Diariusze, Kroniki, Opowieści z terenu gminy
Biografie ludzi gm. Płużnica

Biografie ludzi gm. Płużnica

Opis do biografie

Zdjęcia do rozpoznania.
Stare fotografie fascynują swoją tajemniczością i nawet jeśli je po latach odnajdujemy, to mamy kłopoty z odczytaniem tego co w mgnieniu oku zanotowały. Gdyby zamknąć oczy to zobaczymy moment zrobienia zdjęcia, po którym ludzie ruszyli do dalszych zajęć; minuta w minutę, dzień w dzień – aż do chwili, kiedy odchodzili z tego świata! Wielka szkoda, iż nie dali na odwrocie fotki, choćby krótkiego zapisu; Co? Jak? Kto? Gdzie? Dlaczego? – owo „lenistwo” naszych nieobecnych, jest często nie do naprawienia!
Zwracam się do Wszystkich korzystających z mojej strony, aby mając choćby cień wiedzy o prezentowanych zdjęciach, osobach, sytuacjach, które one przedstawiają pomogli w prowadzeniu tego „historycznego” śledztwa – nawiązali ze mną kontakt w celu podzielenia się swoją wiedzą. W celu ułatwienia nadaję każdemu zdjęciu numer… Proponuje przyjąć jednolity system opisu w ewentualnych uzupełnieniach; kolejno od lewej stoją … siedzą… lub I, II, III rząd – kolejno od lewej…

Moje „namiary”:
– Tel. 604 209 351
– poczta; marpluznica@gmail.com

fotint (1)

 

 

 

 

 

fotint (2)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (3)

 

 

 

 

 

fotint (4)

 

 

 

 

 

fotint (5)

 

 

 

 

 

fotint (6)

 

 

 

 

 

 

fotint (7)

 

 

 

 

 

 

fotint (8)

 

 

 

 

fotint (9)

 

 

 

 

 

fotint (11)

 

 

 

 

 

fotint (12)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (13)

 

 

 

 

 

fotint (15)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (16)

 

 

 

 

 

 

fotint (17)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (18)

 

 

 

 

 

 

fotint (19)

 

 

 

 

 

 

 

 

fotint (20)

 

 

 

 

fotint (21)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (22)

 

 

 

 

 

 

fotint (23)

 

 

 

 

fotint (24)

 

 

 

 

 

 

fotint (25)

 

 

 

 

 

fotint (26)

 

 

 

 

 

 

 

 

fotint (27)

 

 

 

 

 

fotint (28)

 

 

 

 

 

 

fotint (30)

 

 

 

 

 

fotint (29)

 

 

 

 

 

fotint (31)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (32)

 

 

 

 

 

 

fotint (33)

 

 

 

 

 

 

fotint (34)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (35)

 

 

 

 

 

 

 

 

fotint (36)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (37)

 

 

 

 

fotint (38)

 

 

 

 

 

 

fotint (39)

 

 

 

 

 

 

fotint (40)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (41)

 

 

 

 

 

 

fotint (42)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (43)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (44)

 

 

 

 

 

 

fotint (45)

 

 

 

 

 

 

fotint (46)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (47)

 

 

 

 

 

 

fotint (48)

 

 

 

 

 

 

fotint (49)

 

 

 

 

 

 

fotint (50)

 

 

 

 

 

 

fotint (51)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (52)

 

 

 

 

 

fotint (53)

 

 

‘D e r ę g o w s c y  z Dąbrówki’

  Według opowiadania Jerzego Deręgowskiego opracował Janusz Marcinkowski.  Płużnica-Dąbrówka 2015 r.

—-————————————————————————-

          Swojego czasu poprosiłem Jerzego Deręgowskiego o pomoc w odtworzeniu szkiców historycznych o wsi i ludziach z Dąbrówki. Pan Jerzy przyjął to wezwanie i z jego pomocą, przy miłej atmosferze wokół naszych dociekań ze strony jego żony Pani Urszuli z Czajkowskich, po kilku twórczych spotkaniach, zebraniu i weryfikacji materiałów-mam nadzieję, iż udało się nam rzucić trochę więcej światła na przeszłość tej miejscowości.

Państwo Deręgowscy mieszkają w Dąbrówce, ciesząc się pięcioma wnukami, z zainteresowaniem obserwując zmieniający się świat, nie zapominając o moralnym obowiązku dania świadectwa  dawnych czasów, za co należą się im; Serdecznie Podziękowania!

Z tego szperania w przeszłości i przy wspomaganiu mieszkańców wsi  powstało kilka opowieści; o Bonieckich i Kuligach, Michale Cichym, Deręgowskich, Maćkiewiczach, Jabłońskich i  Stefanie Ślusarzu.

W budowaniu tej opowieści, oprócz rozmów z przedstawicielami wyżej wymienionych rodzin, korzystałem z kilku źródeł. Jest nim kronika miejscowej szkoły, poszukiwania w gazetach z dawnych lat, ocalałe szczątki urzędowych dokumentów, oraz ‘Dziennik …’ Michała Cichego.

Deręgowscy to stara, od pokoleń trzymająca się Pomorza rodzina. Pierwszym znanym jej przedstawicielem był Maciej Deręgowski, a ich gospodarstwo w Dąbrówce jest jednym z tych nielicznych dużych gospodarstw-folwarków rolnych, które przetrwały dziejowe burze i choć zmniejszone obszarowo, pozostało w rękach tej samej rodziny.

 Widok na gospodarstwo Deręgowskich i najbliższą okolicę.  [Stan z 2015 roku]

 Gospodarstwo to kupione przez Macieja Deręgowskiego u zarania II RP po 1920 roku musiało dać sobie radę w trudnych latach wielkiego kryzysu gospodarczego ciążącego przedwojennej wsi, od momentu po I wojnie, potem po krachu gospodarczym w 1929 roku, aż po początkowe lata 30 te, kiedy ceny na płody rolne spadły i wywołały powszechną na wsi biedę, a zarazem brak popytu na płody rolne.

Rozpoczynająca się stabilizacja gospodarcza została przerwana przez hitlerowska agresję 1939 roku i zbrodnicze zachowanie miejscowych Niemców, którzy rozpoczęli rabunek polskiego mienia, a co gorsze mordowania swoich polskich sąsiadów. Rodzina Deręgowskich dobrym zrządzeniem losu uniknęła w czasie okupacji najgorszego, wszyscy w takim czy innym położeniu ją przetrwali. Najgorsze przyszło ze strony radzieckiego NKWD. Kilku członków tej rodziny zostało zabranych przez ‘wyzwolicieli’ i wszelki słuch o nich zaginął.

Na Deręgowskich w latach powojennych spadło odium etykiety ‘kułaków’, wrogów ‘ludowej władzy’. Ze strony domorosłych wyznawców ‘sprawiedliwości dziejowej’ spotykały ich szykany, a nawet próby pozbawienia ich mienia. Wszystko to minęło i dzisiaj trzeba zmierzyć się z nowymi problemami. Póki co rodzinne gospodarstwo w przeciwieństwie do innych dużych gospodarek w Dąbrówce; Burchardtów, Przywarów, Cichych, trwa i to jest rzecz piękna i warta zapisania!

Zapisywałem wieści o tamtejszych sprawach z Jerzym Deręgowskim, trzecim z rodziny kolejno gospodarującym na Dąbrówce, a w tym czasie w gospodarstwie krzątał się jego syn Wojciech, dając rękojmię, iż choć czas to inny, ale to co najważniejsze  w życiu ludzi pozostanie na swoim miejscu, bowiem już niedługo rodzina Deręgowskich będzie obchodzić 100 lecie gospodarowania w Dąbrówce. Tak więc wypadnie życzyć jej 200 lat!

Pruskie mapy wsi Dąbrówka; z 1879 roku oraz z początku wieku XX w.

 Na mapie zaznaczone są gospodarstwa-folwarki; Skrzynieckich-Foerstera, Prietza, Burchardtów, Deręgowskich, Kamińskich-Cichego…

 Deręgowscy właściciele gospodarstwa w Dąbrówce:

 ‘Maciej i Antonia z Kątnych; lata 1920-1938’

 ‘Bronisław i Helena z Wiśniewskich; lata 1938-1969’

 ‘Jerzy i  Urszula z Czajkowskich; lata 1969-2010’

 ‘Wojciech i Izabela z Osiaków; obecni właściciele’.

   Maciej / Bronisław /Jerzy                    

  [*1867 ϯ 1958 ]   [*1900 ϯ 1969]   [*1942] 

 Dom w Dąbrówce.

„W jednym domu kilka pokoleń”; dom Deręgowskich był zbudowany ponad 100 lat temu przez poprzednich właścicieli, których póki co nie znamy, chociaż dałoby się ich poznać po kwerendzie w odpowiednich instytucjach w Chełmnie lub w Wąbrzeźnie. Stoi on w niezmienionej formie. Kilka przestronnych pokoi świadczy o tym, iż był budowany dla zamożnej rodziny, chcącej tym domem podkreślić jej wysoki społeczny status. Dom i gospodarstwo widoczne z daleka, z Kotnowa i z Dąbrówki, jak każda taka wiejska siedziba posadowiona została na wzgórzu.

Kiedy przejeżdżam przez Dąbrówkę to widok gospodarstwa Deręgowskich robi na mnie duże wrażenie i powoduje wielki szacunek dla właścicieli, iż zrobili rzecz na naszej wsi wyjątkową. Ocalili dla nas wszystkich otaczający dom i zaznaczając siedlisko gospodarstwa park-ogród. Przez wiele dziesiątków lat bowiem trwała u nas nierówna walka ludzi wsi z drzewami i krzewami jakie niegdyś posadzono przy ludzkich siedzibach.

 Jest park, jest dom, są właściciele z tej samej rodziny, toczy się życie. Zdjęcie domu Deręgowskich wykonane w czasie pogrzebu Antoniny Deręgowskiej w 1949 roku.

Pierwszy Deręgowski w Dąbrówce.

Maciej Deręgowski urodził się 7 września 1867 r., zmarł 26 czerwca 1958 roku w Dąbrówce. Po zawarciu związku małżeńskiego z Antonią Kątną [*1868 ϯ1949 r.] z powiatu świeckiego, gospodarował  w Grzybku. Znalazłem też ślad, który pozwala na inne spojrzenie na ta sprawę. Bowiem informacja z 1907 roku głosi, że najpierw gospodarował w Lubodzieży w powiecie świeckim;

 Kiedy budowano elektrownię w Gródku część ziemi Deręgowskich została zabrana pod jej budowę i spiętrzając wodę utworzono na niej sztuczne jezioro pod potrzeby elektrowni. Część ziemi z gospodarki zalesiono, a resztę od Macieja Deręgowskiego odkupił jego szwagier Kątny. Gospodarstwo to do dzisiaj jest również w rękach tej rodziny. Na początku XX wieku, po sprzedaży ‘Grzybka’ przeniósł się z całą rodziną do Olecka  na Mazurach. Tam w Olecku w czasie I wojny światowej do pracy w gospodarstwie, pod nadzorem wojska przydzielono kilku rosyjskich jeńców, których później pewnie pod koniec wojny, w nieznanych okolicznościach zabrano.

Na Mazurach gospodarował Maciej Deręgowski do 1920 r., czyli do momentu niekorzystnego dla Polski plebiscytu i pozostania tych ziem (Prus Wschodnich) w państwie niemieckim. Jak głosi przekaz rodzinny Maciej był tam działaczem plebiscytowym, czyli optował za przyłączeniem tych terenów do Polski. Po przegranym plebiscycie zaczęły się wobec takich ludzi różnego rodzaju szykany. Była to prawdopodobnie jedna z przyczyn opuszczenia Olecka i przeniesienia się do powstającej Rzeczypospolitej, gdzie w Dąbrówce kupił gospodarstwo rolne. Musiał się dobrze przyjąć na nowym miejscu i miał pewnie smykałkę do publicznych spraw skoro w latach od 1920 do 1928 powierzono mu funkcje sołtysa wsi. W prowadzeniu tej publicznej pracy podobno aktywnie pomagała mu jego córka Maria. W latach 1920-1934 pełnił również funkcję  rozjemcy społecznego dla Dąbrówki i  okolic,  oraz rzeczoznawcy dla oceny wartości zwierząt w razie przymusowego ubicia zwierząt chorych na choroby zakaźne.

Maciej Deręgowski chwytał się również i pozarolniczych przedsięwzięć. Prawdopodobnie w latach 20 tych dzierżawił  miejscową spółkową mleczarnię, która produkcja masła i sery skupując mleko od miejscowych rolników. Interes ten nie był chyba dochodowy bowiem zbyt długo to nie trwało.

Maciej Deręgowski gospodarował z żoną w Dąbrówce w latach od 1920 do 1938 roku, w którym to przekazał prowadzenie gospodarstwa w ręce swego syna Bronisława, sam pozostając na miejscu. Pamiętać należy, iż rodziny wówczas były liczne. W rodzinie Antoniny i Macieja urodziło się 9 cioro dzieci, w tym 4 chłopców i 5 dziewcząt.

Pierwsi właściciele gospodarstwa w Dąbrówe; Antonia i Maciej.

 

Dąbrówka, lata 20 ubiegłego wieku. Goście Antoniny i Macieja Deręgowskich w ogrodzie-parku jaki do dzisiaj otacza ich dom. Z lewej strony, za panią z dzieckiem stoi Antonina i Maciej.

 Wypiski z kroniki szkolnej, gazet i innych źródeł traktujące o Macieju Deręgowskim;

Rok 1920 r.

W okresie od 22.01 1920 do 01,07.1922 na podstawie ustaw pruskich i niemieckich w skład powiatu chełmińskiego wchodziły  gminy wiejskie i obszary dworskie, gdzie funkcje administracyjne pełnił  właściciel lub osoba przez niego wyznaczona. Ostatnie wybory gminne odbyły się w lecie 1920 roku. Sołtysem został Maciej Deręgowski. W 1920 roku sołtys wsi Maciej Deręgowski był  sędzią rozjemczym i rzeczoznawcą do oszacowania przedmiotów i zwierząt Poczta dla Dąbrówki była wówczas w Gorzuchowie. Przetrwała ona do lat 80 tych ubiegłego wieku, kiedy to wieś włączono do obwodu pocztowego w Płużnicy.

Lata 1921/22;

We wsi istniało kilka dużych gospodarstw. Do największych obszarowo należały posiadłości; Jana Burchardta; 100 ha, o dochodzie 1632 marek rocznie, Ludwika i Marii Kamińskich 93 ha i 1357 marek dochodu, Macieja Deręgowskiego 80 ha i 1199 marek dochodu, Jana Skrzyneckiego 70 ha i 1112 marek dochodu i Otto Emila Leibrandta 52 ha.

Mieszkańców we wsi było wtedy 313, w tym: 275 Polaków i 38 Niemców.  Koni hodowano 96 szt. bydła 291, świń 391 i 56 owiec. We wsi było  58 gospodarstw i 38 budynków. W szkole uczyło się wtedy 10 ewangelików i 36 katolików.

Rok 1928;

Dąbrówka, wykaz gospodarstw rolnych  powyżej 50 ha;

Dochód, obszar, grunty orne, łąki i pastwiska

Jan Burchard             1632      100        86         14

Maria Kamińska         1357        93       79          14

Maciej Deręgowski     1199        80        71           3

Jan Skrzynecki            1112        68        61           6

Rok 1929;

„Nadwiślanin”  podawał, iż we wsi aktywnie działało Towarzystwo Powstańców i Wojaków. W 1928 roku odbyły się tu trzy ostre strzelania, kilka ćwiczeń i dwie zabawy połączone w przestawieniami amatorskimi. Dnia 13 stycznia tego roku odbyło się walne zebranie, na którym jednogłośnie wybrano zarząd w składzie; prezes Antoni Wiśniewski, wiceprezes Szulc, komendant Baum, z-ca komendanta Flor, sekretarz Bolesław Maćkiewicz, z-ca sekretarza Tomaszek, skarbnik Maciej Deręgowski.

Rok 1929;

10 marca odbyło się miesięczne zebranie Towarzystwa Powstańców i Wojaków, na którym dokonano wyboru nowego zarządu w skład którego weszli druhowie; prezes Flor, w-ce prezes Szulc, sekretarz Bolesław Maćkiewicz, z-ca sekretarza Tomaszek, skarbnik Maciej Deręgowski, komendant Baum, z-ca komendanta Deręgowski ?, referent oświaty Jaszkiewicz. Na zebraniu delegaci zdali relacje ze zjazdu obwodowego w Chełmnie. Ustalono program na 1929 rok. Zebranie zakończono okrzykiem na rzecz Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej.

Rok 1929:

Według ogłoszenia z dnia 26 listopada 1929 roku w  wyborach do sejmiku powiatowego w szkole w Dąbrówce urządzono lokal do głosowania. Przewodniczącym komisji wyborczej był syn właściciela folwarku  Antoni Burchardt oraz Michał Cichy, Maciej Deręgowski, Antoni Wiśniewski.

Rok 1931;

Burmistrz Chełmna Zawacki złożył podziękowanie w „Nadwiślaninie” rolnikom z Dąbrówki za przekazanie na rzecz kuchni Ludowej, wspomagającej bezrobotnych i ubogich płodami rolnymi: sołtysowi Bolesławowi Maćkiewiczowi za 50 funtów pszenicy, Emilowi Stanke za 1 cetnar kartofli, Michałowi Cichemu za 5 cetnarów kartofli, Janowi Burchardtowi za 1 cetnar grochu, ponadto żyto z Dąbrówki dali; Prietz  1 cetnar, Erdmann  25 funtów, Szymug 20 funtów, Adolf Neumann 20 funtów, Reinhold Neumann 25 funtów, Chmielewski 10 funtów, Pik 20 funtów, Leibrandt 1 cetnar, Maciej Deręgowski 1 cetnar, Jeszke 10 funtów, Wetzel 20 funtów. Wszystkim i złożono serdeczne i szczere  „Bóg zapłać”.

Rok 1935;

Zima była łagodna, niedokuczliwa. Rychło wiosną dostał ogród szkolny nowy siatkowy płot z dębowymi słupami. Jeszcze pracowała stara Rada Szkolna. Reudant [skarbnik] kasy szkolnej, p. Bolesław Maćkiewicz sprawił siatkę drucianą i drut z fabryki Huhta z Chełmna. Słupy dębowe zakupiono w lesie. Płot stawiał p. Maciej Deręgowski i jego zięć kowal Władysław Żurawski. Dużo starania w to zadanie włożył p. Deręgowski. Szkoła nabrała zupełnie innego wyglądu. Płot kosztował 215 zł.

W roku 1935 powstały gromady [wieś]i zbiorowe gminy [ gm. Błędowo]. Dąbrówka weszła w skład tej ostatniej.

Rok 1935;

Staraniem Rady Szkolnej; Bolesława Maćkiewicza, Macieja Deręgowskiego odnowiono szkołę. Szkoła liczyła wtedy 72 dzieci w czterech oddziałach.

Rok 1937;

Szkoła była już teraz w dużo pomocy naukowych zaopatrzona. Posiadała sprzęt gimnastyczny i bibliotekę (300 książek). Miejscowa Rada Szkolna uchwaliła wszystkie potrzeby szkoły wysunięte przez nauczycielkę. Nie robiła nigdy sprzeciwu. Reudantem [skarbnikiem] był śp. Bolesław Maćkiewicz. Członkami  p. Michał Cichy, Maciej Deręgowski i śp. Tomasz Przywara. Z całą gromadą żyła nauczycielka w harmonii. Przypomnijmy, iż kronikę prowadziła nauczycielka Bronisława Kroskowska. Wśród nauczycielstwa pomorskiego stanowi ona wyjątek ponieważ uczyła tu przed wojną i kilkanaście lat powojennych i co ważne zostawiła nam interesującą kronikę szkolną.

 Maciej i Antonia w latach 1939-1945.

Po nastaniu okupacji, rozpoczęciu przez miejscowych hitlerowców różnych szykan, na swoje szczęście senior  Maciej Deręgowski nie czekał, aż się sytuacja wyjaśni i z Dąbrówki szybko zniknął. Najpierw oparł się u córki Marii Żurawskiej w Czystochlebiu, następnie w Kłódce za Grudziądzem, a kiedy i tam zaczęło robić się gorąco, to ostatecznie osiadł z żoną u córki Pelagi w Lubiewie w Borach Tucholskich. Pan Maciej miał powody do obaw, bowiem jak to między sąsiadami bywa, miał przed wojną zatarg o meliorację z Otto Leibrandtem i nie wiadomo, czy nie spotkałaby go zemsta ze strony Niemców. Miał też przeszłość ‘plebiscytową’ na Warmii i Mazurach, był też niekwestionowanym autorytetem dla ludności polskiej w Dąbrówce i okolicy, a takim Niemy nie darowali ich patriotycznych postaw.

Po wojnie Seniorzy wrócili do Dąbrówki. Pierwsza, 4 czerwca 1949 r. zmarła żona Antonia. Maciej dożył sędziwego wieku. Zmarł 25 czerwca 1958 r. Zostali pochowani na cmentarzu parafialnym w Sarnowie.

 ‘Bronisław i Helena z Wiśniewskich Deręgowscy.

Bronisław[*8.09.1900 ϯ 14.06.1970] przejął gospodarstwo od ojca Macieja w 1938 roku, a przekazał je synowi Jerzemu [*1942] na rok przed swoją śmiercią w 1969 r.

Gospodarstwo przed wojną liczyło sobie prawie 80 ha. Do pracy w gospodarstwie zatrudniano 4 pracowników, którzy mieszkali w domu komorniczym, dzisiaj już nieistniejącym, stojącym przy drodze dojazdowej do gospodarstwa. Był on cztero lokatorski. Mieszkania były standardowe. Każde składało się z jednej izby, kuchni i spiżarni. Pracownicy dla potrzeb swojej rodziny otrzymywali kawałek ziemi na warzywnik. W gospodarczych budynkach mogli hodować świnie (ograniczoną ilość!) i drób na własne potrzeby. W oborze gospodarza mogli trzymać jedną krowę, którą sami oprzątali!

W przedwojennym gospodarstwie Deręgowskich stało 10 koni roboczych, sprzęganych do roboty w fornalki, czyli po 4 konie. Hodowano również własne źrebaki na odnawianie stada. W oborze trzymano 30 sztuk bydła, które w sezonie wiosenno-letnio-jesiennym wypasano stadem na paśnikach. W chlewni hodowano kilkadziesiąt świń. Z pewnością u dobrych gospodarzy, a za takich uchodzili Deręgowscy, po podwórzu kręciło się stado drobiu, który stanowił ważną część ‘stołu’ dla  rodziny no i do tego nie wymagającego przechowywania, co wówczas nie było takie proste.

Z nowinek technicznych ważnym w gospodarstwie był komplet omłotowy składający się z tzw. ‘parówki’ i młockarni. Owa parówka opalana węglem pełniła wtedy rolę stacyjnego silnika do poruszania różnych urządzeń, w tym także wspomnianej młockarni. Komplet ten zachował się przez wojnę, a po 1945 roku na mocy nakazu ‘władzy ludowej’ Bronisław Deręgowski był zmuszony świadczyć usługi innym rolnikom, i tylko wypadało się modlić, aby nic się nie popsuło, bo natychmiast konstruowano zarzut o sabotażu gospodarczym przeciwko ‘ludowi pracującemu miast i wsi’ i można było wylądować w więzieniu, o czym dobitnie świadczy przypadek Antoniego Burchardta, o czym piszę w innymi miejscu.

Do gospodarstwa w latach 30 tych podłączony został prąd z elektrowni ‘Gródek” koło Grudziądza. Prąd kupiła sobie grupa rolników z Dąbrówki łącząc się w spółkę elektryfikacyjną. Byli to między innymi; Bronisław Deręgowski, Otto Foerster, Michał Cichy, Otto Leibrandt, Franciszek Marciszewski, ten od śrutownika. U Deręgowskich, jak u większości z prądu korzystano głównie do oświetlenia pomieszczeń, radia. Innych urządzeń raczej nie stosowano, a wielu z dzisiejszych po prostu jeszcze w użyciu nie było!

Gospodarstwo jako jedno z nielicznych miało podłączony wspólnie na jednej linii z Marciszewskimi (dzisiaj Lemieszek) telefon. Aparaty takie były oprócz tego u Burchardtów i Leibrandta.

Sieć telefoniczna zniknęła ze wsi wraz z ‘Ruskimi’, którzy zwinęli linie. Trzeba było czekać, aż do końcówki lat 80 tych, aby ten zwykły środek komunikowania się wrócił pod strzechy. W latach powojennych telefon był narzędziem nadzoru nad komunikowaniem się ludzi przez władzę ludową a w Dąbrówce, aż do lat 80 tych był tylko jeden w szkole!

Lata 1939-1945.

Bronisław zbyt długo samodzielnie przed wojną nie gospodarował. Tragiczny wrzesień 1939 roku w Dąbrówce jest dosyć dobrze opisany przez wspominaną tu kronikarkę szkolną, tak więc można do tego opisu sięgnąć!

Rok ten przyniósł kres międzywojennej egzystencji rodziny Deręgowskich. W dni wrześniowe, razem z rodzina Władysława Bonieckiego z Dąbrówki ruszyli w drogę docierając w okolice Golubia-Dobrzynia, skąd wrócili po ok. dwóch tygodniach do wsi, w której już rządzili Niemcy i to Ci najgorsi, bo sąsiedzi, których znało się od wielu lat i z którymi w zasadzie nie było nienawiści.

Pogorszenie stosunków między Polakami a Niemcami,  jak pisze kronikarka szkolna Bronisława Kroskowska, rozpoczęło narastać po dojściu Hitlera do władzy w 1933 r. Wyraźny stał się wpływ propagandy Hitlera na tutejszych Niemców, którzy rozpoczęli przygotowywać się do rozprawy z Polakami.

Począwszy od września zarząd nad gospodarstwami polskimi przejmowali miejscowi Niemcy. Apetyt na polskie mienie był duży. Tacy bracia Eplingowie z Kotnowa odebrali Maćkiewiczom za ‘pokwitowaniem’ nawet rzeczy osobistego użytku.

W czasie okupacji, w pierwszym okresie (październik!) gospodarstwo Deręgowskich zajął jeden z kotnowskich Niemców „smarkacz Lemke”, jak go określiła kronikarka szkolna. Bracia Lemke, mający wtedy po 18, 19 lat, byli jednymi z najgorszych miejscowych drani. Po wsi kręcili się z karabinami i zastraszali Polaków, między innymi Władysława Bonieckiego. Jeden z nich ‘wsławił się’ między innymi pobiciem Bronisława Deręgowskiego.

Np. jeden z uciekinierów z miejsca kaźni w Klamrach, pochodzący z terenu Lisewa, wskazywał na Lemkiego, jako na wykonawcę wyroków na Polakach z Dąbrówki. Zapiszmy też, iż aresztowanych Polaków w Dąbrówce do więzienia w Chełmnie wiózł wozem i końmi Deręgowskich, zmuszony do tego przez Niemców, ich przedwojenny pracownik Władysław Mikołajczak.

Owi Lemke’owie, przed wojną mieszkali w Kotnowie, tam gdzie po wojnie gospodarował Wyżykowski, a potem wozak mleka Władysław Socha. Obu ich spotkał sprawiedliwy koniec. Jeden zmarł na gruźlicę, drugi  z nich zginął na Wschodzie za „Führera i Tysiącletnią Rzeszę”

Kiedy Bronisław w skutek ich ‘rządów’ próbował odwołać się do Otto Foerstera miejscowego niemieckiego ‘wodza’, to ten poradził mu, aby jak najszybciej wynieśli się ze swego gospodarstwa. Bo inaczej może być gorzej!

Generalnie zachowanie Niemców było paskudne. Po tragicznym Wrześniu ‘39’ udawali, iż się nie znają z polskimi sąsiadami. Z niektórymi z nich Bronisław Deręgowski utrzymywał dobre, niemal przyjacielskie stosunki. Charakterystyczne było zachowanie takiego Hugona Rohde. Niemiec ten miał gospodarkę na pograniczu Dąbrówki i Kotnowa (po wojnie Kowal/Święcki/Osiński).  Kiedy w latach 30 tych spalił się jego dom to Deręgowscy udzielili mu schronienia, a nawet na weselu wzajemnie się goszczono! Potem, po Wrześniu należał do ‘narodu panów’ i do znajomości z polskimi sąsiadami się nie przyznawał!

Za tzw. porządnych Niemców z przekazów mieszkańców wsi, którzy pozostali na miejscu, według Jerzego Deregowskiego można uznać Prietz’ów. Jeśli mogli to pomagali Polakom, a nawet ostrzegali o mających nastąpić aresztowaniach. Przypominam też opowieści (Potwierdzonej przez Haliną Boniecką-Kulig) o jednym przypadku „ludzkiego” zachowania się Niemców. Otóż kiedy wieziono do Chełmna aresztowanych w Dąbrówce i Kotnowie Polaków, to w Robakowie dwom z nich; Władysławowi Bonieckiemu i Władysławowi Makosiowi kazano pójść po papierosy, podczas gdy konwój ruszył dalej do Chełmna. Obaj zachowali się różnie. Władysław Boniecki natychmiast skorzystał z ‘wolności’, wrócił do wsi i ukrył się u sąsiada Wawrzyńca Kaweckiego i ocalił głowę, następnie ‘przekazał’ swoje gospodarstwo Rohde’mu i wyjechał do rodziny na terenie ‘kongresówki’. Natomiast Makoś wrócił do swych prześladowców i został  przez nich zamordowany.

Wskutek wyżej opisanych sytuacji, w dniu 18 listopada 1939 roku opuścił swoją gospodarkę Bronisław Deręgowski z rodziną, wyprowadzając się do Pniewitego do córki. Wygnańcom pozwolono zabrać z sobą tylko kilka niezbędnych rzeczy, tyle co w rękę można było unieść. Ponadto z mebli ‘łaskawie’ pozwolono zabrać sypialnię.

Ponieważ Niemcy wprowadzili dla Polaków obowiązek pracy, a poza tym z czegoś trzeba było żyć podjął więc Bronisław Deręgowski pracę w gospodarstwie rolnym niejakiego Dobraka w Lisewie w charakterze robotnika rolnego. Właścicielem był Polak, któremu Niemcy jeszcze jakiś czas pozwolili prowadzić gospodarstwo. Potem, co dzisiaj trudno ustalić termin, przeniósł się do majątku Niemca Herberta Plehna w pobliskim Józefkowie, gdzie wraz  rodziną przebywali do ostatnich dni okupacji. Z majątku Józefkowo było bardzo niedaleko do rodzinnego domu. Na dobrą sprawę można było go zobaczyć nie ruszając się z centrum wsi. Jak czuł się Bronisław patrząc  Józefkowa na swoje dziedzictwo, w którym szarogęsił się jakiś Bezarab Ponomarenko!

Na majątku Niemca Herberta Plehna Bronisław Deręgowski, miał lżej niźli w poprzednim miejscu, gdzie był zwykłym robotnikiem rolnym, tutaj u Plehna pełnił funkcje rządcy. Dodatkowe dokuczanie Polakom, ich poniżanie wyrażało się w zrzucani ich na same społeczne dno, czyniąc z niedawnych pierwszych we wsi gospodarzy faktycznych niewolników. Foerster nie mógł sobie również odmówić takich np. gestów; kiedy więc niemieccy właściciele i ‘miejscowa hitlerowska elita’  polowali w majątku Plehna, to zastrzegł  sobie, aby jego kuczerem był Bronisław Deręgowski.

Tutaj w Józefkowie 14 sierpnia 1942 r. na majątku Plehna urodził się syn Jerzy i następca na rodzinnym gospodarstwie. Rodzice mieszkali w domu ‘rządcówce’ w pobliżu majątkowego dworu. (w nieco zmienionej formie stoi do dzisiaj).  Na dole były majątkowe biura, na górze mieszkał rządca z rodziną. To w Józefkowie wykonano zdjęcie, które ‘wynalazłem’ w albumie Danuty Maćkiewicz-Książki, bratanicy przedwojennego sołtysa wsi Dąbrówka Jana Maćkiewicza zamordowanego wraz z ojcem Bolesławem w Klamrach k. Chełmna. Danuta Książka obecnie mieszka w Grudziądzu.

 Od lewej: Bronisław i Helena z domu Wiśniewska i jej siostra Gertruda z Pniewitego. Dzieci Deręgowskich; Teresa i Jerzy. [Fot. z 1943 r. Józefkowo-album Danuty Maćkiewicz-Książka].

Na gospodarstwo Deręgowskich w 1941 roku przyszedł niejaki Ponomarenko. Sprowadzony z Bezarabii Niemiec niby nie był złym człowiekiem, bowiem kiedy Deręgowscy mieszkali już w Józefkowie to pozwalał im zebrać owoce w sadzie. Jednocześnie ten ‘dobry’ Niemiec potrafił pokazać, ‘kto tu rządzi’ i za jakieś przewinienie pobił swego pracownika Jana Urbańskiego.

Zdjęcie z ‘Bundesarchiv’ obrazujące osiedlanie ‘bezarabów’ w Wielkopolsce. Można sobie na tej podstawie wyobrazić przyjazd ‘niemieckich panów’ na Pomorze…

W każdym bądź razie gospodarował do stycznia 1945 roku. Zdaje się, iż myślał o przyszłości w Dąbrówce, bowiem w czasie okupacji rozbudowywał budynki, założył pompę elektryczną z wodociągiem, zakupił także snopowiązałkę, która potem służyła Deręgowskim. W wiele lat po wojnie kiedy gospodarował Jerzy Deręgowski, syn owego Ponomarenki zajechał do Dąbrówki w odwiedziny. W czasie okupacji miał kilka, czy kilkanaście lat, w każdym bądź razie pamiętał, gdzie co było, jaki był rozkład domu, gdzie stał telefon! Jakie kierowały nim przesłanki przyjeżdżając do Dąbrówki, trudno powiedzieć, można tylko mieć nadzieję, iż nie przyjechał ‘na swoje’!

Ponomarenko, tak jak inni uciekał w mroźną i śnieżną zimę 1945 roku. Wyjeżdżali z dwoma załadowanymi wozami powożonymi przez polskich robotników. Między innymi przez Władysława Urbańskiego. ‘Państwo” jechało oczywiście bryczką. Tą bryczką wrócił jeszcze Ponomarenko z drogi bowiem zapomniał zabrać z domu broni. W gospodarstwie została do pilnowania niezbyt rozgarnięta niemiecka służąca, która po wejściu Ruskich została w pokoju na strychu domu Deręgowskich zastrzelona. Należy się domyślać, iż przedtem została zgwałcona, co było wówczas na porządku dziennym przynależnym tym ‘synom Azji’.

Powrót do domu.

 

Przyjęcie Jerzego. Dąbrówka 1952 r.  Od lewej; Helena, dzieci deręgowskich; Teresa, Jerzy, Antonia, Maciej Deręgowscy.

 Po powrocie do domu, do Dąbrówki Deręgowscy zastali gospodarstwo rozszabrowane. Jak to zwykle bywało w tamtym czasie część zrabowali uciekający Niemcy i wycofujące się wojska, swoje zrobili żołnierze Armii Czerwonej, a także powiedzmy sobie szczerze; nasi rodacy, sami zubożali przez wojnę traktowali pozostawione bez opieki mienie jako należną zdobycz.

A byli i  tacy, którzy prawem kaduka próbowali sąsiadom wydrzeć siłą nie swoje mienie!

Dom był kompletnie pusty, bez mebli, a nawet ze śladami zabójstwa niemieckiej służącej na strychu. Wtedy, w 1939 roku gdy wyrzucano ich z gospodarstwa mogli zabrać tylko sypialnię. Reszta dobytku, wyposażenia domu musiała pozostać na miejscu do dyspozycji ‘kulturalnych’ Niemców. Teraz w 1945 roku ocalały inwentarz, głównie bydło zabrali Niemcy. Według zachowanego wykazu, spisanego przez sołtysa Stanisława Bryla wojska sowieckie zabrały z gospodarstwa Deręgowskich, traktowanego przez nich jako poniemieckie dobro; 36 sztuk bydła, 35 sztuk świń, 5 koni. Z inwentarza żywego w gospodarstwie ocalały dwa źrebaki, które zostały niemal siłą odebrane Deręgowskim przez byłych polskich pracowników gospodarstwa pod pretekstem, że w czasie niemieckich rządów je karmili! Cóż bywało i tak, nadeszły czasy ‘sprawiedliwości ludowej’ i prawa ‘kułaków’ się nie liczyły.

Co do tego spisu sołtysa należy się tutaj wyjaśnienie. Otóż w gospodarkach  Burchardta, Deręgowskiego i Cichego rosyjscy żołnierze spędzali zdobyczne bydło. Spędzali bydło, konie by je potem do swojego zniszczonego kraju zabrać. Kobiety polskie były zapraszane do udoju krów, przez co mogły  zabierać mleko do domu, ile która potrzebowała. Jak zanotowała kronikarka: „…każdy Polak otrzymywał krowę, przez podział bydła poniemieckiego”.

Jedyne co im przybyło po rządach Bezaraba w gospodarstwie to wcześniej wspomniane inwestycje i silnik elektryczny o mocy 16 KW poruszający pompą i skromnym wodociągiem, który w okupację został urządzony. Spotkała ich za to trudna do zrozumienia urzędniczo-skarbowa kpina, bowiem od tych niemieckich dobrodziejstw Deręgowscy musieli zapłacić podatek ‘od wzbogacenia’ do skarbu państwa polskiego. Natomiast za utracone dobra nikt nie kwapił się do zwrotu!

Deręgowscy w Polsce Ludowej.

Kiedy w styczniu br. siedzieliśmy z pp. Urszulą i Jerzym Deręgowskimi pochylając się nad wspominkami o dawnej Dąbrówce, to w pewnym momencie, wspomniałem o ‘Dzienniku…’, który ponoć pisał ich sąsiad Michał Cichy, a po którym wszelki ślad zaginął, to Pani Domu wyszła na chwilę, a wracając z tajemniczym uśmiechem, ku mojemu zdumieniu, wręczyła mi ten słynny ‘Zeszyt Michała Cichego”. A więc opowieści ludzi, iż Michał Cichy prowadzi jakieś zapiski były prawdziwe.

Okazuje się, iż jest to zwykły szkolny zeszyt, dzisiaj pożółkły ze starości, a który po śmierci Michała Cichego został zabrany przez Stanisława Przywarę, który następnie przekazał go pp. Urszuli i Jerzemu Deręgowskim.

Państwo Deręgowscy udostępnili go, przez co możemy wglądnąć w owe legendarne ‘Cichego pisanie’ w trzech najgorszych latach polskiego stalinizmu 1951-1953. Pozwoliłem sobie zamieści w naszej opowieści te fragmenty ‘Dziennika” które dotyczą Deręgowskich, a które dobrze ilustrują ich powojenne losy.

Dziennik; 1951 rok;

7 sierpnia; pomagaliśmy Bronisławowi Deręgowskiemu w 3 osoby na polu w żniwach.

9 sierpnia; rano urżnęliśmy sieczkę [dla koni] z jednego wozu żyta u Deręgowskiego.

15 sierpnia; wieczorem ściągnąłem młockarnię Bronisława Deręgowskiego od  Heleny Przywarowej. Młóciłem 17 sierpnia od 11 godz. Maszyna zepsuła się w ‘słupie’. Na drugi dzień młócono od 8,00 rano do 15,00. Do młocki stanęło 11 ludzi. Gdyby było 15-16 osób, to za dzień zupełnie by wymłócono. Deręgowski liczył za robotę 6% od omłotu, wyszło 10 cetnarów, a przeliczając na pieniądze było to 300 zł.

31 grudnia; rano Jerzy [syn Cichego] odjechał do wojska. Już nic nie mówię, co było w tym roku i za to dziękuję Bogu, ze tak raczył ochraniać człowieka, że zachorowałem, to mówi się trudno! Innych nie takie wydarzenia [tragedie] spotkały, gdy nie wywiązały się z dostaw zboża. Ze wsi [ucierpieli] Helena Przywarowa i Bronisław Deręgowski.

1952 rok.

21czerwca; jeździłem drugi raz opielaczem z burakach. Syn Maryś ukończył 7 klasę. [W latach 50 tych szkoły podstawowe były 7 klasowe, a zatem syn Cichego ukończył szkołę podstawową]. W tym dniu Chojnacki od godz. 8,00 do 17,00 skosił obie łąki kosiarką Bronisława Deręgowskiego.

2 czerwca; nas dwoje, Krauza i Makowska wymłóciłem zgrabki (2 ctr) u Bronisława Deręgowskiego. Tam też urżnęliśmy sieczki z żyta nieduży wóz. Podkułem 3 podkowy Lote.

24 czerwca; dostałem wezwanie do prokuratora w Chełmnie o zaległe dostawy zboża. Z Dąbrówki byli to; Bronisław Deręgowski, Helena Przywara, Trelewicz, Władysława Pustelnik i dużo innych.

26 listopada; byłem w Chełmnie; w sprawie kary 2 500 zł. U prokuratora było dużo ludzi. Zatrzymani [aresztowani] zostali Stanisław Przywara i Bronisław Deręgowski z Dąbrówki. Spotkałem Ziębę z Unisławia, też… Roman Boniecki i Błaszczyk opuścili swe gospodarki.

12 grudnia; Helenie Deręgowskiej [żonie aresztowanego Bronisława] nakazano odstawić, co ma jeszcze zboża w domu, do jednego ziarnka, nawet to co odłożono na zasiewy i dla domu, dla karmienia inwentarza. Rano odwieźli 2 wozy-35 cetnarów. Czyli ok. 1,8 tony.

21 grudnia; syn Witek był po pieniądze za buraki w Chełmży. Następnego dnia Witek odwiózł do Błędowa na spęd dwa bekony. Bronisław Deręgowski  i inni wrócili z więzienia do domu.

W powojennych statystykach urzędowych znalazłem informację, iż w powojennej Dąbrówce byli między innymi gospodarze, którzy zalegali  obowiązkami wobec państwa, a konkretnie z dostawami mleka; Deręgowski Bronisław 79, 75 ha, Przywara Helena 31,29 ha., Mastalarek Stanisław 1,84 ha, Pytan Mikołaj 6,81 ha, Bolisęga Andrzej  8,94 ha, Gross Bernard i Marciszewski Franciszek 0,30 ha, Maćkiewicz Klara 12,14 ha.

W rubryce dotyczącej przyczyn zalegania z dostawami, wyjaśniano: padła krowa i nie ma mleka, mleka jest tak mało, iż ledwie starcza na wyżywienie rodziny. Niektórzy mówili, że mleko odstawili do Lisewa!

Z dostawach mleka na dzień 1 listopada 1952 r. wynika, iż Bronisław Deręgowski zalega z dostawą 10 360 jednostek mleka. Ze wsi Dąbrówka zalegała w tym czasie również Helena Przywara na 3 011 jednostek. W rubryce Deręgowskiego urzędnik zapisał przyczynę niewywiązania się z obowiązkowej dostawy: „Posiada jedną krowę, mleko spotrzebuje na wyżywienie rodziny”. Przy Przywarowej napisano: „Z powodu, że padła krowa odstawi 1 bekona za mleko”.

Mimo tych kłopotów Deręgowscy przetrwali tej najtrudniejszy okres. Pozwolę sobie tutaj na osobistą dygresję. Jestem chłopakiem z miasta, ale moje korzenie rodzinne, tak jak większości Polaków tkwią na wsi, w rolnictwie. Moi pradziadowie posiadali duże gospodarstwo rolne w Wielkich Radowiskach, podobnie było z moimi dziadkami i innymi krewnymi na Ziemi Chełmińskiej.

W latach 50 tych jako kilkunastoletni człowiek, zamiast siedzieć na plaży nad jeziorem i biegać po przepięknych lidzbarskich lasach skąd pochodzę, jeździłem w każdy wolny czas do gospodarstwa-folwarku kuzynów Jarzębskich w Kowalikach o wielkości podobnego do tego Deręgowskich. Znam pracę na takiej ‘gospodarce’ od podszewki. Była to niemal katorżnicza robota od rana do wieczora, w ‘świątek i piątek’ jak wówczas mawiano. Trzeba było wielkiego wysiłku i hartu ducha, aby tak wielkie rodzinne gospodarstwo, przy niechęci ‘ludowej władzy’ i często najbliższego otoczenia zwłaszcza w latach 50 tych, przy braku rąk do pracy na wsi i szczątkowej mechanizacji, utrzymać. Niewielu się to udało, wielka to szkoda, bo z reguły były to porządne domy i rodziny!

Jeśli weźmiemy pod uwagę takie duże gospodarstwa, takie powyżej 50 ha to na terenie dzisiejszej gminy Płużnica przetrwało ich niewiele. Między innymi są to  Dudziakowie w Ostrowie, Matuszewscy w Wiewiórkach i Wieldządzu, no i Deręgowscy w Dąbrówce, i to zdaje się  niestety wszystko!

W najtrudniejszym okresie polskiego stalinizmu w latach 1948-1956 podjęto różnorakie próby likwidacji indywidualnej własności na wsi. Poprzez różne formy zachęt i nacisków rozpoczęto tworzyć spółdzielnie produkcyjne. W  1953 roku w wyniku wzmożonej propagandy 25 lutego w Dąbrówce założono spółdzielnie produkcyjną „Wyzwolenie”. Do spółdzielni wstąpili: Mieczysław Izdebski, Zygfryd Makowski, Władysław Dymarkowski, Feliks Lewandowski i 10 następnych. Kronikarka w taki sposób komentowała sytuację: „w spółdzielni nie było zgody i nie rozumiano pracy zespołowej. Każdy chciał rządzić, a nie było komu słuchać i pracować. Taka praca nie przynosiła zysków, a jedynie zadłużenie. Zdrowo myślący cieszyli się z powrotu na swój zagon”.

 Oczywiście powrót na swój ‘zagon’ był możliwy po 1956 roku, po ‘polskim październiku’, kiedy to większość sztucznie utworzonych spółdzielni rozwiązano. Gospodarstwo Deręgowskich jakoś ten okres przetrwało, bez konieczności wstąpienia do Spółdzielni, chociaż część ich ziemi została włączona do Spółdzielni. Ziemia została zwrócona po 1956 roku. W 1969 roku Bronisław Deręgowski  podzielił gospodarstwo miedzy córkę i syna Jerzego który tu pozostał, gospodarując na 40 hektarach i nigdy nie dążył do jego powiększenia, ‘bo roboty na 40 hektarach nie brakowało’. Grunty, które otrzymała siostra w różny sposób trafiły w ręce innych rolników i PGR Działowo-dzisiaj własność Madejów z Działowa.

Druga od lewej nauczycielka, kierowniczka szkoły w Dąbrówce i kronikarka wsi  Bronisława Kroskowska. Przed wojną współpracowała, jak napisała ‘harmonijnie’ z Maciejem i Bronisławem Deręgowskimi. Była to zarazem dobra znajoma tej rodziny. [Dąbrówka przed szkołą. Fot z lat 60 tych]]

Jest tutaj miejsce na wrócenie do sprawy tego nieszczęsnego kompletu omłotowego. Nie dosyć, że  nakazywano Deręgowskim gdzie maja młócić, to w latach zakładania spółdzielń produkcyjnych sprzęt ten niemałej wtedy wartości im odebrano i skierowano do Spółdzielni Produkcyjnej w Błędowie. Wiadomo też, iż spółdzielczość owa sztucznie tworzona padła wraz  pierwszym podmuchem Gomułkowskiej odwilży po 1956 r. i nawet dopatrzono się, iż Spółdzielnia bezprawnie rozporządza nie swoim majątkiem i musi go prawowitym właścicielom zwrócić. Wydano w tej sprawie nawet wyrok sądowy, ale panowie spółdzielcy wiedzieli swoje. Szybko się pospieszyli i udało się im młocarnie sprzedać i nie dało się jej odzyskać. Uratowana została natomiast ‘parówka’, która nie wiedzieć dlaczego stała u Kamila Matuszewskiego w Wiewiórkach, który w Spółdzielni akurat nie był! Tą historyczną dla wsi dzisiejszej maszynę Jerzy Deręgowski nawet uruchomił, ale potem sprzedał na złom Gminnej Spółdzielni ‘SCh’ w Płużnicy, czego do dzisiaj żałuje!

Zabudowania 40 hektarowego gospodarstwa Deręgowskich, zmniejszonego poprzez podzia gospodarstwa między dzicci Bronisława,  dzisiaj;

 Z tamtych dawnych lat ostatnich swych dni dożywa budynek inwentarski w którym stały konie, bydło i świnie. Wkrótce może już go tu nie będzie!

Stodoła.

Do domu wiedzie droga do szosy Kotnowo-Dąbrówka. Rosną przy niej drzewa niegdyś wysadzane. W tle park i nowy dom, nowych gospodarzy Izabeli i Wojciecha Deręgowskich.

 O ludziach dla Pamięci!

W trakcie rozmów z Jerzym Deręgowskim rozmawialiśmy o ludziach dawnej Dąbrówki. Staraliśmy się oceniać ich zachowania bez zbędnych emocji. Nie jest łatwo patrzeć na tych ludzi dzisiejszych okiem. Trzeba brać pod uwagę warunki w jakich przyszło im żyć i podejmować decyzje. Łatwo wpaść przy tym w abstrakcyjne umoralnianie. W notkach spisałem uwagi mojego rozmówcy dodając moje informacje o zdarzeniach i ludziach pozyskane z innych źródeł. Materiał ten wykorzystam do pisania historii wsi Dąbrówka. Niektóre wątki warte byłyby podjęcia przez pasjonatów lokalnej historii z okolicznych gmin.

Niżej odnotowujemy wspominki o krewnych Deręgowskich i ich tragicznych, aczkolwiek nieznanych do końca losach.

Maria Deręgowska z Czystochlebia. Córka Macieja Deręgowskiego wyszła za mąż za Władysława Żurawskiego, o którym wspomniano w szkolnej kronice: „Płot stawiał p. Maciej Deręgowski i jego kowal Żurawski”. Tenże Władysław Żurawski pochodził z Gorynia, którego przed wojna był właścicielem Józef Błochowiak. Być może, iż był on tam majątkowym kowalem. Po ożenku Maria i Władysław osiedlili się w Czystochlebiu, gdzie prowadzili kuźnię. Z tej kuźni w 1945 roku NKWD zabrało najpierw Władysława, a później przyszli po Marię. Od czasu ich aresztowania nikt więcej o nich nie słyszał!

 Antoni Wiśniewski z Pniewitego. Był bratem Heleny Deręgowskiej  wywieziony przez NKWD do domu z wywózki nie wrócił. Pewnie zmarł, gdzieś tam. Zamęczony na ‘nieludzkiej ziemi’.

[O losie innych mieszkańców wsi Dąbrówka napiszę w historii wsi!]

Józef  Guściora

„Rodowód, patriotyczna walka, życie rodzinne i społeczne”.

 Opracowanie Marian Tabor, Janusz Marcinkowski.

                 ——————————————

Józef  GUŚCIORA syn Macieja  urodził się 17 stycznia 1909 roku w miejscowości Stany pow. Nisko w wielodzietnej rodzinie chłopskiej. Ojciec  Maciej od wczesnych lat pracując w gospodarstwie rolnym rodziców, dorabiał w lesie i ciesielce przy wznoszeniu powszechnych w Małopolsce drewnianych budowli.

Po odbyciu służby wojskowej w wojsku austriackim/uregulowany obowiązek wojskowy umożliwiał emigrację zarobkową/ i zawarciu związku małżeńskiego z Agnieszką Wilk ( ur. 1897 r.), wyjeżdża do Ameryki Północnej. Pracuje w przemyśle drzewnym, dominującym w leśno-rzecznej okolicy hrabstwa Pasaic, graniczącej ze stanem New York. Wraca z  Ameryki w 1908 roku. Po wybuchu I wojny światowej zmobilizowany zostaje do wojska austriackiego i skierowany na front. Po powrocie z wojny, w ramach wojskowego osadnictwa polskiego na Kresach, w 1921 roku wyjeżdża z rodziną na polską Ukrainę. Osiadają na 10-cio hektarowym gospodarstwie rolnym, pochodzącym z parcelacji niemieckiego folwarku w m. Rehberg /Pyszówka, od Pysza-sołtysa wsi/, pow. Jaworów, woj. lwowskie.

Józef pracuje w gospodarstwie ojca. Zapowiadało się obiecująco dla wielodzietnej rodziny na  wielohektarowej posiadłości na urodzajnych glebach. Radość i nadzieja okazują się kruche. Za niedługo pojawiają się narastające napięcia narodowościowe w miejscowej społeczności. Zaczyna być niebezpiecznie, a na dodatek zdarzył się tragiczny wypadek. Maciej podczas pracy w lesie  uderzony spadającym drzewem, umiera 11 listopada 1925 roku, w drodze do lekarza, na furmance powożonej przez synów m.in. Józefa.  Spoczął w Pyszówce (d.Rehberg) na Ukrainie. Następuje kres krótkotrwałej, jaśniejącej tu na polskiej Ukrainie,  perspektywy rozwoju.

Maciej z Agnieszką doczekali licznego potomstwa: dwie córki i siedmiu synów: Franciszek (1900-1942), Jan (1902-1979), Maria (1905-1985) z m. Grzesik, Walenty (1907-1992), Józef (1909-2003), Tomasz (1913-1968), Tekla (1911-1933), Stanisław (1915-1964), Adam (1919-1996), Władysław (1922-1991).

Brak męża i ojca oraz wspomniane wcześniej konfliktujące stosunki międzysąsiedzkie i narodowościowe na Kresach i w Pyszówce, zadecydowały o konieczności opuszczenia dobrego gospodarstwa.

Wracają do rodzinnych Stanów, gdzie brakuje dla nich perspektyw rozwojowych. W odpowiedzi na apel władz II RP, podobnie jak inni z Małopolski, jadą na Pomorze.

W 1928 roku z matką i młodszym rodzeństwem Józef osiedla się w miejscowości Błota k/Chełmna Pom.  Zakupione zbiorowo przez trzech właścicieli gospodarstwo rolne, z uwagi na pazerność wspólników, nie służy kulturze i interesom Guściorów. Z materialną stratą odchodzą z narastającego piekła. Idą  na komorne do Podwieska. Synowie stopniowo zaczynają się usamodzielniać, pisząc własne życiorysy.

Józef w latach 1932-33 odbywa, w 63 pułku piechoty w Toruniu, 18-to miesięczną służbę wojskową. W stopniu kaprala kończy 6-cio miesięczną szkołę podoficerską ciężkich karabinów maszynowych w koszarach  na ul. Dobrzyńskiej przy dworcu kolejowym Toruń Miasto.

Jednocześnie  kontynuuje, rozpoczętą z bratem Franciszkiem w Pyszówce, naukę krawiectwa. W Toruniu, kończy kurs krawiecki i  uzyskuje tytuł czeladnika. W październiku 1933r., w Kotnowie otwiera samodzielny warsztat krawiecki.

W 1935 roku, po żniwach, powołany zostaje do wojska. Odbywa 6-ścio tygodniowe manewry w rejonie: Nowe Miasto Lubawskie, Brodnica, Grupa poligon, Toruń. Awansuje do plutonowego.

Prowadzi punkt krawiecki w Drzonowie i w Mgoszczu. W tym czasie poznał Jadwigę Martynowską z Błędowa.

 Jadwiga Martynowska (Fot. 1938r.)  Kapral WP Józef Guściora (Fot. 1933 r.)

 W Zielone Świątki 1938 roku  zawarł, w kościele parafialnym w Błędowie, związek małżeński z Jadwigą z d. Martynowską, ur.14.07.1914 r. w m. Sarbiewo k/Płońska.

 Jadwiga i Józef…

24 sierpnia 1939 roku, z  Mgoszcza zostaje zmobilizowany do 66. pułku piechoty im. J. Piłsudskiego w Chełmnie I  skierowany na pozycję obronną Orle-Peterhof-Rogóźno tuż przy granicy z Prusami Wschodnimi. Po  wybuchu  wojny, 1 września na pozycji w Orle ginie podwładny żołnierz z obsługi  ciężkiego karabinu maszynowego (ckm). „W bólu  przeżywałem śmierć kolegi „taśmowego” na wysuniętym i osamotnionym stanowisku bojowym, po wyrównaniu linii piechoty”- powie po latach. W czasie wycofywania się, w niedzielę 3 września maszeruje m.in. przez Błędowo, odwiedza wtedy żonę Jadwigę. W miejscowości Wronie, pułk zostaje  zbombardowany. Traci kolejnego żołnierza z obsługi ckm.  Walczy nad Bzurą.

Pod Kutnem dostaje się do niewoli. Około miesiąca przebywa w obozie w Ostrowie Wlkp. Podczas kwalifikacji jenieckiej w obozie podejmuje błyskawicznie ryzykowną decyzję zmiany szeregu na inny. Udaje się. Niezauważony przechodzi z szeregu jenieckiego i … po chwili, która wydaje się wiecznością Niemcy ogłaszają, że  zostaje zwolniony z niewoli. Radość z przeżytej wojny i rychłego spotkania z najbliższą – ukochaną i zatroskaną o los męża, żołnierza i przyszłego ojca –  Jadwigą, w zaledwie rocznym małżeństwie, uskrzydlają Józefa. Czy jednak na długo?

W II połowie października wraca do Błędowa w mundurze WP bez orzełka i dystynkcji. Dowiaduje się o  morderczej aktywności  miejscowych,  niemieckich „polakożerców” i zasłyszane, zagrażające mu informacje. Postanawia uciekać. Po 10-ciu dniach (31 października) wyjeżdżają z żoną do jego rodzinnej wsi Stany, gdzie zajmuje się krawiectwem. Przebywają tam około roku. 19. lutego 1940 roku na świat przychodzi syn Aleksander.

 Kościół „na wodzie” w Zwierzyńcu/foto 2008r./Ulica AK w Zwierzyńcu nadana w 1985r.

Po żniwach tego roku przenoszą się do Zwierzyńca w zamojskie. Powraca do krawiectwa. Zakład krawiecki prowadzą z bratem Franciszkiem.

  ‘AK owska’ legitymacja…

 W stopniu plutonowego wstępuje do Armii Krajowej, przyjmując pseudonim „GÓL”. Zakład krawiecki udostępnia na lokal kontaktowy AK. Pod przykrywką szycia mundurów dla Niemców, szyje sorty mundurowe dla żołnierzy AK. Jest śledzony przez gestapo. Podczas rewizji w zakładzie dwukrotnie staje pod murem naprzeciw gotowego do strzału gestapowca. Brak dowodów o partyzanckiej działalności oraz płacz żony i dzieci  błagających „nie zabijaj”, chronią go dwukrotnie przed śmiercią. Uczestniczył w słynnej akcji oswobodzenia Szczebrzeszyna.

 Oddział AK „Podkowy”, plut. Józef Guściora ps.”Gól”/pierwszy z lewej/, Szczebrzeszyn 08.1944r. 

Pod koniec lipca 1944 roku jako żołnierz oddziału por.” Podkowy” (Kuncewicza) uczestniczy w kilkudniowej walce. Po wyzwoleniu Zwierzyńca i okolicy, partyzanci podchodzą pod Szczebrzeszyn. Niemcy wcześniej, unikając walki, opuszczają miasteczko. Sowietów jeszcze nie było. Było to 26 lipca.

W zaistniałej sytuacji ma miejsce uroczysty wjazd „Podkowy” i jego żołnierzy  do Szczebrzeszyna, początkowo pozornie wyludnionego. Po zawieszeniu „biało czerwonej” na ratuszu, mieszkańcy wylegli, witając serdecznie swoich wyzwolicieli. Były kwiaty i ogólna radość. Po kilku godzinach do miasta przybył sowiecki dowódca. „Podkowa” zameldował się w roli włodarza i komendanta miasta, jako  „dowódca od  Sosnkowskiego, a nie od Berlinga”. Oddział „Podkowy”  zakwaterował w pomieszczeniach miejscowych szkół.

Ogólna radość miała trwać krótko. Mocą rozkazu Komendy Okręgu AK Lublin, partyzanci zostali zmuszeni do złożenia broni, co dla nich oznaczało kapitulację. Nie wszyscy jednak pogodzili się z nową okupacją, tym razem z  sowiecką. Pozostali w lesie.

Józef decyduje o powrocie do Zwierzyńca do żony i dzieci. „Starczy mi tej walki. Walczyłem w wrześniu 1939 r. i lipcu 1944 r.” – powie pod koniec swojego żywota. Wspomni niejednokrotnie także strofę pieśni partyzanckiej:

„ Podkowy chłopy silne jak młoty,

Bagnetem kłują twardy szwabski ród…”

Sytuacja polityczno-militarna w Zamojskiem staje się niebezpieczna. Braci: Władysława i Adama, wydanych żołnierzy AK  aresztuje NKWD. Otrzymują 10.letnie  wyroki do wykonania na syberyjskiej ziemi ZSRS. Józef również czuje się zagrożony. Przygotowuje rodzinę do powrotu na Pomorze.

W kwietniu 1945 roku Józef z żoną i  trójką dzieci wraca do Błędowa. Zamieszkując na „plebance” tworzy zręby gospodarstwa rolniczego. Dodatkowo nieoficjalnie szyje dla znajomych i sąsiadów. Władza nieprzychylnym okiem spogląda na tę działalność.  Wielokrotnie dochodzi do przeszukania mieszkania przez UB (Urząd Bezpieczeństwa). W obawie o własne bezpieczeństwo i swojej rodziny, zaniechał tej działalności.

Nie zna dalszych losów najmłodszych braci: Adama i Władysława. Józef ukrywając swoją  AK-owska działalność jest podwójnie niespokojny. Ciągle rozmyśla: czy żyją, a jeśli tak,  to kiedy powrócą? Zamartwia się także o siebie. Szuka informacji nasłuchując zagranicznych polsko-języcznych rozgłośni; RWE, BBC, Głos Ameryki.

O tym, że po „życzliwym donosie” jesienią 1944 roku bracia zostali aresztowani w Zamościu przez NKWD-sowieckiego „wyzwoliciela”-dowiaduje się po powrocie Adama z zesłania. W tym czasie podejmuje pracę w urzędzie gromadzkim w Błędowie i w mleczarni w Wiewiórkach, do której dojeżdża jeszcze z Wieldządza.

 Zabudowania gospodarstwa Jadwigi i Józefa Guściora w Wieldządzu w 1980r.

 W Wieldządzu osiedlił się w maju 1953 roku. Z komorniczego siedliska (domy robotników rolnych), ogromnym wysiłkiem z żoną Jadwigą i dziećmi, stopniowo urządzają, praktycznie w szczerym polu, dochodowe gospodarstwo rolno-hodowlane.  Dbają o rozwój intelektualny dzieci.

Jadwiga niezwykle pracowita, ciepła i opiekuńcza, niezmordowana w domu, zagrodzie i w polu. Zakochana w hodowli kur i gęsi. Radosna obrazami kwitnących od wczesnej wiosny do późnej jesieni kwiatów w przydomowym ogródku.

W 1957 r. budują dom mieszkalny, następnie stodołę z chlewnią. Uprawiają zboże, len, ziemniaki i buraki cukrowe. Rozwijają hodowlę bydła i trzody chlewnej. Urządzają pompę z hydroforem, kończąc uciążliwe  zaopatrywanie domu i gospodarstwa w wodę, wożoną konną fasą z miejscowego jeziora oraz  noszoną wodę studzienną „do jedzenia” jak wówczas mawiano.

Nie stroni od pracy społecznej, Sołtysuje. Aktywnie udziela się w miejscowym oddziale SOP.

 Józef  Guściora w podwórzu;  wiosna 1997 r. w roli pszczelarza; przygotowanie ramek.

Zajmuje się pszczelarstwem tworząc własną pasiekę. Z synem Bolesławem mechanizuje gospodarstwo. W posiadaniu jest komplet omłotowy. Pojawia się ciągnik, elektryczna dojarka i samochód osobowo-towarowy „Tarpan”.

W banku spółdzielczym w Płużnicy w latach 80 tych.

 Pierwszy od lewej Józef Guściora, członek Rady Banku.

 Gospodarzył w miarę sił do 1985 roku. W gronie rodzinnym wspomina trudne, niebezpieczne sytuacje życiowe. Niczego nie żałuje: „Takie, a nie inne było to życie i walka! Moje pokolenie walczyło i ginęło o wolną Polskę”-niejednokrotnie powie.

Józef z Jadwigą cieszyli się swoim największym skarbem-dziećmi: córkami; Barbarą zamężna Narloch, Haliną zamężna Tabor i Danutą zamężna Kuc oraz synami; Aleksandrem (żona Irena z d. Boboń), Bolesławem (żona Maria z d. Lok) i Henrykiem (żona Maria z d. Przybysz).

 60 lecie ślubu Jadwigi i Józefa Gusciorów. Zdjęcie wykonane na jubileuszowej mszy w nowowiejskim kościele.

Po pracowitym życiu gospodarstwo w zamian za emeryturę przekazał  córce Danucie Kuc prowadzącym gospodarstwo z mężem Adamem w pobliskim Mgowie.

Dawne gospodarstwo J, J. Guściorów w Wieldządzu /zdj.2013r./.

  Jadwiga i Józef  Guściora  przed swoim  domem w Wieldządzu  w 1999r.

Z wiarą i nadzieją żyje przemianami polityczno-ustrojowymi w Polsce. Otwiera się na nie pełnym sercem.

Nie kryje zadowolenia z masowego ruchu „Solidarności”. Początkowo, niemal bezgranicznie ufa Wałęsie. Jest dobrej wiary w zmiany w Polsce. Dostrzega postępującą demokratyzację w duchu wartości o które walczył.

W miarę upływu czasu rozczarowuje się, także boleśnie Wałęsą, zwłaszcza jego m.in. nie spełnionym, propagandowym programem „puszczenia złodziei w skarpetkach”. „Boli mnie najbardziej grabież majątku gospodarstwa narodowego” – mawiał, myśląc zapewne również o własnym, z takim wysiłkiem z żoną i dziećmi stworzonym. Nie godził się z procesem przemian własnościowych. „Naród polski po wojnie  wielkim wysiłkiem odbudował a następnie pomnażał majątek narodowy, nie po to by go niszczyć. To nie po gospodarsku” – często mawiał.

Nie akceptował polityki rolnej wobec PGR.  „Nie tak to miało pójść. Nie zadbano o pracowników i rodziny. Doprowadzono polską wieś do biedy i zapaści kulturowej. Ziemię często wieloletnie ugorowaną, sprzedawano nie rolnikom za grosze” – powiadał. Bolało go to do ostatnich dni…

W upływającym czasie następuje okres  uczciwego, życiowego bilansu  pracy i walki Józefa, szczególnie patriotycznego czynu zbrojnego żołnierza i partyzanta. Czy był tym zadowolony. Na pewno… tak. Hura optymizmu nigdy nie uprawiał. A co czuł? Pozostało to Jego skrywaną tajemnicą żołnierza i partyzanta. Tak to już w życiu jest! Późno, dopiero w 1997 roku otrzymuje członkostwo Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych. Odznaczony zostaje srebrnym Krzyżem Zasługi.

Zadość uczynieniem jego żołnierskiej drogi i daniny wojskowej złożonej Ojczyźnie była  nominacja oficerską na  ppor. rez. WP oraz odznaczenie  br. medalem za Zasługi dla Obronności Kraju.

W 1999 roku, w roli  kombatanta-oficera rez. WP, z inicjatywy i z udziałem wójta  gminy Płużnica p. Janusza Marcinkowskiego, odsłonił, jako b. dowódca drużyny ckm 66 pułku piechoty, tablicę pamiątkową poległym „Żołnierzom Września 1939 roku” na nowym cmentarzu w Nowej Wsi Król. Odsłonięcia pomnika było wielkim patriotycznym symbolem. Wtedy we wrześniu, kiedy na okolicznych polach ginęli polscy żołnierze, w pobliskim Wrońskim lesie chronił się przed nalotami oddział Józefa Guściory, w ten sposób historia lokalna, sprzęgnięta z wrześniową narodową tragedią zatoczyła koło!

 Ppor. rez. Józef Guściora w czasie odsłonięcia  tablicy pamięci poległych na okolicznych polach Żołnierzy Września ‘39r’. Obok dawny ‘brzozowe’ symbole pamięci!

W 2001 roku, z uwagi na pogarszający się stan zdrowotny Józefa, zamieszkują u córki Danuty Kuc w Mgowie.

————————————————-

   Jadwiga, oczekując na kolędę, umiera nagle 25 stycznia 2003 roku, Józef – niedługo  potem 22 listopada podąża za Żoną.  

 Spoczywają razem w Nowej Wsi Królewskiej. Cześć Ich pamięci!                      

 *Pana Józefa Guściorę bliżej  poznałem w latach 80 tych na posiedzeniach Rady Banku  Spóldzielczego w Płużnicy Był to bardzo sympatyczny z charakterystycznym przyjaznym uśmiechem Pan w ‚dojrzałym’ wieku, co żartobliwie kwestionowałem, bo na ‚swoje’ lata wcale nie wyglądał. Póniej w latach 90 tych, kiedy ze szkolnymi dziećmi w Nowej Wsi Królewskiej doszliśmy do przekonania, iż znajdujące sie na ‚nowym’  cmentarzu  groby żołnierzy polskich, którzy zginęli na pobliskich polach w czasie nalotu Luftwaffe we wrzesniu 1939 roku, należy trwale oznaczyć przez wybudowanie muru i umieszczenia nań tablicy pamiatkowej, to pomyśleliśmy o świadku tamtych wydarzeń-żołnierzu ‚Września’ panu Józefie Guściorze z Wieldządza. Tak sie bowiem zlożyło, iż w tym samym czasie, kiedy na okolicznych polach ginęli polscy żołnierze, w oddziałach wycofujących sie na Wąbrzezno, we wrońskim lesie znajdował się bohater naszej opowieści. Rodzina i my obawialiśmy sie przy tym, czy udział w uroczystości nie będzie ponad  siły 90 letniego wtedy Pana Józefa. Wszystko jednak poszło dobrze, mimo, iż w dniu odsłonięcia tablicy (koło 11 listopada), wiał bardzo mrożny wiatr z zacinającym deszczem! Wśród uczestników była duża grupa młodzieży, dla której była to prawdziwa lekcja historii, zwłaszcza, że mieli okazję poznać  tego wspaniałego czlowieka! [Janusz Marcinkowski]