Diariusze, Kroniki, Opowieści z terenu gminy

Janusz

W 2014 roku z inicjatywy ks. Jacka Dudzińskiego proboszcza z Nowej Wsi Królewskiej odbyła się uroczystość wmurowania tablicy pamiątkowej poświęconej styczniowym wydarzeniom i roli, jaką odegrali ludzie z naszej najbliższej okolicy w udzieleniu pomocy Powstaniu. Ponieważ przez lata prowadziłem kwerendę, szukając wszystkiego co składa się na historię naszej małej ojczyzny,  odnotowałem parę zapisków tej sprawy dotyczących, a które dorzucam dla pełności tamtego zamierzenia – upamiętnienia tych, którzy rzucili na narodową sprawę swoje życie i mienie!
Z różnych poszukiwań udało się odnotować nazwiska niektórych bohaterów tamtych wydarzeń, pochodzących ze wsi z terenu dzisiejszej gminy Płużnica – warto o nich pamiętać -są wśród nich ludzie różnego stanu. Uczniowie, urzędnicy, właściciele ziemscy, księża. Większość krzątających się wokół tej patriotycznej roboty osób pozostanie pewnie anonimowa. Nawet jeśli brali udział, to zwłaszcza po przegranym Powstaniu i represjach jakie stosowali zaborcy, lepiej było się nie ujawniać.

Powsstyczn (3)

Zygmunt Działowski według obrazu Tow. Naukowego w Toruniu. Z pewnością największym naszym bohaterem tej narodowej sprawy był Zygmunt Działowski z Mgowa, żyjący w latach 1843-1878. Był on nie tylko wpływowym ziemianinem sprzyjającym Powstaniu, ale brał bezpośredni udział w walkach w Rosjanami. Aresztowany i sądzony zdając swój życiowy obywatelski egzamin.
W Mgowie; siedzibie Zygmunta Działowskiego musiały się dziać różne rzeczy związane z pomocą dla Powstania skoro rozpisywała się o wydarzeniach z tym miejscem związanych ówczesna prasa.
Mgowo dla powstania.
W 1863 roku w czasie rewizji w Mgowie pruskie władze podczas rewizji znalazły 200 sztuk broni, były tam karabiny, szable, lance z polskimi chorągiewkami, siodła. Broń ta była przygotowywana do przerzutu na teren Kongresówki dla wspomożenia Powstania Styczniowego. Podobno na skutek denuncjacji niejakiego Urbańskiego Prusacy znaleźli w Wałyczu, drugim majątku Działowskiego, 200 szt. karabinów zakopanych w pobliskim lesie.
W tym samym roku, w początku maja Jan Załęski z Mgowa, abiturient gimnazjum chełmińskiego, student ujęty został przy przekraczaniu granicy prusko-rosyjskiej z Kongresówką.
W tymże Mgowie w 1864 r. aresztowano i uwięziono Władysława Cichorskiego (1822-1876) pseudonim „Zameczek”. Był on organizatorem wojskowym powiatów; lubawskiego, brodnickiego i grudziądzkiego na rzecz pomocy dla Powstania Styczniowego. Osadzonemu w więzieniu w Chełmnie udało się zbiec za granicę.
Sprawa pod Nietrzebą.
Niewątpliwie największym echem odbiła się wśród społeczeństwa pomorskiego wieść o bitwie pod Nietrzebą, jaką stoczył oddział pomorskich ochotników z carskim wojskiem. Otóż w kwietniu 1863 roku po wybuchu Powstania Styczniowego dwudziestoletni Zygmunt Działowski zebrał oddział zbrojnych w sile 87 ludzi i przekroczywszy granicę Królestwa na Drwęcy ruszył do Powstania. Dowódcą oddziału został kpt. Henryk Łowiński-Szermętowski, dawny kapitan wojska rosyjskiego i emigrant z roku 1831. Zadaniem tego oddziału było połączenie się z działającym na tym terenie Zygmuntem Padlewskim. W dn. 22 kwietnia 1863 r. pod wsią Nietrzebą, 16 km od Rypina, odbyła się potyczka z 400 osobowym oddziałem Moskali. Oddział Działowskiego wciągnięty w zasadzkę przez patrol kozacki stracił 9 zabitych, kilku rannych i wziętych do niewoli. Walka toczyła się w niedogodnych dla powstańców warunkach, przy braku amunicji, która zamokła przy przeprawianiu się przez Drwęcę. Rozbity oddział nie był zdolny do dalszej walki. Moskale zdobyli: 96 sztuk broni, 11 pudów prochów, 12 pudów ołowiu, 34 rakiety, 11 koni, zapasy żywności i inne rzeczy. Wśród poległych znaleźli się; ziemianin Stanisław Bronisz, prymater gimnazjum chełmińskiego Romanowicz, szewc z Golubia Pawłowicz. W bitwie tej jak podkreślano „Działowski stawał godnie i odważnie” i dzięki odwadze i brawurze udało się zmniejszyć skutki przegranej.
Obszerną relację z wyprawy oddziału do Królestwa w powiat lipnowski, opartej na relacji jednego z uczestników dano w „Nadwiślaninie”: „Oddział nasz wynoszący około 100 młodzieży dobrze uzbrojonej, między którymi 18 konnych, nadto trzy furgony z żywnością na kilka dni, bronią zapasową i amunicją i innymi rekwizytami wojennymi, przeszedł 22 kwietnia (1863 r.) rano przez Drwęcę pod dowództwem kapitana Szermentowskiego. Dostawszy się do Królestwa, przybyliśmy pospiesznym marszem do pierwszej wsi i dla nie trudzenia oddziału zarekwirowaliśmy furmanki potrzebne dla dalszego pochodu, których natychmiast najchętniej nam udzielono. Pod tak szczęśliwą wróżbą zbliżyliśmy się o godz. 12,oo w południe do wsi Nietrzeby pomiędzy Rypinem a Lipnem i zająwszy bardzo korzystną pozycję w lesie postanowiliśmy wypocząć i uporządkować się. Zaledwie jednak zostały wydane przez dowódcę rozkazy, usłyszeliśmy strzały naszych przednich posterunków. Był to patrol mały patrol kozacki. Wkrótce zjawił się silny oddział Kozaków udając jakby chciał stoczyć bój. Chciwa walki młodzież rzuciła się z zapałem ku niemu, a rażąc celnymi strzałami, zsadzała z koni jednego po drugim. Kozacy odstrzeliwując się zmyślili odwrót i zaczęli się cofać. Był to wybieg. Dowódca nasz, widząc odwrót nieprzyjaciela, dał rozkaz piechocie wyjścia z lasu, a kawalerii naszej by ścigała Kozaków. Gdyśmy rozkaz wypełnili, przekonaliśmy się, iż dostaliśmy się w zasadzkę. Otoczeni przez trzy razy silniejszego wroga, w wojennym rzemiośle wyćwiczonego, przymuszeni byliśmy w otwartym polu bitwę. Bitwa trwała godzinę, przy końcu której zostaliśmy rozcięci na dwoje. Widząc niepodobieństwo dalszego boju jedna część z bronią w ręku dostała się do Jurkowskiego, druga zaś wróciła do Prus. Furgony nasze i broń ocalały dzięki czynnemu udziałowi tamtejszej ludności wiejskiej”.
Julia Działowska dla Powstania.
W sprawę wspierania Powstania zaangażowani byli inni członkowie rodu Działowskich. Między innymi krewna Zygmunta Julia Działowska właścicielka Turzna była prześladowana stałymi rewizjami. Była ona członkinią konspiracyjnej organizacji kobiecej, która zajmowała się organizacją pomocy dla Powstania.
Berliński proces Zygmunta Działowskiego.
W 1864 roku; od 7 lipca do 23 grudnia w berlińskim Moabicie toczył się proces 149 Polaków oskarżonych o zdradę stanu za wspomaganie Powstania Styczniowego. W grupie Polaków sądzono również Zygmunta Działowskiego. Został on przez władze pruskie aresztowany w Mgowie 12 września 1863 r. za pomoc i udział w Powstaniu Styczniowym. Więziono go najpierw w Chełmnie, następnie w Berlinie. Rozprawa rozpoczęła się 7 lipca 1864 r. i trwała prawie 6 miesięcy. W sprawie tej prusacy powołali na świadków przeciwko studentowi Zygmuntowi Działowskiemu: Antoniego Czapskiego, parobka z Działowa Zaplewskiego, Teofila Modzielowskiego z Działowa, gimnazjalistę Ksawerego Mellina z Chełmna i rządcę z Wałycza Klemensa Fugińskiego.
W tymże więzieniu Działowski wsławił się odważnym czynem. Korzystając z nieuwagi strażników (Może ich przekupił!), wyprowadził dwóch powstańców z Królestwa, którzy mieli być wydani Moskalom, co groziło im zsyłką na Sybir, odwiózł ich do Paryża – po czym wrócił do więzienia! W procesie za swą działalność patriotyczną został skazany wyrokiem z 23 grudnia na 1 rok więzienia.
8 lipca 1864 r. „Nadwiślanin” publikował listę oskarżonych w procesie „Sprawa śledcza przeciw Działyńskiemu i wspólnikom”. Były tam same najpiękniejsze polskie nazwiska, a wśród nich pod nr 124 Zygmunta Działowskiego.

Powsstyczn (2)

Sala sądowa; Zygmunta Działowskiego osadzono pod nr 124.

Powsstyczn (1)

Działowscy z Działowa; a Powstanie.
Działowski Apolinary(1838-1902) ówczesny właściciel Działowa wspierał Powstanie Styczniowe i dawał schronienie emigrantom. Za tą działalność prześladowany rewizjami (między innymi 19 lutego 1963 r.) przez władze pruskie, które uzasadniały to: „Celem przeciwdziałania nielegalnemu postępowaniu właścicieli polskich osadzono w Działowie niemieckie miejscowe zarządy”. Dla dopilnowania „porządku” okresowo w Działowie żywiąc się kosztem właścicieli stacjonował oddział pruskiego wojska. „Nadwiślanin” pisał: „Przed kilkoma dniami była rewizja w Działowie pod Chełmnem u p. Apolinarego Działowskiego, ale o ile wiemy także nic nie znaleziono; aresztowano wszakże kucharza za działalność na rzecz Powstania. Gazeta informowała również, iż 1 marca 1864 r. aresztowano w Działowie nieznanego z imienia emigranta z Kongresówki.
Slascy z Orłowa dla Powstania.
Zasiadał w Pruskiej Izbie Panów, pełniąc zarazem urząd wiceprezesa Koła Polskiego w sejmie. Był prezesem Towarzystwa Pomocy Naukowej dla Młodzieży Prus Zachodnich, jednym z inicjatorów powstania zbiorów muzealnych przy Towarzystwie Naukowym w Toruniu. W 1863 roku wspomógł finansowo ruch powstańczy, a zbiegom politycznym udzielał schronienia.

Ludwik Slaski (1818-1898)

Powsstyczn (4)

[Fot. Zbiory rodziny Slaskich]

6 kwietnia 1864 r. „Nadwiślanin” informował o rewizjach i aresztowaniach polskich patriotów. Między innymi 29 marca władze pruskie przeprowadziły rewizję w majątku Slaskich w Orłowie u rządcy Gółkowskiego, gdzie „przetrząśnięto papiery” dowodzące działań na rzecz powstania styczniowego. Był on bowiem podejrzany o zbieranie podatku narodowego. Jego samego ujęto i zaprowadzono do wsi Augustynki (dzisiejsza część Płużnicy) razem z uczniem gospodarczym Zakrysiem. Tam prokurator oraz wąbrzeski burmistrz badali ich, pytając o rozporządzenie rządu narodowego, o kwotę zapłaconego podatku narodowego, o broń i gdzie jest schowana. Od aresztowanych nic się nie dowiedziano więc puszczono ich wolno. 12 kwietnia Gółkowski został aresztowany ponownie wraz ze wspomnianym Zakrysiem. Obaj uwięzieni zostali w Chełmnie i Berlinie. W 1864 r. gazeta informowała, iż Gółkowskiego wypuszczono na czas nieograniczony z berlińskiego więzienia Hausvogtei.
Dowiadujemy się też z ówczesnej prasy następujących spraw;
„..Jak wykazują przekroczenia granicy koło Słoszew i Lidzbarka oraz wynikłe przy tym potyczki uzbrojenia oddziałów dokonano na terenie pruskim. Za tym przemawiają także przeprowadzona krótko przedtem konfiskata broni w Orłowie oraz denuncjacja.
Władze pruskie o polskich patriotach.
W 1864 r. w Królestwie trwało Powstanie Styczniowe, w związku z tym Minister Spraw Wewnętrznych otrzymał od landrata (starosty) chełmińskiego pismo w którym pisał on: „… do tej pory skompromitowali się proboszczowie; Franciszek Kiedrowski z Płużnicy i Łebiński z Sarnowa … z powodu przewożenia i uzbrajania powstańców oraz innych działań przygotowujących zdradę stanu. Znajdują się teraz w areszcie sądowym: … Gółkowski-administrator w Orłowie. Celem przeciwdziałania nielegalnemu postępowania właścicieli polskich osadzono w Działowie niemieckie miejscowe zarządy nad dominiami (majątkami)Wałycz i Orłowo „…iż do tej pory skompromitowali się proboszczowie…. ks. Franciszek Kiedrowski z Płużnicy”.
Kompromitacja według władz pruskich polegała między innymi na tym, iż płużnickim kościele bowiem odprawiano nabożeństwa żałobne w intencji Powstania.

Zdjęcia do rozpoznania.
Stare fotografie fascynują swoją tajemniczością i nawet jeśli je po latach odnajdujemy, to mamy kłopoty z odczytaniem tego co w mgnieniu oku zanotowały. Gdyby zamknąć oczy to zobaczymy moment zrobienia zdjęcia, po którym ludzie ruszyli do dalszych zajęć; minuta w minutę, dzień w dzień – aż do chwili, kiedy odchodzili z tego świata! Wielka szkoda, iż nie dali na odwrocie fotki, choćby krótkiego zapisu; Co? Jak? Kto? Gdzie? Dlaczego? – owo „lenistwo” naszych nieobecnych, jest często nie do naprawienia!
Zwracam się do Wszystkich korzystających z mojej strony, aby mając choćby cień wiedzy o prezentowanych zdjęciach, osobach, sytuacjach, które one przedstawiają pomogli w prowadzeniu tego „historycznego” śledztwa – nawiązali ze mną kontakt w celu podzielenia się swoją wiedzą. W celu ułatwienia nadaję każdemu zdjęciu numer… Proponuje przyjąć jednolity system opisu w ewentualnych uzupełnieniach; kolejno od lewej stoją … siedzą… lub I, II, III rząd – kolejno od lewej…

Moje „namiary”:
– Tel. 604 209 351
– poczta; marpluznica@gmail.com

fotint (1)

 

 

 

 

 

fotint (2)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (3)

 

 

 

 

 

fotint (4)

 

 

 

 

 

fotint (5)

 

 

 

 

 

fotint (6)

 

 

 

 

 

 

fotint (7)

 

 

 

 

 

 

fotint (8)

 

 

 

 

fotint (9)

 

 

 

 

 

fotint (11)

 

 

 

 

 

fotint (12)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (13)

 

 

 

 

 

fotint (15)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (16)

 

 

 

 

 

 

fotint (17)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (18)

 

 

 

 

 

 

fotint (19)

 

 

 

 

 

 

 

 

fotint (20)

 

 

 

 

fotint (21)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (22)

 

 

 

 

 

 

fotint (23)

 

 

 

 

fotint (24)

 

 

 

 

 

 

fotint (25)

 

 

 

 

 

fotint (26)

 

 

 

 

 

 

 

 

fotint (27)

 

 

 

 

 

fotint (28)

 

 

 

 

 

 

fotint (30)

 

 

 

 

 

fotint (29)

 

 

 

 

 

fotint (31)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (32)

 

 

 

 

 

 

fotint (33)

 

 

 

 

 

 

fotint (34)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (35)

 

 

 

 

 

 

 

 

fotint (36)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (37)

 

 

 

 

fotint (38)

 

 

 

 

 

 

fotint (39)

 

 

 

 

 

 

fotint (40)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (41)

 

 

 

 

 

 

fotint (42)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (43)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (44)

 

 

 

 

 

 

fotint (45)

 

 

 

 

 

 

fotint (46)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (47)

 

 

 

 

 

 

fotint (48)

 

 

 

 

 

 

fotint (49)

 

 

 

 

 

 

fotint (50)

 

 

 

 

 

 

fotint (51)

 

 

 

 

 

 

 

fotint (52)

 

 

 

 

 

fotint (53)

 

Jan Isbrandt o  rodzinie  i wsi Ostrowo.

———————————————————

  Wstęp. 

Z Janem Isbrandtem z Ostrowa znamy się ładnych parę lat. Przez wiele lat chodziliśmy tymi samymi ścieżkami naszego lokalnego publicznego życia.

Z oceną wielu spraw tego świata zgadzamy się do dzisiaj. Na niektóre kwestie mieliśmy różne spojrzenie i  różne decyzje byśmy podejmowali. U Jana ceniłem sobie jego nieustającą szczerość w rozmowach, bez kluczenia po opłotkach i pospolitego fałszu. Nigdy niczego i nikogo nie udawał. Bardzo to sobie cenię!

Jan jest znanym w okolicy rolnikiem i społecznikiem, mającym przez kilka dziesiątków lat wpływu na publiczne sprawy w spółdzielczości wiejskiej, w organizacjach rolniczych, strażach pożarnych i to w wymiarze wiejskim oraz szerzej w gminie Płużnica.

Żyjąc i mieszkając wśród ludzi przez kilka dziesiątków lat był aktywnym współuczestnikiem i bystrym obserwatorem życia wsi w wielu jego przejawach i barwach. Warto wykorzystać tą wiedzę i doświadczenia, aby stworzyć zapis obrazu tamtych dziesiątków lat. Pomagał mi w opracowywaniu szkiców historycznych o ludziach i ich sprawach wsi Ostrowo. Nasze pokolenie rodzone w latach 40 tych poprzedniego wieku, żyjące na wsi przeżyło ogromne zmiany, których znaczenia jeszcze do końca sobie nie uświadamiamy. Był to potężny impuls, aby usiąść z Janem i razem ‘popełnić’ takie pisanie.

W trakcie rozmowy o sprawach minionych dotyczących; historii wsi, strażaków, kółek rolniczych, pojawiały się wątki rodzinne, które przeze mnie notowane stały się odrębną opowieścią o pomorskiej rodzinie Isbrandtów, której losy budowały naszą lokalną społeczność w ciągu ostatnich 100 lat.

Jan Isbrandt junior, mój dzisiejszy rozmówca,  urodził się 27 marca 1940 roku w rodzinie rolników Agnieszki i Apolinarego prowadzących w Ostrowie gospodarstwo rolne. Gospodarstwo to od prawie 115 lat jest w własnością rodziny Isbrandtów, co powoduje, iż więź z historią wsi jest szczególnie silna. Sam Jan nie mógł pamiętać aż tak dawnych czasów, ale jak sam mówił: „…do domu schodzili się sąsiedzi na karty, a przy nich ciągnęły się wspominki kolegów ojca o dawnych czasach, wtedy to i owo się podsłuchało”. A, że Jan ma chłonny ‘społeczny słuch’, dobrą pamięć i logiczny sposób pojmowania świata, to i toczyć z nim rozmowę było całkiem sympatycznie!

Jan i autor na zebraniu OSP. [Fot. Ostrowo w 2008 r.] 

 Dzisiejszy dom i gospodarstwo Isbrandtów.

Dom stanął z 1972 roku w miejscu dawnego, starego Mury dźwignął murarz z Czapel Czesław Sądowski. Dom jest obszerny, rośnie w nim drugie pokolenie Isbrandtów, a stanął mniej więcej w miejscu tamtego starego.

Uproszczony plan zabudowań gospodarki Isbrandtów według budowy z końca XIX wieku.

 Budynki gospodarstwa były wybudowane jeszcze przez poprzednich właścicieli przed  kupnem gospodarki przez Jana Isbrandta, przed 1900 rokiem.

Tak ogólnie rzecz biorąc ziemia gospodarstwa pochodzi z parcelacji majątku Ignacego Chrzanowskiego, którą przeprowadził wspomniany właściciel poprzez bank w 1893 roku: „…dzieląc majątek na parcele od 5 do 11 ha”. Dokładniej od kogo kupił gospodarstwo senior Jan sprawdzić jest możliwe, tylko trzeba by badać dokumenty geodezyjno-sądowe. Może ktoś-kiedyś to uczyni! Faktem jest, iż gospodarstwo było kupione wraz z budynkami. Dom; był typu niemieckiego, budowany na planie prostokąta z czerwonej cegły, z papowym dachem. Był to, jak na ówczesne czasy duży o wymiarach 16:9 m, czyli o powierzchni ok. 150 m2. Główne wejście do domu wiodło od strony szosy i dzieliło dom korytarzem mniej więcej na połowę. W jednej części domu, od strony szosy i od Orłowa, jeszcze przed I wojną światową, prawdopodobnie do jej wybuchu, senior Jan Isbrandt prowadził sklep z karczmą. W takich sklepach jak mówiono, było „mydło i powidło”. W części sklepowej stał jeden-dwa stoliki przy których klienci mogli się posilić, (dzwonko śledzia, jajko), wypić piwo, bombkę wódki, posiedzieć i porozmawiać. Trzeba też pamiętać, iż w Ostrowie była też druga taka karczma prowadzona przez Franciszka Zynka, teścia późniejszego ostrowskiego kupca Bernarda Daszkowskiego. Coś tam z tego handlowania Isbrandtom zostało, bowiem oprócz Jana Seniora, do tego zawodu sposobił się Apolinary, ale los po wojennej śmierci w czasie I wojny światowej braci i naturalnej ojca Jana, kazał mu w wieku 17 lat  zająć się gospodarstwem.

Następni w rodzinie handlujący to Grażyna żona Pawła Isbrandta prowadząca sklep w Ostrowie i Płużnicy, no i sam junior Jan w gospodzie, w Płużnicy jako właściciel parę lat przesiedział.

Wracając do lat dawnych, przypominam, iż na wsi mieszkało wtedy sporo ludzi i nikt tak często jak dzisiaj poza wieś nie wyjeżdżał, to i sklepy musiały być. Sprzedawano tam niewiele artykułów, ale za to takich bez których żyć się nie dało. Kupowano więc; naftę do lamp oświetleniowych, sól, drobne narzędzia, naczynia!

W części mieszkalnej domu były 3 pokoje, kuchnia, spiżarnia.  Pokoje były duże i przestronne. Dom ten rozebrano i mniej więcej w jego miejscu stanął nowy piętrowy budynek mieszkalny w 1972 roku. Ze starym domem wiąże się krążąca po wsi i okolicy pewna anegdota. Otóż kiedyś tam, panowie siedzieli sobie u Jana Isbrandta, po jakiejś zakończonej robocie i przy ‘napiteczności’ i jakoś tam się zgadało, że te drzwi do starego domu można by rozbić głową. Stanęła więc deklaracja i zakład o ½ litra czystej wódki, iż obecny wśród siedzących Brzoskowski uderzeniem głowy owe drzwi rozbije. Jan Isbrandt, właściciel gospodarstwa i rzeczonych drzwi, będąc pewien, że takiej sprawy nie da się uskutecznić, na ów zakład przystał! Niestety, nie był to dla Jana szczęśliwy zakład, bowiem w kilka chwil później trzeba  było postawić przyrzeczone pól litra wódki i  wołać stolarza do naprawy rozbitych drzwi, a i śmiechu na okolicę było kupa!

Obora; przylegała do szczytu domu od strony Płużnicy. Mieściła cały inwentarz 8 hektarowego gospodarstwa; 2 konie, 4-5 krów, 6-7 sztuk bydła, 1-2 maciory z odchówkiem, no i kurnik z gdaczącym wszelkiej maści drobiem, który był w każdym gospodarstwie prawie podstawą codziennego stołu. Zresztą, dla pamięci młodszych czytelników podajemy z Janem, iż w gospodarstwie uprawiano na potrzeby rodziny; warzywa, owoce, ziemniaki, mleko, jaja, mięso wieprzowe i drobiowe, od ‘kurzęciego’ poczynając, poprzez kaczynę, gęsinę, mięso indyków, a na młodych gołąbkach kończąc! W swoim też czasie poczęto uprawiać rzepak, po to by  na swoje domowe potrzeby parę worków dać wytłoczyć w olejarni w Wąbrzeźnie, czy Lisewie rzepakowego oleju. Jak to wszystko wtedy pięknie pachniało, to swojskie’domowe’ masło, olej, smażone karaski… mało dzisiaj  kto to wie!

Stodoła była drewniana, pokryta papowym dachem. Później w latach 40 tych, kiedy część dachu została zerwana przez czas i wiatr Apolinary położył nowy trzcinowy dach. Tą stodołę w latach 80 tych Jan wymurował, dał nowy dach z modnego wtedy eternitu i w takiej postaci służy gospodarzom do dzisiaj.

Szałer; ta nazwa z niemieckiego była kiedyś popularna na Pomorzu, dlatego tego się trzymam! W owej drewnianej ‘drewutni’ trzymano wszelkie rzeczy, od narzędzi, jakiegoś podręcznego bałaganu do opału, czyli drewna, węgla! Czasem wstawiano tam wozy konne, bryczkę!

Ostrowska rodzina Isbrandtów.

Isbrandtowie to stara pomorska rodzina. Brzmienie nazwiska może wskazywać na niemieckie pochodzenie, choć niekoniecznie. Nawet jeśli tak było, to tak jak w wielu przypadkach mogli owi przodkowie  się spolonizować i to pod wypływem pięknych oczu, jakiejś nie znanej nam Rózi, Józi, czy Marysi!

Z opowieści Jana juniora, wnuka Jana  Isbrandta wynika, iż  początki znanego losu tej rodziny na tym terenie kryją się na majątku Rozgart koło Wąbrzeźna, gdzie przodek Jan senior pracował. W podaniu rodzinnym przewija się taki wątek: „Jan dostał od dziedzica strzelbę i w nocy pilnował torfowisk, z których okoliczna biedota podkradała torf do opalania domostw”.

Dziadkowie Jana; Wiktoria z domu Urbanowska i Jan Isbrandtowie gospodarowali w niedalekim Bągarcie, położonym w dzisiejszej gminie Płużnica. Według wspominek Jana juniora rodzice babci Wiktorii, Urbanowscy  również pochodzili z tej wsi, a przynajmniej prowadzili tam gospodarstwo. Możemy założyć, iż Jan wziął sobie Wiktorię za żonę, pannę z posagiem. Dokładnie trudno pewnie dzisiaj dociec, skąd były pieniądze na  gospodarstwo w Bągarcie. Jan Junior mówi, iż pewnie Dziadek miał trochę swoich pieniędzy, ale  z pewnością sporo dołożyli w posagu Urbanowscy. Młodzi gospodarkę w Bągarcie sprzedali przed 1900 rokiem i za pozyskane pieniądze kupili od niejakiego Pilka 8,5 hektarowe w Ostrowie, te na którym Isbrandtowie do dzisiaj siedzą. Natomiast na tym sprzedanym w Bągarcie gospodaruje do dzisiaj czwarte pokolenie rodziny Makówka.

Krajobraz wsi Ostrowo.

 Na gospodarstwie w Ostrowie, powiększonego dzisiaj do wielkości 32 ha, głównie poprzez kupno gospodarstw sąsiadów; Czarnotów i Małkowskich, gospodarowali;

 Jan Isbrandt   i   Wiktoria Urbanowska w latach 1900-1917.

   [*1842 †1917]         [*1844 †1916]

  Apolinary Isbrandt  i  Agnieszka Szpakowska w latach1917-1978.

[*1899 †1982]     [*1914 †2008];

 Jan Isbrandt   i   Urszula Działdowska w latach 1978-2005.

 [*1940]          [*1938 †1992]   

 Isbrandtowie; Waldemar i Mirosława z d. Preis gospodarują od 2005 r.

                            ——————————–

Rodzina Agnieszki i Apolinarego Isbrandtów;

 W środku na zdjęciu niżej; Agnieszka i Apolinary i kolejno od lewej dzieci: najmłodsza Maria, Wiktoria, Jan, Barbara, Jerzy.

 Apolinary Isbrandt .

Urodził się w 1899 r. Po śmierci ojca w wieku 17 lat musiał samodzielnie gospodarować. W rok po śmierci Jana, czyli w 1917 r. odeszła również Wiktoria.

W czasie I wojny światowej Apolinary stracił dwóch braci; Wiktora i Mateusza, którzy w mundurach pruskiej armii zginęli gdzieś na froncie, przymuszeni jak wielu Polaków walczyć za niemieckiego cesarza Wilhelma II.           Jeszcze przed II wojną światową w domu Apolinarego w Ostrowie jakiś czas przebywała jego siostra, która była psychicznie schorowana wskutek trudnych małżeńskich przeżyć. Kiedy nie dawano sobie rady z opieką została oddana do zakładu w Kocborowie, gdzie podzieliła los wymordowanych w czasie wojny przez hitlerowców wszystkich znajdujących się tam pensjonariuszy.

Po wybuchu wojny w 1939 r. Isbrandtowie wygnani na wojenną tułaczkę przed nadciągającym od Grudziądza Wermachtem, wyjechali jednym konnym wozem zabierając podręczny bagaż. Na swoje szczęście dojechali niedaleko, bo do Radomina za Golubiem-Dobrzyniem, by po kilkunastu dniach, po przejściu frontu wrócić do domu.

W czasie okupacji gospodarstwem ich władał niemiecki zarządca bezarab niejaki Kurziński, który zajął dwie po sąsiedzku leżące ostrowskie gospodarki; Isbrantów i Małkowskich. Sam zamieszkał w domu Małkowskich wyrzucając właścicieli do domu Isbrandtów. Tak więc na szczęście w tym nieszczęściu, całą okupacje przetrwali we własnym domu, chociaż do roboty mieli nakazane stawiać się w gospodarstwie Marii i Franciszka Dudziaków na Małym Ostrowie, w którym rządził wtedy podobno ‘ludzki’ Niemiec Wunsch.

Pod koniec wojny, tuż przed nadejściem frontu od Wschodu Isbrandtowie  zobowiązani przez niemieckiego sołtysa Kolbe (zajmował gospodarkę Paczkowskich), udali się na ucieczkę wielkim wozem opatulonym plandeką i podobnie jak w 1939 roku utknęli niedaleko! Przypominam, iż Jan Isbrandt miał wówczas 4 lata i pewnie nie zdawał sobie sprawy z dramaturgii tego co się dookoła działo!

Już po przejściu frontu Apolinary sam w pojedynkę przyszedł pieszo zobaczyć do Ostrowa zobaczyć co się tu dzieje! W jakiś czas potem wróciła do domu cała rodzina. Gospodarstwo było już niestety rozszabrowane. Czyniły to przechodzące wojska; niemieckie, potem ruskie, a także przygodni wędrowcy jakich pełno było na ówczesnych, zawianych śniegiem i stężałych mrozem drogach. Bywało też, iż sąsiedzi którzy wcześniej wrócili ‘uzupełniali’ swój zmarnowany wojną dobytek!

Zaraz też po nastaniu radzieckich porządków Apolinary pełniący jeszcze przed wojną, w latach 30 tych funkcję sołtysa wsi, został prawdopodobnie  wskutek donosu zawistnego ‘obywatela’, aresztowany przez NKWD i wywieziony na Wschód. Tam w nieludzkich warunkach, gdzieś na Łotwie zmuszono go do niewolniczej pracy na wsi w kołchozie. Ciężkie warunki, okropny głód (Przyrządzano nawet trawę do jedzenia!) powodowały iż wielu z Polaków nie wróciło z tego piekła. Apolinary jednak wytrzymał, wrócił do domu, choć tak był wychudzony, iż własny syn nie mógł go rozpoznać!

Po tych przeżyciach przyszedł czas zwyklej, trudnej pracy w rolnictwie, i mimo różnych kłopotów, dla tych którzy przeżyli wojnę, czas ten wydawał się w miarę normalny. Najważniejsze było przecież gospodarowanie na swoim, cieszenie się rodziną, dziećmi, wnukami.

Zdjęcie z albumu Jana zrobione na tle starego domu i warte uratowania od niepamięci.

 Od lewej; Barbara, (w środku rodzice Agnieszka i Apolinary) Jan, Wiktoria i najmłodsi; Maria i Jerzy.

Kilka słów Jana o rodzeństwie;

Wiktoria; najstarsza z rodzeństwa urodzona w 1935 roku. Ma wykształcenie handlowe. Pracowała w księgowości w Gminnej Spółdzielni ‘SCh’ i w Spółdzielni Mleczarskiej w Płużnicy. Następnie przeniosła się do Bydgoszczy, gdzie przepracowała w zakładach stolarskich. Obecnie jest na emeryturze.

Barbara; urodzona w 1938 roku, zmarła w 1980.  Miała średnie wykształcenie. Zawodowo nie pracowała, prowadziła dom. Zamężna za wojskowego, majora Wojska Polskiego.

Jerzy; urodził się w 1948 roku. Był operatorem ciężkiego sprzętu. Krótko był traktorzystą w Kółku Rolniczym z Ostrowie. Zamieszkał i pracował w Bydgoszczy. Dzisiaj na emeryturze.

Maria; najmłodsza, rocznik 1950. Ma wykształcenie pedagogiczne. Osiedliła się i pracowała w Bydgoszczy.

 Na zdjęciu Wiktoria i Stefania Jazownik-Kac. W albumie Stefani Jazownik-Kac z Ostrowa zachowało się zdjęcie w biurze mleczarni w Płużnicy, w której Wiktoria pracowała. [Fot. 1956/1957 Płużnica].

 Rodzina Urszuli i Jana Isbrandtów.

Ważnych było wiele spraw, drogich było wiele rzeczy, ale te zdjęcia które zamieszczam poniżej obrazują najważniejszy sens życia ludzi z naszej opowieści. Jest tu rodzina, która jeszcze wtedy była w komplecie. W 1966 roku Jan znalazł sobie Urszulę…Urodziła się 1 sierpnia 1938 roku w rodzinie Antoniny i Franciszka Działdowskich w Myśliwcu pod Wąbrzeźnem.

Ślub z Janem wzięli w 1966 roku…

 

 Potem szły normalne, zwykłe, radosne i smutne dni, rodziły się dzieci, ktoś przychodził, ktoś odszedł-ot jak to w życiu!

Jan jeszcze razem z żoną, matką dzieci przedwcześnie w 1992 roku zmarłą Urszulą.

 

 Poniżej od lewej; Jan i Urszula, kolejno dzieci; Kamila, Dorota, Paweł, Lidia i Waldemar.

 

 Kilka fotografii gwoli ‘ Ku Pamięci’!

 

Urszula, Jan, zdjecie i okazji komunii Lidii.

 Pierwsza założyła rodzinę Dorota… tu z Tadeuszem. Nad ‘młodymi’ czuwa mama Urszula. Jest też najmłodsza Lidia i Kamila.

 

Teraz w Ostrowie gospodarują młodzi; Mirosława i Waldemar.

 Rośnie nowe pokolenie Isbrantów; miejscowe wnuki Jana Ania i Bartosz.

 Rodzina Jana  dzisiaj;

 Z czasem uzbierało się  trochę synowych, zięciów i wnucząt. Dla porządku przypomnijmy, iż dzieci   Urszuli i Jana Isbrandtów rodziły się w kolejności w latach

 Dorota ‘1967’… Tadeusz  Błędzki;

 …Magdalena, Krzysztof, Natalia.

 Paweł ‘1969’…Grażyna Nogalska ;

 …Kinga, Łukasz.

 Waldemar ‘1974’…Mirosława  Preis;

… Bartosz, Anna.

 Kamila ‘1976’… Tomasz  Partyka;

 …Joanna i Karolina.

 Lidia ‘1981’…Krzysztof Kwidzinski;

… Dawid i Michał.

 Naturalną koleją rzeczy zakładali własne rodziny cieszące oczy i serce Dziadka Jana! Gdzieś tam pod sercem pozostawało zawsze pytanie dlaczego Babci-Urszuli nie było dane doczekać!

Za pośrednictwem i wstawiennictwem Pawła Isbrandta, jego córka Kinga otrzymała zadanie ‘pogrzebania’ w rodzinnym albumie, wyszukania fotek krewniaków z rodziny swojej i dziadka Jana w celu stworzenia mini kroniki fotograficznej członków dzisiaj już niemałej rodzinki. Jak Kinga wywiązała się z tego zadania można się przekonać oglądając kolaż fotografii. Proszę tylko wziąć pod uwagę, iż ostatecznego wyboru zdjęć i ich ułożenia dokonał autor tego opracowania, i do niego należy kierować wszelkie, ewentualne pretensje!

W tym miejscu, w Ostrowie na Ziemi Chełmińskiej wszystko się zaczęło, stąd wywodzą się wszyscy!

 Rodzina Isbrandtów  z ostrowskimi korzeniami w komplecie.

 Kolejno od lewej stoją; Paweł, Waldemar Isbradtowie, Krzysztof Kwidzinski, Krzysztof Partyka, Grażyna i jej córka Kinga Isbrandt, Joanna Partyka, Tomasz Partyka, Magda i Krzysztof Błędzcy, Bartosz Isbrandt, Kamila Partyka i Mirosława Isbrandt. Przy stole siedzą; Lidia Kwidzinska i jej synkowie: Dawid i Michał, Jan z wnuczką Asia Isbrandt, Tadeusz, Natalia i Dorota Błędzcy.

Dorzuciliśmy do ‘zbiorówki’ syna Grażyny i Pawła; Łukasza, który zdjęcie wykonał.

 Niżej; na chrzcinach najmłodszego w rodzinie Michała Kwidzinskiego w Luzino k/Wejherowa.

 

 Dziadek Jan  i  najmłodszy wnuk Dawid Kwidzinski.

 

 Niżej; Jan dosłownie w rękach  kochającej rodziny.

 

 Życie trwa póki są razem, co potwierdza  się w spotkaniach, rozmowach, w radości  przebywania z sobą –  ku czemu okazji rodzinie nie brakuje;

 

  Wszystkie pokolenia polskich wnuków szukały wielkanocnego ‚zająca’...

 

 Dzieci i wnuki Urszuli i Jana;  Dorota i Tadeusz Błędzcy.

 Ich dzieciaki; Magda, Krzysztof, Natalia.

      

 Grażyna i Paweł Isbrandtowie.

 Syn Łukasz i córka Kinga.

 

 Waldemar i Mirosława Isbrandtowie Bartosz i Ania.

 

 Ania z gitarą… Ania to ‘pociecha’ Jana na co dzień…!

 Tomasz i Kamila Partykowie

 

 Joannna  i Karolina

 

 Lidia i Krzysztof Kwidzynscy.

 

 Michał i Dawid Kwidzynscy.

 

  Gospodarstwo Isbrandtów.

W latach 80 tych miało obszar 15 ha., w stosunku do pierwotnej powierzchni 8,5 ha zostało powiększone o dokupione ziemie sąsiadów. Dzisiaj Waldemar i Mirosława Isbrandtowie gospodarują na 32 ha ziemi, a w skład jego wchodzi również kupiona kilka lat temu od sąsiadów Małkowskich ziemia i siedlisko, w którym byli właściciele nadal mieszkają.

 Na zdjęciu gospodarstwa Isbrantów. Pierwsze z lewej; to dokupione od Małkowskich gospodarstwo  wraz z siedliskiem.

 

W gospodarstwie uprawiano wiele roślin; zboża: żyto, pszenicę, jęczmień, owies. Okopowe; buraki cukrowe, pastewne oraz ziemniaki. Dla hodowli ‘trzymano’ także użytki zielone z lucerną i koniczyną. Mleko sprzedawano do mleczarni w Płużnicy, Bydło opasowe i świnie, wtedy przed wojną kupowali rzeźnicy, z którymi trzeba było się targować o cenę. Byli to handlarze z Wąbrzeźna, Chełmży, a nawet z Torunia. Zboże najczęściej sprzedawano w Wąbrzeźnie u Żyda Mołzesa. Oczywiście po wojnie sprzedaż płodów rolnych była uproszczona, w zasadzie wszystko szło do państwowych punktów skupu. Może nie było to złe, bo kłopotów ze sprzedaniem nie było, ale z państwem targować się nie dało!

Dzisiaj to jest też ‘porządne gospodarstwo’ i chociaż uprawia się głównie pszenicę i rzepak, to hoduje się bydło mleczne i opasowe, jest też kara klacz ‘Basia’, są psy, a nawet kozy! Jest także bryczka, siodło i jeśli jest chęć można jeszcze zakosztować tej pięknej jazdy.

Ostatni koń w Ostrowie.

Jeszcze rok temu w Ostrowie na ponad 30 gospodarstw tylko w dwóch były jeszcze konie; u Wiesława Właśniewskiego i Waldemara Isbrandta. Teraz w 2015 roku pozostali z koniem tylko Isbrandtowie. Mają 6 letnią zimnokrwistą karą klacz Basię, która co roku daje piękne źrebię.

Ostrowo 2014 r.  Piękna, dobrze utrzymana kara klacz ‘Basia’ i  źrebak. W tle gospodarstwo Isbrandtów. W 2015 roku jest kolejne źrebię; kara klacz z gwiazdą na czele.

 Bryczką powozi Paweł Isbrandt [klacz ‘Basia’], obok Pawła jego syn Łukasz, z tyłu od lewej; wnuki Jana; Ania, Asia, Karolina, Bartek oraz syn Waldemar.

 

 Niżej; Kinga, dziadek Jan w siodle Łukasz.

 

 Po gospodarstw krzątają się Bartosz i Ania. Wnuki rosną wśród tego przyjaznego zwierzyńca i rodzinnego ‘ciepełka’. Dzieciaki zaczynają sobie radzić, nawet z trudniejszymi uparciuchami!

  Ania, cielę i Bartosz.

 

 W oborze stoi mleczne bydło. Kiedy robiłem to zdjęcie w oborze krzątali się Mirosława, Waldemar, a dzieciaki z poważnymi minami nosiły jakieś wiaderka!

 Mieszczuchom należy sie informacja, iż dzisiaj doi się od jednej krowy trzy razy więcej mleka niźli wtedy, kiedy Jan Isbrandt zaczynał swoje samodzielne gospodarowanie. Podobny postęp nastąpił w plonowaniu roślin uprawnych. I co by na to powiedział pierwszy z Isbrandtów na ostrowskiej gospodarce?

Gospodarstwo w ciągu ponad 100 letniego gospodarowania rodziny Isbrandtów przeszło wiele zmian. Przede wszystkim, dzięki ciężkiej, codziennej pracy, dobremu zarządzaniu było źródłem dochodów rodziny, dawało możliwości wykształcenia dzieci, a także stwarzało możliwości pomocy finansowej do startu dzieci w dorosłe życie i urządzaniu mieszkań, budowę domów.

Przebudowane zostało również gospodarstwo. Rozpoczął roboty budowlane Apolinary, który w 1958 roku rozebrał, starą, ciasną i wypracowana oborę i postawił te nową, widoczną na zdjęciu poniżej. W następnych latach została obudowana garażami i innymi gospodarczymi pomieszczeniami, w tym końską stajnię. W dzisiejszym gospodarstwie jest to najstarszy budynek, charakterystyczny dla tamtego budownictwa

 Jan Isbrandt był dobrym gospodarzem, o czym świadczą dyplomy jakie otrzymywał za wysoką produkcję rolną, hodowlaną.

 Znaczącym wyróżnieniem była „Złota Wiecha” nadawana na szczeblu województwa. W gminie Płużnica takie wyróżnienie spotkało tylko kilku rolników. Między innymi; Józefa Kuliga z Kotnowa, Józefa Nowotnika z Czapel, Czesława Mroza z Pólka, Mariana Robaczewskiego z Kotnowa. Janowi oprócz satysfakcji i wyróżnienia przydał się szczególnie przez rolników pożądany talon na ciągnik rolniczy typu; Ursus C 330. Oczywiście musiał za niego zapłacić, ale trzeba przypomnieć, iż na przydział ciągnika czekało się kilka lat, bo dla wszystkich gospodarstw w gminie liczącej 800 gospodarstw ‘przychodziło’ zaledwie ok. 15 talonów rocznie, co dzisiaj wydaje się czymś bardzo dziwnym!

 Budowanie, budowanie!

 Wyżej; obora dla bydła mlecznego i opasów z 1982 r. Obok stodoła efekt  przebudowy starej drewnianej z 1983 r. Oborę budował solidny płużnicki murarz Zbigniew Kalinowski

Dla powiększającego się parku maszynowego i gromadzonego sprzętu trzeba było stawiać garaże.

W czasach PRL na rolnicy z dzisiejszego punktu widzenia gospodarowali na niewielkich gospodarstwach, ale wtedy kilkanaście hektarów to było w pełni produkcyjne gospodarstwie, a przy ówczesnym stanie mechanizacji prac, trzeba było dużego wysiłku, aby swoją robotę wykonać dobrze i na czas.

Dyplom dla Jan wręczony na dożynkach gminnych w 1984 roku

 Restauracja ‘U Jana’ w Płużnicy.

Restauracja, to już trochę inne przedsięwzięcie niźli gospodarstwo, ale zgodne z dawną tradycją sięgającą ostrowskiej karczmy Isbrandtów. Jan Isbrandt kupił ją od bankrutującej Gminnej Spółdzielni „SCh” w Płużnicy w 1999 roku. Gospodarował tam przez 10 lat. Sprzedał przedsiębiorcy z Czapel Józefowi Głowińskiemu w 2009 r.

Kupił ją z myślą o swoich dzieciach, ale bez przymuszania kogokolwiek do jej prowadzenia, co przyznaje łączy się z przyjęciem zupełnie innego trybu życia. Stąd też nawet nie było sensu inwestować w ten obiekt, nie mając pewności, iż będzie ona miejscem pracy i życia następców. Teraz jest zadowolony, bowiem obiekt służy ludziom, bo Płużnicy i okolicy jest potrzebny, no i nie poszedł na zatracenie.

 Z resztek wyszperanych wzmianek o tym obiekcie wynika, iż w ostatnich 100 latach restauracja w Płużnicy należała do następujących osób;

-do 1918 roku właścicielem był  Herman Schneider, który zginął w I wojnie światowej na francuskim froncie,

-w 1921 roku wdowa po Hermanie Helma Wrahse sprzedała ja Marii i Bronisławowi Dąbrowskiemu,

– w 1939 r. Bronisław został rozstrzelany przez Niemców w Wąbrzeźnie w 1939 r., a jego żonę Marię okupanci pozbawili własności.

Zdjęcia sprzed 1921 roku z albumu rodziny Schneider.

 Napis głosił; “GASTHAUS    ZUR     ALTEN     HEIMAT “, co w dowolnym tłumaczeniu wygląda na „Gospoda Stara Mała Ojczyzna”, albo coś w tym sensie!

Zdjęcia ofiarowane przez wnuczki Hermana Schneidera, właściciela gospody; Christel Wagner i  Ritę Lüsch podczas ich wizyty Płużnicy w lipcu 2010. Na zdjęciach rodzina Schneiderów. Na dolnym zdjęciu kobieta w fartuchu to Selma Schneider z drugiego męża  Wrahse sprzedała gospodę Dombrowskim. Na koniu siedzi Herman Schneider?, dalej prawdopodobnie polski parobek gospodarza!

 W czasie okupacji, po 1939 roku do Płużnicy wróciła córka Hermana Schneidera Herta zamężna za rolnikiem Wilkanowskim. W 1945 roku uciekła stąd przed nadchodzącym rosyjskim frontem. Po 1945 roku Mara Dąbrowska wróciła do swej własności. W latach 50 tych wydzierżawiła obiekt Gminnej Spółdzielni „SCh”. W kilka lat potem ‘GS’ wykupiła restaurację i przyległy teren od właścicielki. Przez 40 lat gospodarowała tam Gminna Spółdzielnia ‘SCh’, a młodszym trudno jest dzisiaj pojąć, że ruch był tak wielki, iż trudno było tam wejść, a co dopiero dostać się do konsumpcji!

 Jan Isbrandt za barem we własnej gospodzie „U JANA”.

 Zdjęcie poniżej zrobiono na wyraźną prośbę Władysława Domachowskiego, który zajrzał do Jana z żoną Heleną i swoją wnuczką.

 Z Władkiem Domachowskim rolnikiem z Wiewiórek (na emeryturze w Pruszczu), ‘byli w przyjaźni’, pracowali społecznie w Kółkach Rolniczych i w Gminnej Spółdzielni ‘SCh’.

Na gospodarstwie i restauracji działalność rodziny się nie kończy. Tam w Ostrowie w swoim gospodarstwie u Isbrandtów w latach 1995-2015  prowadzono od okolicznych rolników skup żywca; trzody chlewnej i bydła dla pośrednika, który handlował nim dalej.

Ostatni sklep w Ostrowie.

Odnotujmy jeszcze jeden fakt związany z rodziną Isbrandtów i Ostrowem. Otóż w latach 2001-2006 w pomieszczeniu ostrowskiej świetlicy prowadziła sklep spożywczy Grażyna Isbrandt wspomagana przez swego męża Pawła. Młodzi Isbrandtowie i Partykowie na stałe zamieszkali w Płużnicy we własnych domach, nie bez pomocy Jana w latach 80 tych stawianych!

 Grażyna i Paweł. ‚Prowadzenie i praca w sklepie spożywczym do najłatwiejszych nie należą’.

Ten sklep, to był ostatni taki obiekt w Ostrowie i  pewnie już nigdy tu innego nie będzie. Żyjemy bowiem w czasach, w których wszystko się koncentruje; ziemia, fabryki i handel, i nie wiadomo, czy to dobrze, czy źle, ale tak to już jest! Młodzi Isbrandtowie przenieśli swój handel do Płużnicy kupując od Alicji i Dariusza Kwiatkowskich sklep w 2006 roku naprzeciw ośrodka zdrowia. Prowadziła go Grażyna do 2014 roku, puszczając go w dzierżawę innej ostrowiance z domu Bartników się wywodzącej, i tak się te sprawy toczą dalej!

Społeczne sprawy Jan Isbrandta.

 ‘W strażackim mundurze’. Jan w 2006 roku w Czaplach na strażackim opłatku.

 Jan jest strażakiem od niemal od dziecka, bowiem w 1948 roku był świadkiem jak starsi strażacy zakładali to pożyteczne Stowarzyszenie we wsi Ostrowo na sali sklepowej u Bernarda Daszkowskiego. W służbę bojową wszedł, tak jak każdy, po ukończeniu 18 lat, czyli w 1958 roku i jako senior jest w niej do dzisianaszej opowieści nie rozpisujemy się o tym wiele, bowiem Jan pomaga opracować historię OSP Ostrowo i tam będzie można sobie o tym poczytać!

Warto jednak wiedzieć, iż za swoje zasługi w publicznej służbie, co odzwierciedla strażackie zawołanie: „Bogu na Chwałę, Ludziom na Pożytek” Jan za ‘całokształt’ działalności otrzymał „Złoty Medal za Zasługi dla Pożarnictwa”, a także co jest dzisiaj bardzo cenione: „Srebrny Krzyż Zasługi” od Prezydenta RP.

Ostrowska młodzież z tamtych lat na sylwestrze w 1963 roku w gospodzie w Płużnicy.

 Od lewej;Jan Kwiatkowski, Jan Isbrandt, Zbysław Kujaczyński, Dominik Kwiatkowski.

W macierzystej straży służył od prostego strażaka, po wieloletniego naczelnika OSP skończywszy.

Arykuł w „Pomorskiej..” z 2002 roku;

 

Było wiele wydarzeń w których brał udział; między innymi w 50 leciu OSP Wieldządz.

Druhowie z Wieldządza w 1996 roku obchodzili swoją rocznicę 50 lecie wraz z otwarciem nowej remizy OSP.

 

Od lewej; komendant PSP Wąbrzeno Zdzisław Piotrowski i strażacy; Jan Isbrandt, Jerzy Frączek i Stanisław Robaczewski.

 50 lata OSP w Ostrowie;

Jan i koledzy z OSP organizowali wielkie, zdaje się jedno z największych uroczystości publicznych w Ostrowie. Wtedy to poświęcono sztandar OSP. Sztandar został poprzez naczelnika OSP Jana Isbrandta przekazany pocztowi sztandarowemu OSP Ostrowo.

Poczet sztandarowy; od lewej Waldemar Isbrandt, chorąży Benedykt Burchadt i Jan Pawlikowski.

 

 Jan Isbrandt; organizacja, raz na 50 lat organizowanej uroczystości wymagała wiele zachodu i starań, ale było warto!”.

 

 Na zawodach gminnyc w Płużnicy   26  maja 2007 r. w Płużnicy z Zygfrydem Rygielskim.

Jako organizator gminnego opłatka strażaków 28 grudnia 2008 roku. Obok Jana; Edward Kruk i kapelan strażaków ks. Jacek Dudziński z Nowej Wsi Królewskiej.

 

 

Byłem również gościem Jana i poświadczam, że On wraz ze swoimi chłopcami urządzili wszystko celująco!

 Prezes Kółka Rolniczego w Ostrowie; funkcję, które we wsi kolejno sprawowali; Jan Bartnik, Franciszek Gajdkowski, Alfons Właśniewski, przejął Jan w 1985 roku i w zmienionych warunkach pełni ją do dzisiaj. Różne koleje przeszła ta najstarsza chłopska organizacja. Pełniła w latach 60 tych roboty usługowe dla miejscowych rolników gromadząc sprzęt, zatrudniając ludzi, budując swoje bazy maszynowe. Później, pod koniec PRL weszła w rolę obrony interesów rolników, i właściwie z różnym skutkiem robi to do dzisiaj. Bohater naszej opowieści poza prezesowaniem w swojej rodzinnej wsi, jest także od 1986 roku członkiem Rady Nadzorczej wciąż funkcjonującej Spółdzielni Kółek Rolniczych, autonomicznej gospodarczej organizacji i firmy rolników. Teraz jest w komisji rewizyjnej SKR.

W Gminnej Spółdzielni ‘SCh”; od 1972 do rozwiązania tej spółdzielni. tj. do 2000 roku był członkiem Rady Nadzorczej, tej niegdyś potężnej, skupiającej handel i zaopatrzenie na wsi Spółdzielni.

 Przez lata 1984-1994; wspierał skutecznie szkołę podstawową w Orłowie będąc przewodniczącym Komitetu Rodzicielskiego. W szkołach ówczesnych wiele się działo na rzecz dzieci i rodziców, ale także poprzez szkołę w życiu wsi.

 Powitania Biskupa; w imieniu rodziców razem z Danutą Drzyzgą witał biskupa Jana Chrapka na bierzmowaniu młodzieży, w tym córki Lidki… w kościele parafialnym w Płużnicy.

 Różne wiejskie sprawy.

W rozmowie z Janem zanotowałem sobie różne wątki, która do historii wsi dają się włożyć i pięknie ją ubarwić, a których część wiąże się z życiem Jana i jego pokolenie

Sołtys wsi.

Apolinary Isbrandt przed wojną w latach 30 tych był sołtysem wsi Ostrowo. ‘Uposażeniem’ sołtysa wsi Ostrowo była dzierżawa 3 hektarów gminnej ziemi w Ostrowie pod lasem, które sołtys obrabiał. W przedwojennej rzeczywistości, wielkiej biedy na wsi, taki kawałek gruntu był bardzo pożądanym dobrem i niejeden mógł mieć do sołtysa Isbrandta zadawnioną zawiść, co mogło po 1945 roku skutkować spreparowanym donosem i wywózką przez NKWD na Wschód!

Dom Celmerów.

Dom ten zbudowany został jeszcze za czasów majątku Ostrowo, który to ostatni właściciel Ignacy Chrzanowski w 1893 r. sprzedał za pośrednictwem banku, dzieląc grunty dla 20 parcelantów po  5-11 ha. Dom ten budowany dla pracowników majątku Chrzanowskich mieścił 4 mieszkania, które w tamtym czasie miały po jednej izbie, kuchni i komorze. Po parcelacji dom ten należał do gospodarstwa, które kupił Antoni Kwiatkowski. W domu tym mieszkali różni ludzie. Natomiast po wojnie mieszkali tam z rodzinami synowie ostrowskiego rybaka Balickiego; Marian i Władysław, a w drugiej części domu zamieszkała córka Kwiatkowskich Marta zamężna za Bronisławem Celmerem [*1907†1982] z zawodu malarzem pokojowym. Mieli oni syna Jerzego, kawalera [1949-2011], który mieszkał tu do końca życia. Po zmarłym Jerzym dom prawdopodobnie dziedziczy córka Celmerów Teresa, która od czasu do czasu do tego domu zagląda. O losach tego domu rozmawialiśmy z Janem ponieważ potomkini dawnych mieszkańców Ostrowa; rodziny Reich poszukiwała swych ‘korzeni’, a wiadomości są raczej skąpe. Tak ogólnie to przetrwała wiadomość, iż w wyżej wspomnianym domu mieszkał tam jeden z Reichów, który był listonoszem. Wiadomo też, iż w 1919 roku postrzelił się w nim śmiertelnie Jan Reich.

Majątkowa kuczernia.

Po majątku Chrzanowskich niewiele zostało w dzisiejszym Ostrowie. Oprócz umierającej oficyny pałacowej (własność Mariana Paczkowskiego), jest jeszcze dzisiejszy dom drugich Paczkowskich, pełniący niegdyś rolę kuczerni. Za czasów majątkowych stały tam ‘wyjazdowe’ konie, bryczki. W budynku tym mieszkał kuczer i jego rodzina.

Pałacowa oficyna.

Do naszych czasów zachowała się również resztka pałacu, jego oficyna, która do lat 80 tych była we władaniu Bernarda Daszkowskiego-kupca prowadzącego przez kilka dziesiątków wiejski sklep spożywczy.

 Szkoła w Płużnicy.

Jan Isbrandt uczęszczał do szkoły podstawowej w Płużnicy, jego wychowawcą był nauczyciel … Doroz.

Skopiowane zdjęcie dostał Jan od jednej ze szkolnych koleżanek; „Ku pamięci”. Zostało wykonane w płużnickim parku w dniu 1 maja 1953 roku, a przedstawia klasę VII SP Płużnica. Budynek szkoły w Płużnicy został spalony przez Ruskich żołnierzy  w 1945 roku, stąd też dzieci do czasu jej odbudowy w 1958 roku uczyły się w dwóch budynkach; w starej szkole pod  granicą wsi Płużnica z Czaplami (dzisiaj własność Zakrzewski) oraz w jednym z dawnych budynków folwarcznych na ulicy kotnowskiej, gdzie urządzono dwa pomieszczenia klasowe i na szczycie domu mieszkanie dla nauczyciela, wspomnianego Doroza. Po odbudowie spalonej szkoły urządzono tam Dom Nauczyciela.

 Od lewej kolejno stoją; Helena Kubasik z Płużnicy, Zofia Młynarczyk z Bartoszewic, Gertruda Paradowska z Orłowa, Alicja Szymańska z Bartoszewic, …Brzezińska z Czapel, Zofia Mądra-Małek z Płużnicy, Teresa Paetsch z Czapel, Łucja Dąbrowska z Wieldządza, …Sakowska z Kotnowa, Maria Motyka z Ostrowa, Elżbieta Redmerska-Ressel z Kotnowa.

Rybakówka w Ostrowie.

          W 1936 roku wyszło nowe rozporządzenie o rybołówstwie, wzbraniające właścicielom samodzielnego połowu na własną rękę. Zgodnie z ustawą wszyscy współwłaściciele naszego jeziora musieli zawiązać spółkę rybacką, którą jednemu rybakowi jezioro Wieczno z dopływami wydzierżawiło. Na przełomie.1936/37 roku spółka rybacka zrzeszająca współwłaścicieli jeziora za pieniądze Funduszu Pracy podjęła prace nad obniżeniem poziomu jeziora. Pogłębiona została również struga’ Bacha’. Rybakiem w Orłowie/Ostrowie był Balicki. Po nim został jego syn Marcjan Balicki. Synowie Balickiego; Marian i Władysław jakiś czas mieszkali w Ostrowie w ‘domu Celmerów’.

Ofiary wojny.

 Według Jana  zginęli w czasie wojny; Właśniewski, ojciec Zygmunta; rzecz wymaga wyjaśnienia, a także Stanisław Paczkowski, Burchardtowie, Wiśniewscy. Ze wsi Ostrowo na Wschód Sowieci wywieźli tylko Apolinarego Isbrandta, który jak wiemy wrócił do domu. Natomiast Jan przypomina, iż z Orłowa NKWD wywiozło Dobrackiego, który z Rosji już nie wrócił.

————– ……. —————

I to byłoby wszystko. Opowieści te spisane i te zapamiętane w trakcie rozmów z moim rozmówcą będą wplecione w kilka opracowań które przygotowuję. Będą to zapisy historyczne o wsi Ostrowo, kronika OSP Ostrowo, zapiski o Kółkach Rolniczych, o Gminnej Spółdzielni, o karczmach i gospodach na terenie dzisiejszej gminy Płużnica. Za tą robotę w której Jan wziął udział i współtworzył zapiski należą mu się Wielkie Dzięki!

 Płużnica wrzesień 2015 r.   Janusz Marcinkowski.