angielskich, których pilnowało dwóch wachmanów mieszkających w organistówce. Jeńcy ci pracowali przymusowo w niemieckich gospodarstwach rolnych. Początkowo bardzo ich pilnowano, później jednak mogli się nawet poruszać po wsi, oczywiście pod bacznym okiem Niemców.

Gospodarstwa rolne; Polscy właściciele zostali oczywiście usunięci ze swoich gospodarstw. Na ich miejsce przyszli Niemcy z Mołdawii, (z Bezarabii), których władze niemieckie nagradzały polskim mieniem. Od nazwy krainy Bezarabia poszło popularne nazewnictwo „wschodnich Niemców” wśród Polaków- „bezarab”.

Handel w Płużnicy; We wsi w obiekcie przedwojennych karczmarzy Marii i Bronisława Dąbrowskich funkcjonował jedyny spożywczy sklep w Płużnicy. Prowadził go Niemiec Wilken. Było tam wszystko w sensie asortymentów; artykuły żywnościowe, mydło, nafta, sól. Wszystko to oczywiście było racjonowane na kartki, które potem były bardzo ściśle rozliczane przez władze administracyjne.

Komunikacja; Do okolicznych miast można było dostać się autobusem na „holz gaz”. W takich pojazdach palono w specjalnie zamontowanych kotłach drewnem z czego wytwarzał się gaz napędzający silniki pojazdów. W razie potrzeby wystarczyło stanąć po drodze, uzupełnić zapas drewna i jechać dalej!

Los Żydówek; Warto wspomnieć o podobozie hitlerowskim w Orłowie w którym przetrzymywano Żydówki zatrudniane w majątku. [Z innych informacji wynika, iż podobóz był w Bocieniu]. Pan Zastawny przypomina sobie sytuację, kiedy kobiety te prowadzono na stację PKP do Płużnicy na odwszawianie. Przyprowadzono je pieszo z Orłowa. Musiały się rozebrać i oczekiwać na dworze na gazowe odwszawienie ich odzieży w parowozowni (?) Po tej sanitacji wracały do Orłowa i w związku z tym był świadkiem przerażającej sceny dotkliwego pobicia jednej z nich, która podczas przejścia wyrwała brukiew z pobliskiego pola. Wachman (byli to łotewscy esesmani) eskortujący konno bił tą nieszczęsną dziewczynę, do nieprzytomności. W każdym razie o własnych siłach nie mogła iść. Jej koleżanki musiały ją nieść w dalszą drogę do Orłowa. Jak się dla niej to skończyło pewnie się nie dowiemy! Akt sprawiedliwości rozegrał się prawdopodobnie później już po wkroczeniu Armii Czerwonej. Do Płużnicy czerwonoarmiści przyprowadzili dwóch Łotyszów esesmanów, podobno tych z Orłowa i zamęczyli ich naprzeciw gospody. Zakończenia tej „egzekucji” dokonała pepeszą kobieta w mundurze radzieckiej armii.

Walki w Płużnicy. W walkach w Płużnicy, między innymi na kierunku Czaple, naprzeciw domu Wężów zastrzeleni zostali dwaj młodzi niemieccy żołnierze, błagający przed śmiercią czerwonoarmistów o darowanie życia. Ich szczątki znaleziono podczas budowy wodociągu do Czapel w latach osiemdziesiątych. Zostały one pochowane na cmentarzu w Płużnicy. Bronisław Zastawny wspominał także o samobójczej śmierci małżeństwa starszych Niemców, którzy prawdopodobnie nie mieli siły uciekać przed frontem z Płużnicy. Prawdopodobnie zostali pochowani gdzieś w przypadkowym miejscu. Mówiło się też o zabitym sztabowym ordynansie niemieckim. Pan Zastawny twierdził, iż trupy pomordowanych Niemców zostały pochowane w żwirowni. [O jakichś trupach leżących w centrum wsi wspominała także pani Zofia Brzozowska mieszkająca wtedy w Płużnicy, a w latach 70 tych sekretarz gminy w Lisewie. Według niej w centrum wsi rosyjscy żołnierze zastrzelili uchodzących Niemców duchownego ewangelickiego i właściciela ziemskiego].

W pierwszym tygodniach po przejściu frontu przez wieś prowadzono kolumny jeńców niemieckich. Lepiej było nie stać przy szosie. W każdej bowiem chwili gapiący się człowiek mógł być bez żadnych ceremonii włączony do kolumny jeńców i zanim się spostrzegł już jechał w głąb Rosji, zwłaszcza jeśli prowadzącym ‘bojcom’ nie zgadzała się liczba jeńców!

W tym trudnym okresie rodzina Zastawnych ukrywała się w organistówce u brata organiściny, przedwojennego wojskowego, a później uciekli do rybakówki w Bartoszewicach w której gospodarowali Bolesław i Irena Kalinowscy.

„Polakożercy”, [kiedyś używano takiego słowa na oznaczenie Niemców szczególnie nienawidzących Polaków]Pan Bronisław zaliczył do nich; Dickau; policjant, zajął gosp. Tomasza i Stefania Motas. Bratner; nie przyjął przed wojna polskiego obywatelstwa. Mieszkał tam gdzie dzisiaj Wawszczykowie. Knodel; mieszkali tam gdzie dziś Nowakowie Neumann; nie przyjął polskiego obywatelstwa.

Po wejściu Armii Czerwonej;Płużnica, tak jak przed wojną była wtedy siedzibą gminy. Urząd gminny znajdował się w dawnym dworze po majątkowym, spalonym w 1945 roku przez Rosjan w dwa lub trzy tygodnie po ich wkroczeniu. Okres ten był bardzo trudny, ponieważ władza, ochrona mienia i ludzi jeszcze się nie zorganizowała, a po okolicy włóczyły się bandy szabrowników i co gorsza tyłowe oddziały Armii Czerwonej zajmujące się rabunkiem, gwałtami i podpaleniami. Między innymi takie luźne oddziały opiekały świnie w szkole i w budynku neogotyckiego dworu-urzędu gminnego, które to budynki przez to spłonęły.