Diariusze, Kroniki, Opowieści z terenu gminy

Opracowania tematyczne

W 2014 roku z inicjatywy ks. Jacka Dudzińskiego proboszcza z Nowej Wsi Królewskiej odbyła się uroczystość wmurowania tablicy pamiątkowej poświęconej styczniowym wydarzeniom i roli, jaką odegrali ludzie z naszej najbliższej okolicy w udzieleniu pomocy Powstaniu. Ponieważ przez lata prowadziłem kwerendę, szukając wszystkiego co składa się na historię naszej małej ojczyzny,  odnotowałem parę zapisków tej sprawy dotyczących, a które dorzucam dla pełności tamtego zamierzenia – upamiętnienia tych, którzy rzucili na narodową sprawę swoje życie i mienie!
Z różnych poszukiwań udało się odnotować nazwiska niektórych bohaterów tamtych wydarzeń, pochodzących ze wsi z terenu dzisiejszej gminy Płużnica – warto o nich pamiętać -są wśród nich ludzie różnego stanu. Uczniowie, urzędnicy, właściciele ziemscy, księża. Większość krzątających się wokół tej patriotycznej roboty osób pozostanie pewnie anonimowa. Nawet jeśli brali udział, to zwłaszcza po przegranym Powstaniu i represjach jakie stosowali zaborcy, lepiej było się nie ujawniać.

Powsstyczn (3)

Zygmunt Działowski według obrazu Tow. Naukowego w Toruniu. Z pewnością największym naszym bohaterem tej narodowej sprawy był Zygmunt Działowski z Mgowa, żyjący w latach 1843-1878. Był on nie tylko wpływowym ziemianinem sprzyjającym Powstaniu, ale brał bezpośredni udział w walkach w Rosjanami. Aresztowany i sądzony zdając swój życiowy obywatelski egzamin.
W Mgowie; siedzibie Zygmunta Działowskiego musiały się dziać różne rzeczy związane z pomocą dla Powstania skoro rozpisywała się o wydarzeniach z tym miejscem związanych ówczesna prasa.
Mgowo dla powstania.
W 1863 roku w czasie rewizji w Mgowie pruskie władze podczas rewizji znalazły 200 sztuk broni, były tam karabiny, szable, lance z polskimi chorągiewkami, siodła. Broń ta była przygotowywana do przerzutu na teren Kongresówki dla wspomożenia Powstania Styczniowego. Podobno na skutek denuncjacji niejakiego Urbańskiego Prusacy znaleźli w Wałyczu, drugim majątku Działowskiego, 200 szt. karabinów zakopanych w pobliskim lesie.
W tym samym roku, w początku maja Jan Załęski z Mgowa, abiturient gimnazjum chełmińskiego, student ujęty został przy przekraczaniu granicy prusko-rosyjskiej z Kongresówką.
W tymże Mgowie w 1864 r. aresztowano i uwięziono Władysława Cichorskiego (1822-1876) pseudonim „Zameczek”. Był on organizatorem wojskowym powiatów; lubawskiego, brodnickiego i grudziądzkiego na rzecz pomocy dla Powstania Styczniowego. Osadzonemu w więzieniu w Chełmnie udało się zbiec za granicę.
Sprawa pod Nietrzebą.
Niewątpliwie największym echem odbiła się wśród społeczeństwa pomorskiego wieść o bitwie pod Nietrzebą, jaką stoczył oddział pomorskich ochotników z carskim wojskiem. Otóż w kwietniu 1863 roku po wybuchu Powstania Styczniowego dwudziestoletni Zygmunt Działowski zebrał oddział zbrojnych w sile 87 ludzi i przekroczywszy granicę Królestwa na Drwęcy ruszył do Powstania. Dowódcą oddziału został kpt. Henryk Łowiński-Szermętowski, dawny kapitan wojska rosyjskiego i emigrant z roku 1831. Zadaniem tego oddziału było połączenie się z działającym na tym terenie Zygmuntem Padlewskim. W dn. 22 kwietnia 1863 r. pod wsią Nietrzebą, 16 km od Rypina, odbyła się potyczka z 400 osobowym oddziałem Moskali. Oddział Działowskiego wciągnięty w zasadzkę przez patrol kozacki stracił 9 zabitych, kilku rannych i wziętych do niewoli. Walka toczyła się w niedogodnych dla powstańców warunkach, przy braku amunicji, która zamokła przy przeprawianiu się przez Drwęcę. Rozbity oddział nie był zdolny do dalszej walki. Moskale zdobyli: 96 sztuk broni, 11 pudów prochów, 12 pudów ołowiu, 34 rakiety, 11 koni, zapasy żywności i inne rzeczy. Wśród poległych znaleźli się; ziemianin Stanisław Bronisz, prymater gimnazjum chełmińskiego Romanowicz, szewc z Golubia Pawłowicz. W bitwie tej jak podkreślano „Działowski stawał godnie i odważnie” i dzięki odwadze i brawurze udało się zmniejszyć skutki przegranej.
Obszerną relację z wyprawy oddziału do Królestwa w powiat lipnowski, opartej na relacji jednego z uczestników dano w „Nadwiślaninie”: „Oddział nasz wynoszący około 100 młodzieży dobrze uzbrojonej, między którymi 18 konnych, nadto trzy furgony z żywnością na kilka dni, bronią zapasową i amunicją i innymi rekwizytami wojennymi, przeszedł 22 kwietnia (1863 r.) rano przez Drwęcę pod dowództwem kapitana Szermentowskiego. Dostawszy się do Królestwa, przybyliśmy pospiesznym marszem do pierwszej wsi i dla nie trudzenia oddziału zarekwirowaliśmy furmanki potrzebne dla dalszego pochodu, których natychmiast najchętniej nam udzielono. Pod tak szczęśliwą wróżbą zbliżyliśmy się o godz. 12,oo w południe do wsi Nietrzeby pomiędzy Rypinem a Lipnem i zająwszy bardzo korzystną pozycję w lesie postanowiliśmy wypocząć i uporządkować się. Zaledwie jednak zostały wydane przez dowódcę rozkazy, usłyszeliśmy strzały naszych przednich posterunków. Był to patrol mały patrol kozacki. Wkrótce zjawił się silny oddział Kozaków udając jakby chciał stoczyć bój. Chciwa walki młodzież rzuciła się z zapałem ku niemu, a rażąc celnymi strzałami, zsadzała z koni jednego po drugim. Kozacy odstrzeliwując się zmyślili odwrót i zaczęli się cofać. Był to wybieg. Dowódca nasz, widząc odwrót nieprzyjaciela, dał rozkaz piechocie wyjścia z lasu, a kawalerii naszej by ścigała Kozaków. Gdyśmy rozkaz wypełnili, przekonaliśmy się, iż dostaliśmy się w zasadzkę. Otoczeni przez trzy razy silniejszego wroga, w wojennym rzemiośle wyćwiczonego, przymuszeni byliśmy w otwartym polu bitwę. Bitwa trwała godzinę, przy końcu której zostaliśmy rozcięci na dwoje. Widząc niepodobieństwo dalszego boju jedna część z bronią w ręku dostała się do Jurkowskiego, druga zaś wróciła do Prus. Furgony nasze i broń ocalały dzięki czynnemu udziałowi tamtejszej ludności wiejskiej”.
Julia Działowska dla Powstania.
W sprawę wspierania Powstania zaangażowani byli inni członkowie rodu Działowskich. Między innymi krewna Zygmunta Julia Działowska właścicielka Turzna była prześladowana stałymi rewizjami. Była ona członkinią konspiracyjnej organizacji kobiecej, która zajmowała się organizacją pomocy dla Powstania.
Berliński proces Zygmunta Działowskiego.
W 1864 roku; od 7 lipca do 23 grudnia w berlińskim Moabicie toczył się proces 149 Polaków oskarżonych o zdradę stanu za wspomaganie Powstania Styczniowego. W grupie Polaków sądzono również Zygmunta Działowskiego. Został on przez władze pruskie aresztowany w Mgowie 12 września 1863 r. za pomoc i udział w Powstaniu Styczniowym. Więziono go najpierw w Chełmnie, następnie w Berlinie. Rozprawa rozpoczęła się 7 lipca 1864 r. i trwała prawie 6 miesięcy. W sprawie tej prusacy powołali na świadków przeciwko studentowi Zygmuntowi Działowskiemu: Antoniego Czapskiego, parobka z Działowa Zaplewskiego, Teofila Modzielowskiego z Działowa, gimnazjalistę Ksawerego Mellina z Chełmna i rządcę z Wałycza Klemensa Fugińskiego.
W tymże więzieniu Działowski wsławił się odważnym czynem. Korzystając z nieuwagi strażników (Może ich przekupił!), wyprowadził dwóch powstańców z Królestwa, którzy mieli być wydani Moskalom, co groziło im zsyłką na Sybir, odwiózł ich do Paryża – po czym wrócił do więzienia! W procesie za swą działalność patriotyczną został skazany wyrokiem z 23 grudnia na 1 rok więzienia.
8 lipca 1864 r. „Nadwiślanin” publikował listę oskarżonych w procesie „Sprawa śledcza przeciw Działyńskiemu i wspólnikom”. Były tam same najpiękniejsze polskie nazwiska, a wśród nich pod nr 124 Zygmunta Działowskiego.

Powsstyczn (2)

Sala sądowa; Zygmunta Działowskiego osadzono pod nr 124.

Powsstyczn (1)

Działowscy z Działowa; a Powstanie.
Działowski Apolinary(1838-1902) ówczesny właściciel Działowa wspierał Powstanie Styczniowe i dawał schronienie emigrantom. Za tą działalność prześladowany rewizjami (między innymi 19 lutego 1963 r.) przez władze pruskie, które uzasadniały to: „Celem przeciwdziałania nielegalnemu postępowaniu właścicieli polskich osadzono w Działowie niemieckie miejscowe zarządy”. Dla dopilnowania „porządku” okresowo w Działowie żywiąc się kosztem właścicieli stacjonował oddział pruskiego wojska. „Nadwiślanin” pisał: „Przed kilkoma dniami była rewizja w Działowie pod Chełmnem u p. Apolinarego Działowskiego, ale o ile wiemy także nic nie znaleziono; aresztowano wszakże kucharza za działalność na rzecz Powstania. Gazeta informowała również, iż 1 marca 1864 r. aresztowano w Działowie nieznanego z imienia emigranta z Kongresówki.
Slascy z Orłowa dla Powstania.
Zasiadał w Pruskiej Izbie Panów, pełniąc zarazem urząd wiceprezesa Koła Polskiego w sejmie. Był prezesem Towarzystwa Pomocy Naukowej dla Młodzieży Prus Zachodnich, jednym z inicjatorów powstania zbiorów muzealnych przy Towarzystwie Naukowym w Toruniu. W 1863 roku wspomógł finansowo ruch powstańczy, a zbiegom politycznym udzielał schronienia.

Ludwik Slaski (1818-1898)

Powsstyczn (4)

[Fot. Zbiory rodziny Slaskich]

6 kwietnia 1864 r. „Nadwiślanin” informował o rewizjach i aresztowaniach polskich patriotów. Między innymi 29 marca władze pruskie przeprowadziły rewizję w majątku Slaskich w Orłowie u rządcy Gółkowskiego, gdzie „przetrząśnięto papiery” dowodzące działań na rzecz powstania styczniowego. Był on bowiem podejrzany o zbieranie podatku narodowego. Jego samego ujęto i zaprowadzono do wsi Augustynki (dzisiejsza część Płużnicy) razem z uczniem gospodarczym Zakrysiem. Tam prokurator oraz wąbrzeski burmistrz badali ich, pytając o rozporządzenie rządu narodowego, o kwotę zapłaconego podatku narodowego, o broń i gdzie jest schowana. Od aresztowanych nic się nie dowiedziano więc puszczono ich wolno. 12 kwietnia Gółkowski został aresztowany ponownie wraz ze wspomnianym Zakrysiem. Obaj uwięzieni zostali w Chełmnie i Berlinie. W 1864 r. gazeta informowała, iż Gółkowskiego wypuszczono na czas nieograniczony z berlińskiego więzienia Hausvogtei.
Dowiadujemy się też z ówczesnej prasy następujących spraw;
„..Jak wykazują przekroczenia granicy koło Słoszew i Lidzbarka oraz wynikłe przy tym potyczki uzbrojenia oddziałów dokonano na terenie pruskim. Za tym przemawiają także przeprowadzona krótko przedtem konfiskata broni w Orłowie oraz denuncjacja.
Władze pruskie o polskich patriotach.
W 1864 r. w Królestwie trwało Powstanie Styczniowe, w związku z tym Minister Spraw Wewnętrznych otrzymał od landrata (starosty) chełmińskiego pismo w którym pisał on: „… do tej pory skompromitowali się proboszczowie; Franciszek Kiedrowski z Płużnicy i Łebiński z Sarnowa … z powodu przewożenia i uzbrajania powstańców oraz innych działań przygotowujących zdradę stanu. Znajdują się teraz w areszcie sądowym: … Gółkowski-administrator w Orłowie. Celem przeciwdziałania nielegalnemu postępowania właścicieli polskich osadzono w Działowie niemieckie miejscowe zarządy nad dominiami (majątkami)Wałycz i Orłowo „…iż do tej pory skompromitowali się proboszczowie…. ks. Franciszek Kiedrowski z Płużnicy”.
Kompromitacja według władz pruskich polegała między innymi na tym, iż płużnickim kościele bowiem odprawiano nabożeństwa żałobne w intencji Powstania.

‘Emisje dominialne z gminy Płużnica na podstawie żetonu z miejscowości Czaple (Treuhausen)’

 Opracowanie Arkadiusz Gościnny. Grudziądz.

———————————————————–

Monety i żetony majątków ziemskich zwane często monetami i żetonami dominialnymi są jedną z form pieniądza zastępczego tj. różnego rodzaju znaków pieniężnych wydanych przez nieuprawnionych do emitowania pieniądza legalnego wystawców i zastępujących w ograniczonym zakresie pieniądz legalny. Na przestrzeni wieków wielokrotnie emisje takie krążyły zamiast lub równolegle z emisjami oficjalnymi. Przyczyn takiej sytuacji było wiele by wymienić tylko brak pieniądza (najczęściej zdawkowego) w obiegu pieniężnym, dążenie do zamknięcia obiegu pieniężnego czy też potrzeba ułatwienia lub usprawnienia pracy.

Emisje majątków ziemski nie były czymś nadzwyczajnym i wyjątkowym i funkcjonowały one przez kilka stuleci. Pojawiły się ok. XVI – XVII wieku i użytkowano je aż po lata pięćdziesiąte wieku XX w niektórych wielkopolskich PGR-ach. Przypuszczalnie jednak największa liczba emisji przypada na lata 1890-1925. Różny był natomiast na przestrzeni wieków charakter emisji dominialnych.

Pierwotnie pieniądz wewnętrzny w majątkach ziemskich pełnił dwie funkcje. Pierwszą zasadniczą było zamknięcie obiegu pieniężnego, poprzez przymusowe przyjmowanie wynagrodzenia w pieniądzu wewnętrznym oraz możliwość wydatkowania go  u miejscowych sklepikarzy czy też w miejscowej karczmie, co zdwajało zyski właściciela majątku chociażby poprzez stosowanie przymusu propinacyjnego. Zapewne dodatkową rolą tego pieniądza było utrudnienie zbiegostwa chłopom – podobnie jak to było w późniejszych emisjach obozów jenieckich i gett.

Z czasem jednak a zwłaszcza ze zniesieniem pańszczyzny zmieniła się rola pieniądza dominialnego. Służył on jako potwierdzenie wykonanej robocizny, opiewające bardzo często w szeflach, cydlach czy też korcach zebranych płodów rolnych i wymieniany był później na wynagrodzenie lub też sam był środkiem wynagrodzenia ze względu na zdarzający się brak rynku drobnych monet, które szczególnie niezbędne były do realizacji codziennych transakcji.

Zazwyczaj z uwagi na niezachowane materiały źródłowe, które opisywałyby poszczególne emisje dominialne trudno jednoznacznie określić czy dana blaszka posiadająca nazwę miejscowości a często i nominał jest monetą czy też żetonem rozliczeniowym i czy zawarta na nich cyfra to nominał w obowiązującej walucie czy też ilość miar zebranych płodów rolnych.

Z gminy Płużnica znane są emisje dominialne z dwóch miejscowości z Mgowa i z Czapli. Pierwszy żeton opisany jest dokładnie w katalogach tematycznych. Jego wystawcą był jeden z członków rodziny Działowskich, której przedstawiciele zarządzali posiadłością przez blisko 150 lat. Żeton wykonany jest z mosiądzu i posiada na awersie napis DOM. MGOWO / 10 / DZIAŁOWSKI, na rewersie zaś tylko cyfrę nominału 10.

W swojej krótkiej notce chcę zaprezentować ciekawy, nieopisany w literaturze tematu żeton dominialny z miejscowości Czaple:

Opis żetonu: 

aw. napisy biegnące łukiem górą i dołem * HIRSCHBERGER * / TREUHAUSEN,przy obrzeżu obwódka z perełek, rw. przy obrzeżu obwódka perełkowa. Brąz średnica 23,5 mm.

Żeton, jak większość emisji tego typu nie posiada daty emisji. W jego przypadku datowanie jest  możliwe dość dokładnie. Handbuch des Grundbesitzes im Deutschen Reiche Provinz Westpreussen z 1894 r. podaje jako właściciela majątku Tranhausen Rudolfa Hirschberger’a – bankiera z Chełmna. Wcześniejszy spis majątków ziemskich z 1880 r. jako właściciela Czapel wymienia Waltera Ewert’a, natomiast kolejny spis z 1909 podaje, iż właścicielem majątku był S. Salomonsohn. W przypadku datowania tego żetony ważnym jest również zawarta na nim nazwa miejscowości. Można z całą pewności stwierdzić, że emisja pochodzi spomiędzy 1893 r. kiedy to władze pruskie zmieniły nazwę wsi Czaple z Gr. Czappeln na Treuhausen, a 1909 r. kiedy to majątek Czaple został nabyty przez pruską komisję kolonizacyjną i rozparcelowany na 22 gospodarstwa.

W okresie emisji Czaple stanowiły majątek ziemski o powierzchni nieco ponad 360 hektarów i nie wyróżniały się ani pod względem wielkości ani pod względem rodzaju produkcji prowadzonej od innych majątków ziemskich leżących na terenie obecnej gminy Płużnica. Dlaczego więc posiadał on swoją emisję a nie posiadały jej inne dominia? Takie jak Cholewitz (Cholewice), Bartelshoff lub Bartoschewitz (Bartoszewice), Delau (Działowo), Gorinnen (Goryń), Orlowo (Orłowo), Ostrowo lub Hochdorf (Ostrowo), Plusnitz (Płużnica), Drückenhof (Uciąż), Villisaß (Wieldządz)?

Odpowiedź na to pytanie będzie przewrotna. Wyżej wymienione majątki zapewne posiadały również swoje żetony, lecz albo nie zachowały się one do dzisiejszych czasów albo nie zostały odnalezione. Może być jeszcze jedna odpowiedź. Zostały odnalezione lecz nie zostały zidentyfikowane.

Przełom XIX i XX wieku to dla rolnictwa okres szybkiego rozwoju. Należy ponadto pamiętać, że ówczesne dominia były niczym dzisiejsze przedsiębiorstwa wielobranżowe. Jako zakłady produkcji rolniczej zajmowały się uprawą roli oraz hodowlą bydła. Zajmowały się przetwórstwem żywności oraz produkcją alkoholu (gorzelnie i browary), a także świadczeniem usług dla okolicznej ludności dzięki posiadanym młynom, wiatrakom i tartakom czy też cegielniom. Intensyfikacja produkcji rolnej wymagała usprawnienia pracy, taką też rolę pełniły żetony dominialne. Majątki ziemskie zatrudniały bowiem wielu robotników najemnych a praca w nich wymagała dobrej organizacji i dobrego zarządzania. Jedną z form zarządzania pracą oraz rozliczania jej efektów było użytkowanie własnych emisji wewnętrznych. W okresach intensywnych prac polowych (zbiór ziemiopłodów) wykorzystywany był w tak dużych ilościach, że niektóre majątki ziemskie przygotowywały emisje liczące po kilka tysięcy żetonów.  Pamiętajmy również że zdarzające się braki drobnego pieniądza wymagały wspomagania handlu przez emisje lokalne. Tu również nieocenione były żetony dominialne, które częstokroć pomimo rozliczeniowego charakteru miały określony kurs względem waluty państwowej i przyjmowane były na równi z urzędową monetą.

Dla wskazania dlaczego nie są znane emisje z innych miejscowości należy zaznaczyć, że nie wszystkie żetony miały wygląd dzisiejszych monet. Równolegle bowiem obok starannie wybitych emisji menniczych w obiegu były wytwory miejscowego kowala, gdzie na krążkach wyciętych ręcznie z blachy miedzianej czy cynkowej wybijano ręcznie poszczególne litery czy cyfry. Zazwyczaj zamiast pełnej nazwy majątku wybijano pierwszą literę nazwy miejscowości poprzedzoną literą D(ominium) określającą charakter żetonu. Nierzadkie było również wybijanie skrótów odnoszących się do imienia i nazwiska właściciela majątku. Żetony takie, niekiedy opatrzone nominałem, częstokroć posiadały otwory służące do nawlekania je na drut, dla łatwiejszego przenoszenia ich i wydawania na polu. Wytwarzane były jako okrągłe blaszki ale również w formie blaszek kwadratowych, prostokątnych czy też ośmiokątnych. Często jeden majątek wydawał kilka różnych nominałów które różniły się właśnie kształtem.

Odnalezienie takiego prymitywnego żetonu przez przypadkową osobę może zostać uznane za coś błahego i niegodnego uwagi a sama blaszka może zostać wyrzucona. W ten sposób wiele emisji dominialnych może nigdy nie zostać opisana i skatalogowana.

Moje przeświadczenie że większość majątków ziemskich o powierzchni ponad 100 hektarów posiadała własne znaki rozliczeniowe jest wielce uprawomocnione. Emisje takie były rzeczą powszechną – obecnie skatalogowanych jest ok 1200 różnych żetonów z majątków ziemskich z terenów Polski. Ostatnie lata i znaczna popularność  poszukiwań za pomocą wykrywaczy metali przyczyniła się do gwałtownego wzrostu ilości nowo odkrytych, wcześniej nieznanych żetonów dominialnych. Szacuję skromnie że przez ostatnich 10 lat  liczba znanych obiektów została podwojona. Zwiększyła się też świadomość samych poszukiwaczy. Nie wyrzucają już znajdywanych blaszek a dokładnie opisują miejsce ich odnalezienia i przekazują te informacje osobom inwentaryzującym je. Analiza ksiąg adresowych z uwzględnieniem zmian własnościowych majątków pozwala niejednokrotnie prawidło opisać zdaje by się anonimowe emisje i przypisać je do konkretnych wystawców.

W tym miejscu zwracam się więc z apelem do czytelników. Gdyby ktoś z Was miał informacje na temat żetonów dominialnych z miejscowości opisanych w notce, lub żetonów anonimowych proszony jest o kontakt na adres arek_gosc@poczta.onet.pl Informacje takie pozwolą na pełniejsze poznanie jakże ciekawego zjawiska jakim były wewnętrzne emisje majątków ziemskich.

Arkadiusz Gościnny, Grudziądz styczeń 2016

 

 

 

 

Mleczarnia w Płużnicy.

 Opracowanie Janusz Marcinkowski Płużnica 2015 

Niegdysiejsze funkcjonowanie mleczarni we wsi Płużnica, jest  ważne dla opisania życia gospodarczego wsi, bowiem  instytucja ta odcisnęła swoje piętno przez prawie 100 lat swego istnienia na życie ludzi; rolników, pracowników i konsumentów. Dzisiaj jedynym śladem tamtej przeszłości jest tylko samotnie stojący i czekający na lepsze czasu lub swój ostateczny koniec, budynek dawnej mleczarni.

Dla odtworzenia pracy tej spółdzielczej firmy sięgnąłem do pamięci osób z nią związanych. Rozmawiałem byłą główną księgową, p. Stefanią Jazownik-Kac, długoletnim pracownikiem Janem Kuchytem, Stanisławek Tylem i Teresą Urbańską-Sarnecką, wszyscy oni zamieszkują do dzisiaj w Płużnicy. Swoją pamięcią zasilił nasze wspominki syn długoletniego kierownika płużnickiej mleczarni Edwarda Kubasika w latach 1947-1974 r. Feliks Kubasik z Czapel.

Szczątki informacji sprzed 1939 r.

Okoliczni rolnicy, a prawdopodobnie również właściciele majątków utworzyli Spółkę Mleczarską, która wybudowała w 1888 roku w Płużnicy budynek mleczarni, stojący we wsi do dnia dzisiejszego. Wspominała o tym fakcie ostatnia właścicielka Orłowa Katarzyna Slaska, potwierdzając moje domniemania, że wraz z powstaniem spółkowej mleczarni właściciele majątków i gospodarstw zaprzestawali przetwarzania mleka, na ‘swoim’, a sprzedawali mleko, lub odwirowaną śmietanę do mleczarni w Płużnicy. Pomorska wieś korzystała wówczas z dobrej koniunktury rolnej. W Płużnicy założono spółkę drenarską (melioracyjną), zaczęto uprawiać buraki cukrowe i z tego okresu pochodzi potwierdzenie informacji, że funkcjonowała spółka mleczarska. Potrzeba umacniania spółki była związana również z tym, iż 10 lat później 25 lipca 1898 r. ostatnia właścicielka majątku Augustynki, części dzisiejszej Płużnicy, Róża Krieger Peterson, sprzedała majątek o powierzchni 833 ha pruskiej komisji kolonizacyjnej za kwotę 830 000 rr., która go rozparcelowała osadzając 50 niemieckich kolonistów. Doszła więc spora grupa mniejszych chłopskich gospodarstw, które były zainteresowane w zwiększeniu swych dochodów, między innymi poprzez sprzedaż mleka w tutejszej mleczarni. Ważnym elementem rozwoju stało się wybudowanie linii kolejowej Mełno-Chełmża w 1901 r., co ożywiło gospodarczo cała rolniczą okolicę, umożliwiając sprawniejszy wywóz płodów rolnych., w tym wyrobów mleczarskich i to prosto na berliński rynek.

 Spółdzielnia mleczarska w Płużnicy pracowała nie tylko w oparciu o własną sieć odbioru mleka, ale także współpracowała ze zlewniami mleka z Uciąża i Wieldządzu. Oto co na ten temat opowiadał mi Edward Borowski z Uciąża: „W niedalekiej Płużnicy (w Nowej Wsi również!), funkcjonowała mleczarnia z prawdziwego zdarzenia. Wyrabiano w niej sery, masło, twarogi, śmietanę. Wg Edwarda w okresie przedwojennym od mleczarskiej spółdzielni rolników wydzierżawiał ją Żyd……….?. Dla produkcji wyrobów musiał zapewnić dostawę odpowiedniej ilości surowca. Tak więc zaproponował Franciszkowi Borowskiemu prowadzenie dla tejże mleczarni punktu skupu od uciążskich rolników mleka, a ściślej śmietany. Rolnicy przywozili mleko w dzbanach rowerami. W małym gospodarstwie Franciszka, w dobrym lokalizacyjnie miejscu wyporządzono w starym warsztacie pomieszczenie na prowadzenie skupu mleka. W pomieszczeniu ustawiono ręczną wirówkę do mleka, którą aby uruchomić trzeba było się napocić kręcąc korbą na zmianę! Odwirowywanie polegało na oddzieleniu od mleka śmietany, która szła do wyrobu masła w Płużnicy, a tzw. „chude mleko” rolnicy zabierali sobie do gospodarstwa skarmiając je zwierzętami. Śmietanę zabierał wozak konnym wozem jeżdżący codziennie ustalonym stałym szlakiem z płużnickiej mleczarni po okolicznych wsiach. Mleko było oceniane w zależności od zawartości tłuszczu. Codziennie więc, od każdej „kany” przywiezionego mleka Pan Franciszek pobierał do buteleczki próbkę mleka i rowerem zawoził ją do mleczarni w Płużnicy. Wykonana tam analiza jej zawartości była podstawą do wypłacania zapłaty.

Ówczesnej produkcji mleka z dzisiejszymi oborami porównywać w żadnej mierze nie można. Większe ilości mleka dostarczał jedynie Niemiec Hans Thom, pozostali wozili je w dzbanach, ale nie wszystkie z nich były pełne. Tak więc pieniędzy, które wypłacał rolnikom Franciszek, aż tak wiele nie było!

Z kolei w z 1921 r. informacja z Wieldządza głosiła: „Jako daleko posunęli się Niemcy w opanowaniu życia gospodarczego wsi niech świadczy chociażby fakt istnienia tu Niemieckiej Mleczarni Rolniczej (Deustche Landwirtschaftshaftliche Molkerei), filia płużnickiej? w budynku nad jeziorem!

 

Na pruskiej mapie z pocz. XX wieku, a więc w czasach pruskich zaznaczono naszą mleczarnię słowem; ‘Molk.’

 Z samej Płużnicy wieści z 1927 r. głosiły; „Stworzono własną mleczarnię i Kasę Stefczyka. Obie prosperują dobrze. Przez mleczarnię przechodzi dziennie 6 tysięcy mleka w lecie i 5 tysięcy w zimie. Wszystkiemu patronuje sołtys wsi Płużnica Teofil Kowalski.

Przed rokiem 1939 prezesem płużnickiej, spółkowej mleczarni był ks. Franciszek Dekowski. Był proboszczem w Płużnicy w latach 1916-1939. Uwięziony przez Niemców, w Chełmnie w 1940 roku został zwolniony. Po pobycie w obozie wrócił do Płużnicy, odsunięty od posługi kapłańskiej zamieszkał u organisty. Urodzony w 1877 r. zmarł w Płużnicy w 1941 roku i tu został pochowany.

Z czasów niemieckiej okupacji nie mam, przynajmniej na razie żadnych wiadomości o jej funkcjonowaniu, z pewnością funkcjonowała w ramach gospodarki wojennej, a więc ściśle nadzorowana i reglamentowana przez władze okupacyjne. W jakimś sensie gospodarka taka trwała potem w okresie PRL, kiedy trudno było mówić o regułach wolnego rynku. Jest w tym chichot historii, bowiem wraz z nadejściem gospodarki rynkowej płużnicka mleczarnia-zlewnia zaprzestała swojej działalności.

Budynek mleczarni; Wybudowano go w końcowych latach 80 tych XIX wieku jako standardową mleczarnią przetwarzającą mleko rolników, głównie niemieckich udziałowców. W budynku były pomieszczenia z konkretnymi funkcjami. Na frontowej części budynku znajdowała się rampa wyładowcza, do której podjeżdżały konne wozy, później przyczepy ciągnikowe wyładowujące dzbany z mlekiem. Mleko wnoszono do hali przyjęcia, gdzie je mierzono, pobierano próbki do badań laboratoryjnych, i wlewano od otwartego zbiornika. Mleko w zależności od potrzeb było schładzane lub podgrzewane. Następnie przepływało do wirówki, gdzie oddzielano śmietanę o przeciętnej zawartości 28-32 %. Po odwirowaniu śmietana trafiała do masłowni, a chude mleko do serowarni. Na tym parterowym poziomie oprócz wspomnianej hali znajdowało się laboratorium i małe biuro. Niżej w piwnicach mieściła się serowania, masłownia. Znajdowała się tam także kotłownia węglowa z kotłem parowym, który napędzał kilka urządzeń mleczarskich, a więc; wirówkę, pasteryzator, podgrzewarkę-schłodziarkę, maselnicę. Wszystkie te urządzenia pracowały do lat 40 tych, kiedy to wprowadzono silniki i urządzenia elektryczne.

Wymianę maselnicy dokonano w 1957 r.. Był to zakup z Targów Poznańskich produkcji duńskiej. Do zakupu tego doprowadził Mieczysław Paczkowski, który był członkiem Zarządu Krajowego Spółdzielczości Mleczarskiej. Rozstano się wtedy ze starą drewnianą maselnicą ze specjalnego drewna, takiego, które na nadawało masłu zapachu. Oprócz wymienionych pomieszczeń jest też mowa o lodowni, jakie w okresie ‘przedelektrycznym’ były w użyciu firm przetwarzających żywność. Mowa tu o pomieszczeniach murowanych, lub częściej ziemnych budowli w których przechowywano przez lato bryły lodu gromadzone zimą z pobliskiego jeziora. Lod ten był chroniony przed topnieniem warstwami trocin, słomy, trzciny i ziemi. To były od wieków używane naturalne ‘chłodziarki’.

Mleczarnia płużnicka funkcjonowała prawie 100 lat, chociaż pod koniec swego żywota, w latach 70-90 tych była tu tylko zlewnia mleka. Przyjmowane mleko było odwirowywane, śmietana szła do przerobu w Wąbrzeźnie, a chude (odciągnięta mleko) trafiało powrotnie do rolników. W czasach kiedy prowadzono tu produkcję były następujące pomieszczenia;

Na parterze;

-hala odbioru mleka (ok. 50 m2 )

-aparatownia-znajdowała się tam wirówka(oddzielająca śmietanę od mleka) i

pasteryzator,

-maślarnia- maselnica mechaniczna o pojemności …

-serownia- hala w której kiedyś dojrzewały twarde sery.

-kotłownia,

-biura.

Na piętrze znajdowały się; od frontu mieszkanie kierownika mleczarni i na zapleczu mieszkanie pracownicze.

Mleczarnia w Płużnicy po 1945 r.

Poniżej szyld na płużnickiej mleczarni z albumu Feliksa Kubasika. [pocz l. 50 tych]

 

 

 Warto pamiętać, iż do1963 roku mleczarnia, chociaż zrzeszona w związku mleczarskim była w pełni samodzielną firmą z własną radą nadzorczą, zarządzającą swymi finansami. W latach 1945-1963 kontynuowała więc przedwojenne tradycje pełnej produkcji mleczarskiej. Wytwarzano więc masło, śmietanę, sery i inne pochodne tej produkcji. Codzienną pulę mleka (kilkaset litrów) zwożonego z okolicznych wsi trzeba było przyjąć, przerobić, a produkty przygotować do sprzedaży. Poniżej budynek mleczarni z l. 50 tych i pracownicy stojący na rampie. W środku kierownik Edward Kubasik w l. 1947-1974.

Pracownicy mleczarni.

 Od lewej; Józef Grochowski, Alfons Urbański, Edward Kubasik, Mieczysław Urbański, Edmund Pawlikowski

 

Zarządzający Spółdzielnią;

Działalność Spółdzielni Mleczarskiej rozpoczęła się zaraz po wojnie. Podobno pierwszym jej prezesem był ludowiec Bolesław Wałęza. W latach samodzielności płużnickiej mleczarni długoletnim przewodniczącym Rady Nadzorczej, reprezentującej rolników-producentów był Mieczysław Paczkowski, rolnik i późniejszy poseł na Sejm PRL z Ostrowa. W rozmowach z ludźmi przewija się również nazwisko prezesa Tomasza Motasa, rolnik i działacz społeczny z Płużnicy. W Radzie byli rolnicy: Paweł Młynarczyk, Stanisław Szczepanik, Franciszek Szczepanik z Płużnicy, Feliks Duma z Bielaw, Władysław Małkowski z Ostrowa, Mieczysław Krauze z Kotnowa.

Kierownicy mleczarni, zlewni mleka;

Najdłużej po wojnie kierował mleczarnią i zlewnią (po 1963 r.) w latach 1947-1974 (i do końca 1975 r.?) Edward Kubasik. Po likwidacji samodzielności mleczarni w 1963 r. zarządzającymi zlewnią, poza E. Kubasikiem byli; Lucjan Ziętarski (1976 r.-kilka miesięcy), potem równorzędnie Stanisław Kac (do 1984 r.) i Teresa Urbańska-Sarnecka (do 1996 r.). Przez ostatnie dwa lata funkcjonowania zlewni, czyli do 1998 r. zlewniarzem był Leszek Pacyna?

 Pracownicy mleczarni;

W latach 50-60 tych stale rozwijającej się mleczarni pracowało mniej, więcej 15 ludzi, włączając w to księgowość. W wykazie zamieściłem pracujących w różnych okresach, tak jak pamiętali to moi rozmówcy, a czego nie ustaliliśmy dokładnie. Są to zatrudnieni w latach 50 tych i 60 tych, a niektórzy byli również i później.

Bartoszewski Andrzej; pracował 3-4 lata w latach 80 tych.

Cała Danuta;

Dąbrowski Eugeniusz; Palacz pieca węglowego, który ogrzewał budynek i wytwarzał technologiczną parę służąca do poruszania urządzeniami za pomocą pasów transmisyjnych. Pracował w latach 50 tych.

Grochowski Józef;

Isbrandt Wiktoria; z Ostrowa. Pracownik księgowości w latach 50 tych.

Iwańczyk Jadwiga; laborantka, przyjmowanie mleka. [w l. 50-60 tych pracowały w tym dziale trzy panie]

Jankowski;

Jaskólski Józef; /wydawanie serwatki i maślanki,/ l. 50-60 te.

Jaskólska Irena l. 50-60 te.

Jazownik Halina; przyjmowała mleko, obsługa laboratorium , prowadziła rozliczeń.

Kac Stanisław; Pracę rozpoczął po 1963 r. przechodząc z pracy w gospodzie GS. Był wagowym, odbierał mleko, pobierał próbki od oceny, po likwidacji produkcji , odejściu L. Ziętarskiego  z Teresą Urbańską-Sarnecką prowadził zlewnię. Na emeryturę przeszedł w 1984 r.

Kac Stefania; z domu Jazownik z Ostrowa. Główna księgowa w latach 1948-1963.Po przejęciu Spółdzielni przez OSM Wąbrzeźno przeniesiona tam do pracy w księgowości. W 1981 r. przeszła na emeryturę.

Kalinowska-Tyl Alicja; referentka w księgowości. W Płużnicy pracowała w latach 1967-1969/1970. Potem w OSM Wąbrzeżno w księgowości.

Karwaszewska Eugenia; pochodziła z Nowej Wsi Królewskiej, wyszła za Zygmunta Każmierczaka.

Kaźmierczak Józef, ojciec, palacz, magazynier, wydawał pasze treściwe, prod. kazeiny. l. 60-70 te, potem Józef Jaskulski.

Kaźmierczak Henryk;

Kaźmierczak Zygmunt, zajmował się prod. kazeiny.[Kaźmierczakowie l. 60 te].

Kolasiński Klemens; pochodził z Chełmna, był jednym z pierwszych pracowników.

Kądziołka; pracował w pocz. l. 50 tych. Robił z Przybyszem przy produkcji masła.

Kubasik Halina; wykonywała prace biurowe.

Kuchyt Jan; masłowy(maślarz). W Płużnicy pracował w l/ 1959-1968. Przeniesiony do W-na, w 1990 r. przeszedł na emeryturę.

Kuchyt Zenon;brat Jan, palacz, pracował 3 lata.

Lipiński Ludwik; pobierał próbki do laboratorium, gdzie badano zawartość tłuszczu, białka i czystość dostarczanego mleka. Mieszkali u Wiśniewskich w l.50-60 tych.

Madeja Roman;

Nadolska Lucyna; z Płużnicy zajmowała się odbiorem mleka, wydawaniem produktów rolnikom i sprzątaniem.

Palcowski Franciszek; (aparatowy) odpowiadał za utrzymanie w ruchu urządzeń, maszyn.

Pawlikowski Edmund;

Pniewski Zygmunt;

Przybysz Henryk, maślarz

Radzymiński Stanisław; księgowy w okresie w którym zarządzał E. Kubasik.

Straszewska Teresa,

Tuchalski Józef; mechanik. l 60 te

Tyl Stanisław; rocznik 1943, pochodzi z Wąbrzeźna. Rozpoczął pracę w 1961 r. w mleczarni w Radzyniu.  Do 1967 r. była to mleczarnia samodzielna. Po wybudowaniu proszkowni w Wąbrzeźnie połączona z Okręgową Spółdzielnią Mleczarską w W-nie. 15.09.1969 r. został przeniesiony do pracy w mleczarni w Płużnicy na stanowisku laboranta.

Urbański Alfons; lata 50 te. Aparatowy; obsługa między innymi pasteryzatora.

Urbańska-Sarnecka Teresa; pracowała w mleczarni w latach od 1.05.1970 do 30.08.1996 r. Po odejściu L. Ziętarskiego równorzędnie ze Stanisławem Kacem zarządzała zlewnią mleka.

Wiśniewski Jerzy;

Zdunek Leon; laborant.

Ziętek Stefan; i jego syn Tadeusz (prywatnie Stefan był szwagrem Edwarda Kubasika). Pracowali w l. 50 tych

Zwoliński Ludwik; maślarz.

Stróżowali; Zadrożny, Piotr Czarnecki, Fijałkowski.

Księgowość;

W mleczarni notowano wszystkie operacje finansowe związane z przyjęciem mleka od kilkuset dostawców, zapisem kosztów produkcji, płac pracowniczych, operacji związanych ze sprzedażą produktów mleczarskich. W albumie Pań Stefanii i Bożeny Kac zachowały się zdjęcie z lat 50 tych, które prezentuję poniżej;

 

 Zdjęcie z albumu p. Kac. Wykonano je w biurze mleczarni w Płużnicy. Stoi Wiktoria Isbrandt z Ostrowa, przy biurku Stefania Jazownik-Kac. Na biurku ówczesne narzędzia pracy: liczydło, kalendarz, telefon i mechaniczne liczydło na korbkę w rękach p. Stefanii.

 

 Od lewej stoją; Stanisław Kac, kierownik mleczarni Edward Kubasik, pracownicy: Edmund Pawlikowski i Mieczysław Urbański.[Stanisław Kac nie był jeszcze wtedy pracownikiem mleczarni, natomiast mieszkał tam ze swą rodziną][Koniec lat 40 tych]

 

Na rampie mleczarni stoją ówcześni pracownicy; Stefan Korczyński, Alfons Urbański, Teresa Straszewska, Alfons Właśniewski, Barbara Klementowska (siedzi), Stefania Kac, Jerzy Wiśniewski?(. [Pocz. lat 50 tych]

 

 Pracownicy mleczarni w Płużnicy; Teresa Straszewska, Barbara Klementowska, Stefania Kac, oraz  Stefan Korczyński i Mieczysław Urbański. Za oknem Jerzy Wiśniewski.

 

 Od lewej; Eugeniusz Dąbrowski, Józef Jaskólski, Teresa Urbańska-Sarnecka, Stanisław Kac.

 Zdjęcie z lat 80 tych ukazuje ‘okrojoną’ załogę płużnickiej mleczarni sprowadzonej do roli zlewni mleka. Prac w zlewni w lato rozpoczynała się od godz. 6,oo i trwała do wykonania pracy. Za przepracowane soboty i niedzielę wybierano wolne dni.

Mieszkania w mleczarni; W 1947 roku na mieszkanie kierownika mleczarni wprowadził się Edward Kubasik z rodziną. W mieszkaniu tym u Edwarda Kubasika jakiś czas mieszkał jego szwagier Stefan Ziętek. W budynku mleczarni było jeszcze jedno mieszkanie przeznaczone dla pracowników. Początkowo, po wojnie było ono zamieszkałe przez wdowę Borowczyk z dziećmi; Marianem, Haliną i Władkiem. Później mieszkanie to zostało podzielone na dwa lokale. Po Borowczykach zamieszkał Aflons Urbański z rodziną. W tej części w pewnych okresach mieszkali pracownicy; Tadeusz Ziętek syn Stefana i Klemens Kolasiński. Od 1950 r. zamieszkali tam pp. Stefania Kac z mężem Stanisławem. Urbańscy i Kacowie opuścili te mieszkania ok. roku 1959 po wybudowaniu własnych domów w Płużnicy. Stefania Kac z mężem Stanisławem. Urbańscy i Kacowie opuścili te mieszkania ok. roku 1958 po wybudowaniu własnych domów w Płużnicy. Wtedy to jeden z lokali zajął Jan Kuchyt, drugie przez pewien czas, dopóki nie włączono Płużnicy do Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Wąbrzeźnie tj. do 1963 r. mieściło podręczne biuro i archiwum. Potem całość zajęli pp. Kuchytowie, którzy mieszkali do końca, tj. do lat 2000 cznych. Całość tego mieszkania; kuchnia i dwa pokoje miało razem 79 m2.

Standard mieszkań można odnieść do poziomu lat 50 tych. Nie było tam łazienek, ubikacja owszem, ale drewniana na dworze! Potem własnym przemysłem trochę się poprawiło!

Na terenie mleczarni do dyspozycji mieszkańców był warzywnik i mały sad, oraz budynki gospodarcze w którym hodowano drób i w pewnych okresach świnki, których liczba nie mogła jednak przekraczać trzech sztuk rocznie.

I jeszcze o Janie Kuchycie, który sporo opowiadał o mleczarskich czasach. Jan Kuchyt pochodzi z rodziny chłopskiej, gospodarującej koło Leżajska. Ojciec w 1937 roku sprzedał swoją gospodarkę i przeniósł się z rodziną na Pomorze do niedalekich od Płużnicy Michałek, gdzie kupił 8 hektarowe gospodarstwo. Rodzina dzięki, ‘opiece’ miejscowego Niemca sąsiada przetrwałą okupację, chociaż ich gospodarstwem zarządzali Niemcy. Po wojnie pracę w mleczarstwie, w mleczarni w Płużnicy rozpoczął w 1959 r. po 9 latach w związku z ograniczeniem w Płużnicy produkcji serów, masła został przeniesiony w 1968 r do pracy w wąbrzeskiej mleczarni. Pracę zawodową skończył w 1990 r. przechodząc na emeryturę. Od 1959 roku do 2012 mieszkał wraz z rodziną w dwupokojowym mieszkaniu w płużnickiej mleczarni.

W latach 90 tych mleczarnię kupił za 60 000 zł Zbigniew Surmacz, który wrócił z zagranicy.

Produkcja mleczarska w Płużnicy;

 Mleko; Dla producentów-rolników mleko stanowiło stałe i pewne dochody. Na dodatek do 1957 r. wszystkie gospodarstwa rolne obłożone były obowiązkowymi dostawami mleka. Potem mimo braku tego obowiązku, w zasadzie w każdym towarowym gospodarstwie trzymano bydło, a w tym krowy.

Do naszej mleczarni w okresie powojennym mleko dowożono z gospodarstw rolnych z wsi; Czaple, Bielawy, Józefkowo, Kotnowo, Michałki, Ostrowo, Płużnica oraz z PGR Bartoszewice i Orłowo i Bocień. oraz część gromad Ryńsk (Przydwórz), Wąbrzeźno (Michałki, Trzcianek)

Mleczarnia produkowała sery i masło. Tego ostatniego wytwarzano w szczytowym okresie nawet 900 kg dziennie. Codziennie przywożono od 8 do 10 000 litrów mleka, czasem nawet 15 000 l. Mleko to jeszcze w tym samym dniu do południa lądowało ono w Wąbrzeźnie.

Mleczarnia, a raczej zlewnia mleka w 1969 r. obejmowała swym zasięgiem gromadę Płużnicę. w czasie największego skup mleko dostarczało ponad 300 rolników. Rocznie skupowano ponad 3 mln. litrów mleka o przeciętnym procencie tłuszczu 3,36 %. [W całej gminie Płużnica skup mieścił się na poziomie ponad 5 mln. litrów rocznie]

Ważnym elementem pracy mleczarskiej była właściwa ocena jakości dostarczanego surowca. Z każdej dziennej dostawy pobierano próbkę mleka do badania zawartości tłuszczu, przeciętnie było to od 3,7 do 4 %. Badano kwasowość mleka, czyli jego zdolność do przerobu, określano ciężar właściwy, które to badanie mogło określić „chrzczenie” mleka wodą! Stosowano też filtry określające czystość mleka. W zależności od tych badań rolnicy otrzymywali zróżnicowaną cenę za każdy litr mleka. Był to najbardziej drażliwy element pracy mleczarzy i przyczyna wielu konfliktów z dostawcami. System oceny próbowano uspołecznić poprzez nadzór producentów, ale zawsze, aż do końca tego systemu skupu mleka zdarzały się wzajemne kwasy i dąsy!

Rolnicy dostarczali do mleczarni mleko, w zamian w ramach rozliczenia z mleczarnią, mieli prawo pobrać paszę treściwą, masło, ser dla własnego użytku. W drogę powrotną do gospodarstw wędrowało chude mleko, po odwirowaniu śmietany, a które spasano trzodą chlewną. Przypomnieć też warto, że do mleczarni dowożono z mleczarni w Nowej Wsi Król. codziennie ok. 300 l. śmietany zużywanej w produkcji mleka. Tą śmietanę wozili: Pniewski z Płużnicy, Ziółkowski z Nowej Wsi i Kółko Rolnicze z Czapel.

Po ostatecznej likwidacji produkcji i zamienieniu mleczarni w zwykłą zlewnię mleka, w której przyjmowano mleko od rolników i po odwirowaniu śmietanę wywożono cysternami samochodowymi do Wąbrzeźna.

Zakład produkował do 1963 r. Potem produkcje przeniesiono do Wąbrzeźna. Z dostarczanego codziennie od rolników mleka do początkowych lat 70 tych w naszej mleczarni produkowano masło, sery i twaróg. Z produkcji serów twardych zrezygnowano wcześniej.

Masło; Przechodziło następującą drogę; śmietana pozyskana z mleka w procesie odwirowania przechodziła technologiczną drogę pogrzewania-schładzania, zakwaszania, krystalizowania, mieszania. Śmietana używana do wyrobu masła zawierała 28-32 % tłuszczu, najlepsze jednak masło osiągano ze śmietany o zawartości 34-35 % tł.

Masło wyrabiano w maselnicy o pojemności 5 tys. litrów, którą jednak załadowywano najwyżej do 45 %. Masło ‘robiło się’ w ciągu 45 minut. W trakcie jego produkcji dodawano kilka gram karotenu, co nadawało jej żółtawy odcień. Oczywiście w trakcie produkcji trzeba było przestrzegać wiele wymagań i norm technologicznych. Pod względem jakościowym było klasyfikowane w trzech kategoriach; ‘zwykłe kuchenne’ o słabszych parametrach’, ‘Ekstra’ i ‘Wyborowe’. Ostatnie dwie kategorie z reguły szły na eksport. Masło ‘zwykle’ szło do rolników-dostawców i do polskich sklepów. W szczytowym okresie produkowano nawet 900 kg dziennie, przy codziennym skupie mleka do 15 000 litrów. Po ‘zmaśleniu’ trzeba było wydobyć je z maselnicy i za pakować. Wszystkie te prace, mimo że była półautomatyczna linia, wykonywano ręcznie.

Kwalifikacja do danej klasy dokonywała się organoleptycznie. Było to masło, jak już pisałem w klasie ‘Ekstra’ i ‘Wyborowe i miało do 16 % wody. Na nadanie kategorii wpływ miała w znacznej mierze jakość wody z własnego ujęcia, która miała dużą zawartość żelaza, co obniżało jakość. W każdym razie wówczas w całym kraju obowiązywała jedna „polska norma”. Stąd też prosta i jasna była kontrola jakości wyrobów mleczarskich. Pozostałą po produkcji maślankę sprzedawano do sklepów.

Początkowo masło pakowano je do beczek jesionowo-dębowych, wytwarzanych w Skępe k/Chełmży. Było ono eksportowane do Anglii. Wywożono je do Gdańska skąd ruszały na morze. Według innej wersji masło ładowano również do kartonów w porcjach po 25,5 kg i wysyłano do składnicy w Grudziądzu, skąd szło na eksport, który prowadzono w dwóch kierunkach, przez port w Gdyni na Zachód, np.. do Anglii i samochodami na Wschód. Dla ciekawości, na produktach mleczarskich pisano wówczas; „produkt naturalny pochodzący od krowy”. W początkowych latach 70 tych produkcja masła została zakończona, a urządzenia, maselnicę zakupioną w Poznaniu, wywieziono do Wąbrzeźna.

Sery twarde;

Robiono je w dwóch gatunkach; Tylżycki’ o wadze 10 kg.,‘Lęborski” mniejszy, oraz Romadur; 0,5 kg.! Wytwarzano je z mleka chudego. Które po podgrzewano i po dodaniu zakwasu, aby się zsiadło, fermentowano w wielkich kadziach. Temperatura w trakcie tworzenie się serów musiała wynosić w granicach 26-27 %. Nadawano im odpowiednie dla danego gatunku kształt (okrągłe i kwadratowe bochenki) i poddawano zabiegom, takim jak; moczenie w solance przez dwa dni i ręczne masowanie serwatką. Masowanie powtarzano co kilka dni. Sery dojrzewały w serowarni ok. 9 tygodni. Wywożono je między innymi na Śląsk, gdzie zamieniano je na węgiel, który był przeznaczony dla gospodarzy-producentów mleka.

Produktem ubocznym była serwatka, która generalnie wędrowała z powrotem do dostawców. Skarmiano ją trzodę chlewną.

 Kazeina;

W mleczarni produkowano również kazeinę, z której wyrabia się klej kazeinowy, tworzywo sztuczne.

 Pozytywna ocena; W 1968 roku na sesja Gromadzkiej Rady Narodowej zajmowała się oceną działalności mleczarni będącej już wówczas zlewnią mleka. Pomyślne wyniki osiągnęła Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Wąbrzeźnie do której należała mleczarnia w Płużnicy.

 

 Zlewnia mleka; Jak już pisałem w 1963 roku zlikwidowano w płużnickiej mleczarni przetwórstwo mleka, przenosząc produkcje do Wąbrzeźna. Podobny proces dotknął wszystkie mleczarnie w powiecie wąbrzeskim, w tym na terenie gminy Płużnica tj. w Wiewiórkach i Nowej Wsi Królewskiej. Obiekty te zostały przekształcone w zwykłe zlewnie mleka.

Stanisław Kac  z Płużnicy pracował tu do 1984 r.

Płużnicka zlewnia mleka przyjmowała codziennie 10 000-12 000 l mleka. Pełne mleko, bez odtłuszczania był wywożone cysternami do przerobu w Wąbrzeźnie, gdzie produkowano wszystkie podstawowe wytwory; masło, śmietanę, sery. Funkcjonowała nowo wybudowana proszkownia mleka.

Nasi rolnicy zaopatrywali się w zlewni w pasze treściwe dla bydła, mlekopan dla cieląt i tradycyjnie; masło, sery, twarogi. Wąbrzeska mleczarnia propagowała również urządzenia do schładzania mleka, sprzęt do odcedzania mleka, konserwacji dojarek mechanicznych, a nawet wentylatorów do dosuszania siana skarmianego bydłem mlecznym.

Na miejscu pobierano próbki mleka do badania jego czystości, zawartości tłuszczu, białka i ilości drobnoustrojów. Sprawdzano również odczyn mleka. W systemie wożenia mleka w dzbanach łatwo było o jego zakwaszenie, a zatem zniszczenie przydatności do produkcji wartościowych wyrobów. Większość tej oceny; czystość, zawartość tłuszczu, kwasowość, wykonywano na miejscu w podręcznym laboratorium.

W zakres pracy zlewni wchodziło prowadzenie kartotek dla dostawców, niezbędnych do rozliczenia się rolnikami. W początkach rozlicznie prowadzono przez sołtysów, później w latach 80 tych bezgotówkowo przez Bank.

Pod koniec lat 90 tych dotychczasowy, prawie 100 letni system zbioru mleka zaczął umierać. Sukcesywnie spadał ilość gospodarstw produkujących mleko, zmniejszała się ilość dostarczanego mleka ze względu na zmianę sposobu odbioru i konkurencję innych coraz dalej położonych mleczarń. Ostateczny kres przyszedł w 1998 roku kiedy zlikwidowano zlewnię, a macierzysta Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska wskutek niefrasobliwości jej Zarządu i Spółdzielców zbankrutowała.

W ostatnim okresie jej funkcjonowania w radzie spółdzielni byli nasi rolnicy; Henryk Kucięba i jego syn Józef Kucięba z Błędowa, Mieczysław Krauze z Kotnowa oraz Mieczysław Paczkowski z Ostrowa.

Wozacy;

Wozak mleka był to zazwyczaj rolnik posiadający niewielkie gospodarstwo rolne i własne konie, ciągnik i wóz-platformę przystosowaną do przewozu dzbanów z mlekiem. Transport mleka przez cały okres 1945-1990 odbywał się w tradycyjnej, trącącej ‘myszką’ formie. Mleko z udoju wieczorowego i rannego wlewano po odcedzeniu do konwi zwanych tu różnie; dzbanami, bańkami, kanami. Rolnicy odwozili je końmi lub ciągnikami codziennie rano w godz. 600 -7 00 do mleczarni-zlewni położonej czasami kilka kilometrów od gospodarstwa.

Zdjęcie poniższe ilustruje ‘transport’ mleka. Mamy tu tzw. wozaka i rolników wiozących rowerem mleko do mleczarni. Jest to typowy obrazek widoczny w tamtych latach codziennie również na naszych drogach.

 

 Mleko wożono na trzy różne sposoby;

1.Jeśli rolnicy-sąsiedzi potrafili się dogadzać tworzyli kolejkę i według ilości mleka ustalali kolejność i częstotliwość wożenia. W zależności od ilości kolejkowiczów jechało się raz na kilka, kilkanaście dni.

2. Jeśli się nie dogadali, wtedy każdy woził odrębnie swoje bańki do mleczarni.

3.W latach 70 tych mleczarnia dla ułatwienia życia rolnikom najmowała tzw. „wozaków”. Najczęściej byli to rolnicy mający mniejsze gospodarstwa, którzy podejmowali się wożenia mleka końmi lub ciągnikami. Warunkiem było posiadanie koni i przystosowanego wozu konnego-platformy na które musiał zmieścić określoną ilość dzbanów z mlekiem. Sprawniej wożenie mleka odbywało się końmi, bowiem dobrze wyuczone same stawały przy stojakach przydrożnych na które wystawiali dzbany z mlekiem rolnicy. W drodze powrotnej pozostawiał puste dzbany wraz zamówioną dostawą z mleczarni dla rolników-dostawców; masła, sera, maślanki, serwatki. Pobrane produkty z mleczarni rozliczano przy wypłacie za dostarczone mleko. Wozakom płacono od ilości wożonego mleka. Była to trudna i niewdzięczna robota. Wozak musiał jechać w ‘piątek i świątek’ bez wyjątku, w zimę i lato, w deszcz i śnieżycę!

Niektórzy wozacy przechodzili do czarnej i białej legendy i po dzień dzisiejszy pojawiają się w sąsiedzkich rozmowach. Z pewnością najbardziej znaną postacią był Władysław Socha z Kotnowa, który traktował swego konia jak przyjaciela i aby zaoszczędzić mu trudu nigdy na wóz nie wsiadał, a gdy koń sam ustał by odpocząć wtedy cierpliwie czekał, aż sam zechce ruszyć w dalszą drogę!

Spisałem rozmowę z jednym z nich z Bogdanem Stankiewiczem z Bielaw. Oto jego opowieść; p. Bogdan prowadził na styku Bielaw i Józefkowa 5 hektarowe gospodarstwo rolne. W latach 1972-1990 był pracownikiem wąbrzeskiej Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej pełniąc funkcje ‘wozaka’. Spółdzielnia płaciła mu niewielki ryczał i premię w zależności od ilości dostarczanego mleka.

Po 1990 roku, jeszcze przez 5 lata woził mleko, ale już na zasadach prywatnego przewoźnika opłacanego przez dostawców mleka.

Do 1993 roku woził mleko wozem konnym zaprzężonym we dwa konie, później robił to ciągnikiem. Codziennie, niezależnie od pogody o godzinie 6,oo rano ruszał w trasę zbierając po drodze mleko wystawione przez rolników na specjalnych stojakach w 20 litrowych dzbanach przy drodze. Przy każdym gospodarstwie trzeba było zatrzymać się, zejść z wozu (czasem szło się pieszo) włożyć dzban na wóz i jechać do następnego ‘przystanku’. Obserwowałem kiedyś konia innego wozaka; Władysława Sochy z Kotnowa. Jego koń był tak wyuczony, iż przy każdym ‘mlecznym stojaku’ zatrzymywał się sam bez polecenia wozaka. Wracajmy jednak do Stankiewicza; Zbieranie dzbanów ciągnikiem było trudniejsze, bowiem wychodzenie z ciągnika było sprawiało więcej kłopotów, niźli z konnego wozu. Takich dzbanów zbierało się na wozie 50-60 sztuk, czyli dziennie było to ponad 1 000 l mleka.

Trasa była rozległa mierzyła sobie ok. 9 km. Jeśli dodamy do tego powrót, to zbierało się tego codziennie ok. 20 km. Najpierw jechał więc do Dudziaków w Ostrowie, potem poprzez całe Bielawy do Józefkowa, aż Plewińskiego w centrum wsi. Po drodze trzeba było odbić w stronę Lisewa do Jabłońskiego. Z Józefkowa jechał do Płużnicy, po zbierając je po drodze. Jeszcze w Płużnicy skręcał do Kowalkowskich i dopiero potem do zjeżdżał mleczarni! Każdy dzban trzeba było ręcznie wnieść do budynku, mleko zmierzyć i wylać do wspólnej kadzi. Powrotna trasa była taka sama, bowiem do gospodarstw trzeba było dowieść opróżnione dzbany, i zostawić zamówione produkty.

Np. w latach 80 tych z gospodarstw rolnych w Czaplach dostarczane było do zlewni mleka w Płużnicy poprzez wozaka mleka Izydor Barańskiego, który jeździł konną platformą, z doczepianą przyczepą.

Mniej więcej od początku lat 70 tych zachowały się w pamięci nazwiska tych dzielnych ludzi na trasach;

Bielawy/Józefkowo/Płużnica-Bogdan Stankiewicz,

Czaple- Henryk Czajka, Izydor i syn Jerzy Barański, Kazimierz Łacek.

Kotnowo/cz. Płużnicy-Władysław Socha. Janusz Szczepanik.

Ostrowo-Andrzej Trojanowski, Stanisław Lisewski, Kółko Rolnicze potem ponownie w l. 60-70 Stanisław Lisewski

Płużnica; jakiś czas woził mleko Janusz Szczepanik.

Natomiast zakłady rolne PGR Orłowo i Bartoszewice woziły mleko własnym ciągnikowym transportem.

 Parę informacji z życia mlecznej roboty z terenu gminy Płużnica;

 Na zebraniu 7 stycznia 1971 r. w obecności mówiono o wielu kwestiach nurtujących rolników; Alfons Właśniewski z Ostrowa skarżył się na brak pomocy na punktach odbioru płodów rolnych. Rolnicy sami muszą rozładowywać przywiezione towary,. H. Smoczyński i St. Kalinowski zwracali uwagę na to , iż mleczarnia nie zaopatruje rolników w odtłuszczone mleko, które mogłoby być spasane w gospodarstwach. Zygmunt Welz podnosił kwestię braku w GS wapna hydratyzowanego bez którego nie można wybielić chlewni i obory, po to aby utrzymać czystość. Podobnym tonie, wskazującym na problemy mówili August Burchardt z Ostrowa

 Józef Kulig rolnik z Kotnowa w 1983 r. zaproponował dyrekcji Spółdzielni Mleczarskiej w Wąbrzeźnie inny system oceny jakości mleka. Rolnicy stale podnosili kwestię niezgodności oceny mleka w punktach skupu z odczuciami dostawców.

 W 1979 r. władze gminy; Stanisław Buliński, Janusz Marcinkowski, wice prezes wąbrzeskiej Spółdzielni Mleczarskiej Zdzisław Marcinkowski wizytowały pusto stojące obiekty po mleczarniach w Płużnicy, Nowej Wsi i Wiewiórkach. W budynkach tych tylko w 20 % wykorzystywano powierzchnię użytkową do skupu mleka, które do przerobu było codziennie odwożone do Wąbrzeźna. Rozmawiano o zagospodarowaniu tych obiektów np. na przetwórstwo owocowo-warzywne. Mimo wiele rozmów Spółdzielnia Mleczarska aż do końca swej działalności w latach 90 tych nigdy nie pojęła decyzji o trwałym ich zagospodarowaniu. Miała z tego tytułu duże obciążenia podatkowych za te obiekty. Była to z pewnością jedna z przyczyn upadku tej Spółdzielni.

 

Budynek płużnickiej mleczarni pobudowany został pod konie XIX wieku, za czasów pruskich, przez rolników spółdzielców z okolicy dla przerobu mleka i sprzedaży produktów, włącznie na otwarty wtedy berlińskim rynkiem. [Stan dzisiejszy).